wtorek, 4 lutego 2014

3 rozdział ,,Challenge Accepted"

Dawid

Gdy tylko poczułem na swoim policzku muśnięcie pierwszego promyka słońca, przeciągnąłem się i ziewnąłem leniwie. Nigdy nie byłem typem osoby, która jest jak ,,ranny ptaszek”. Zawsze wolałem sobie pospać dłużej.. Tak z godzinę... Może dwie lub ewentualnie trzy. Tym razem jednak przetarłem oczy i przygładziłem nieco włosy. Chwyciłem się za czoło i nagle przypomniałem sobie wydarzenia z wczorajszego dnia. Powróciły do mnie gwałtowną falą, zalewając mnie wszystkimi wspomnieniami.
Uratowanie tej dziewczyny... Zaraz... Jak ona się nazywała..?
Łucja. Tak.
Wtuliłem głowę w poduszkę, chcąc poczuć te same emocje, które towarzyszyły mi wczoraj.
Niestety na próżno.
Czułem w swoim brzuchu dziwny ucisk, co było dosyć dziwne, szczególnie ze względu na to, że zaledwie kilka godzin temu nie wytrzymałem i zjadłem dosyć sporą liczbę słodyczy i pochłonąłem cały zapas świeżego kakaa wraz ze schłodzonym mlekiem.
Mimo wszystko nadal czułem ten ucisk. On zdawał się mnie obezwładniać, jak cichy zawodnik. Nigdy jeszcze nie czułem się taki... Słaby. To uczucie dochodziło nawet do moich kończyn, które zdawały się nie należeć do mnie. Były takie ciężkie i nieporęczne...
Co się ze mną dzieje?
Zdołałem cudem wyturlać się z łóżka, z ogromnym zdziwieniem zerkając na ścienny zegar, na którym wskazówki wskazywały dopiero siódmą rano. Nie wiem, jak zdołałem tego dokonać, ale doszedłem do toaletki, nad którą wisiało ogromne lustro. Oparłem się ciężko o blat i popatrzyłem na swoje odbicie. Wydawało mi się, że jest ono rozmazane i jakby... Przezroczyste.
Boże, kim ja jestem?
Nie poznałem swoich podkrążonych oczu i niewielkich, aczkolwiek widocznych zmarszczek obok nich. Odgarnąłem grzywkę do tyłu i nie uwierzyłem w to, co zauważyłem. Jedna wielka czerwona krosta, która pojawiła się znikąd, jeszcze bardziej mnie osłabiła. Nie, żebym był zbytnio przeczulony na tym punkcie. Po prostu wiedziałem, że wygląd w branży muzycznej także jest bardzo ważny. Dlatego dbałem o swoją cerę, by nie pojawił się na niej nieproszony intruz. Ale niestety los postanowił zrobić mi małą... Niespodziankę.
A tych w moim osiemnastoletnim życiu nie brakowało.
Znów przypomniałem sobie o Łucji.
Jak najszybciej potrafiłem, ogarnąłem się i poszedłem do kuchni. Ciocia Anna już krzątała się po pomieszczeniu, ustawiając na stole trzy zastawy. Zdziwiłem się, ponieważ wuja zmarł jakieś dwa lata temu i od tamtego czasu ona żyła całkowicie samotnie. Ja i moja rodzina byliśmy jedną z nielicznych, które po jego śmierci odwiedzaliśmy tą biedną, schorowaną kobietę. Wprawdzie była nieco zbzikowana, aczkolwiek można było z nią sobie swobodnie pogadać.
- Cześć, ciociu – powiedziałem i usiadłem do stołu.
- A, Dawidek, witaj, witaj. Jak minęła noc? Nie zauważyłam, o której wróciłeś... – odpowiedziała, rozsmarowując na chlebie masło.
Jasne włosy miała starannie spięte w wysoki kok, a na sobie założone miała wytarte dresy i luźną bluzkę. Patrząc na zdjęcia stojące na półkach, w młodości ciotka Anna musiała być nawet ładną dziewczyną. Wysoką, szczupłą blondynką, która niestety teraz miała twarz pooraną zmarszczkami. Mimo wszystko nadal posiadała ten uroczy, rozweselający uśmiech, którym z radością dzieliła się z innymi.
- A dobrze. Wiesz... Trochę się spóźniłem na umówioną godzinę i nie chciałem cię denerwować, więc położyłem się po cichu spać.
- Bez kolacji?! To chyba umierasz z głodu! Później swojej mamie jeszcze powiesz, że cię głodziłam!
- Ciocia! Mam osiemnaście lat, jakbym chciał, to sam zrobiłbym sobie jedzenie... – pominąłem fakt, że nad ranem złapała mnie ochota na słodkie i opróżniłem ciotce połowę lodówki. – Poza tym umiem o siebie zadbać... Przecież mam swoje własne mieszkanie w Wawie, zapomniałaś?
- Już dobrze, dobrze. Przecież wiesz, że ci ufam... Chcesz coś na śniadanie?
- Nie, dzięki, ale nie jestem głodny. Mam jednak pytanie... Dlaczego ciocia nakryła trzy miejsca przy stole, skoro tutaj jesteśmy tylko we dwóch?
- Oh! Zapomniałam ci powiedzieć! – wykrzyknęła ciocia Anna, niemalże wypuszczając z dłoni kromkę chleba. – Dzisiaj przyjeżdża do mnie Ola. A swoją drogą zastanawiam się, gdzie zniknęło całe schłodzone mleko i paczka kakaa..?
Udałem, że nie usłyszałem ostatniego pytania, podziękowałem jeszcze raz za troskę i wymknąłem się do pokoju. Popatrzyłem ze zdziwieniem na dekoder, który wskazywał godzinę i okazało się, że jest dopiero jedenasta, a ja już wstałem i się uszykowałem.
Zwykle nie wstawałem przed dwunastą, śpiąc tak długo, dopóki ktoś mnie nie wywalił z łóżka. W moim nowym mieszkaniu był to budzik, który sobie kupiłem specjalnie na tę okazję.
Ola była córką najlepszej przyjaciółki Anny. Z tego powodu, że ciotka nie miała swoich dzieci, opiekowała się od dzieciństwa Aleksandrą. Niegdyś, z tego, co pamiętałem, ta ładna dziewczyna przesiadywała u cioci całymi dniami i nocami, nazywając ją babcią. Ale ostatni raz widziałem ją kilka lat temu, więc nie miałem pojęcia, jak wygląda obecnie.
Wiedziałem tylko tyle, że była w moim wieku i że jakimś cudem odciągnęła moje myśli od Łucji Helszmit.

Łucja
Jedząc śniadanie nadal myślami byłam przy tamtym chłopaku.
Dawidzie Kwiatkowskim.
Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, co by było gdyby go nie było wówczas w tej godzinie i w tym parku. Gdyby nas nie zobaczył i nie zareagował. Wówczas miałabym dużo poważniejsze problemy na głowie, niż w chwili obecnej.
Oczywiście nie powiedziałam nikomu, co się stało. Kamil siedział przy stole w milczeniu i tylko moja kochana babcia Frania opowiadała nam o pogodzie i nowych odcinkach miłosnego serialu.
- Ty też oglądasz ten serial, Łucja, prawda? – zapytała, wyraźnie oczekując na odpowiedź.
- Tak, babciu, oglądam – odparłam, woląc nie dodawać, że moje życie jest jednym wielkim serialem, w którym jest dużo ciekawych wątków.
Kamil prychnął tylko na uboczu i skończył jeść swoją porcję jajecznicy.
- Babciu, jest jeszcze? – spytał ochrypniętym głosem, wskazując na patelnię.
- Zobacz, kochanie.
Brat podniósł się z krzesła i zajrzał do patelni. Gdy nic tam nie znalazł, burknął coś niemiło i poszedł do pokoju, który zajmował u babci. Jego ochrypnięty głos, wielkie wory pod oczami, sina twarz, mylny wzrok i spocone, ciemne włosy świadczyły o porządnej imprezie. Zresztą tak samo, jak wszystkie inne, na które uczęszczał.
Obejrzałam się za nim, gdy wychodził z kuchni.
Co się stało z moim troskliwym bratem, który dodawał mi odwagi do spełniania marzeń?
- Łucja, słonko, jakąś godzinę temu, gdy byłaś w pokoju, na telefon domowy dzwonił jakiś chłopak, który chciał się z tobą umówić – powiedziała babcia i połknęła kolejną porcję jajecznicy.
Moje serce zaczęło bić szybciej, niż zwykle. Czyżby to on? Dawid Kwiatkowski? Chłopak – Bohater? Mój książę z bajki?
Zaraz po tym skarciłam się za swoje niemądre myśli.
- Jak się nazywał? – spytałam, błagając o jedno, jedyne nazwisko.
- Ulinewicz Radek bodajże – odparła Frania i zaczęła zbierać puste talerze. – Nie chcesz już?
Spojrzałam na swój talerz, na którym i tak już miałam wszystko popaćkane i porozduszane przez moją wiecznie nudzącą się dłoń, do której jakimś cudem dostał się widelec.
- Nie.. To znaczy... Najadłam już się. Bardzo dziękuję – odparłam, czując się jak wywłoka.
Kompletnie wypompowana z energii, która przecież kilka sekund temu tak bardzo zaczynała mnie przepełniać!
Radek Ulinewicz był osobą w moim wieku. Całkiem ładny blondyn o niebieskich oczach i dobrze umięśnionym ciele, zabawny, miły, wesoły.
Nigdy nie zapisujący się w moim sercu na dłużej.
Nie wiedziałam, dlaczego, ale teraz cały czas myślałam o Dawidzie. I o tym, że on w moim sercu zapisał się na znacznie dłuższy okres.

Kamil
Moja siostra patrzyła na mnie wymownym wzrokiem przy śniadaniu. Zresztą tak samo było każdego ranka. Codziennie wyczuwałem jej badawcze spojrzenie i te emocje, które jej przy tym obserwowaniu towarzyszyły.
Było mi jej żal.
Oczywiście, że ją kochałem. Tak samo mocno, jak kiedyś, tylko teraz oduczyłem się tego okazywać.
Może w głębi duszy zawsze chciałem się zmienić?
Bynajmniej nadal wyczuwałem, kiedy moja siostra była poddenerowana lub coś ,,nie grało”. Teraz doskonale wiedziałem, że coś w jej zachowaniu się zmieniło.
Była taka cicha i spokojna... Nic nie mówiła, nie opowiadała, jak spędziła wczorajszy dzień, ani jaką nową piosenkę zaczęła pisać.
A ja bałem się zapytać.
Podszedłem do drzwi, zawachałem się przy klamce i w końcu nacisnąłem ją oraz wybiegłem z bloku.
Przeskoczyłem przez barierkę, która stała tuż obok drzwi, przebiegłem na tyły bloku i wziąłem w dłoń telefon.
Wybrałem numer i bardzo długo się wahałem.
Osunąłem się na ziemię i nadal wpatrzony byłem w telefon wielkimi oczami.
Kochałem moją małą siostrzyczkę, ale chciałem spełniać swoje marzenia.
Nacisnąłem zielony przycisk.

_______________________________________________________________________________
3 rozdział - wreeeszcie !! :) W ostatnich dniach miałam takiego ,,lenia", że kompletnie nie mogłam się zabrać za jego pisanie. Mam nadzieję, że będzie dla Was tak samo ciekawy, jak poprzednie :3

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!


2 komentarze:

  1. Sama kiedyś pisałam opowiadania :) wciąga :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawaj następny rozdział, proszeeeeee ...... Już nie mogę się doczekac, fabuła wciąga .......... :) Dobrze, że dałaś piosenki, lepiej się czyta :) Tylko dodaj więcej piosenek Dawidka <333 Pozdrowionka dla ciebie i sióstr ;-)

    OdpowiedzUsuń