niedziela, 9 lutego 2014

4 rozdział ,,Przeciwnościami losu dąrzysz, ale nigdy się nie poddasz"

*Dawid*
Już nie mogłem się doczekać przyjazdu Oli. Wbiegłem do mojego pokoju w podskokach i zobaczyłem ogromny bałagan. Mnóstwo rzeczy, które sobie ostatnio kupiłem, leżało na ziemi. Teraz zaczęły przypominać góry, piętrzące się aż do sufitu - jak mogłem tutaj przyprowadzić Olę - moją przyjaciółkę z czasów dzieciństwa?
Załapałem się za głowę i pożałowałem, że nie ma w pobliżu mamy, która oczywiście wypomniałaby mi bałagan wczesniej.
Samodzielność.
- Uff... - odetchnąłem i zabrałem się za sprzątanie biurka.
Wyrzuciłem do kosza na śmieci puste pojemniki po pizzach, chipsach, napojach i zgarnąłem okruszki na bok. Przeraziłem się, gdy tuż obok mojego łóżka zobaczyłem brudny kubek po herbacie, najwyraźniej sprzed tygodnia.
- No.. Trochę bałaganiarski to ja jestem - przyznałem, wrzucając ubrania jak popadnie do szafy.
Miałem pewność, że gdyby właściciel sklepu 9893 zobaczył teraz, jak dbam o bluzy przez niego projektowane, załamałby się.
Schowałem laptopa do torby, który stał na tym samym miejscu na łóżku od kilku dni pobytu u ciotki. Nigdy nie lubiłem pięćdziesiąt razy wyciągać go z ,,kryjówki", czasem nie mogąc zresztą go znaleźć, więc ulokowałem go na widoku.
Przez cały czas, gdy ogarniałem pokój i siebie, przypominałem sobie o Łucji Helszmit.
Ona była naprawdę piękna.
Ciemne włosy i niebieskie oczy utkwiły w mojej pamięci naprawdę głęboko.
Czy to tylko zbieg okoliczności?
Była taka piękna, cicha i spokojna noc...
Wracałem właśnie z oględzin miasta, w którym mieszkała ciocia. Bardzo dużo się tutaj zmieniło i nieco się zgubiłem. Na domiar złego nie spotkałem nikogo, kto wskazałby mi kierunek do mieszkania cioci Ali. Nagle zobaczyłem park, po którym kiedyś chodziliśmy z mamą i tatą oraz Michałem na spacery. Postanowiłem przejść przez niego i przypomnieć sobie drogę powrotną, co na szczęście nastąpiło zaraz po minięciu bramy wprowadzającej.
Wówczas przyspieszyłem, nie chcąc natknąć się na fanki.
Nie, żebym ich unikał. Po prostu nie chciałem mieć opóźnionego powrotu do domu bardziej, niżli to by było konieczne. Poza tym wczorajszego dnia kompletnie nie miałem ochoty na zdjęcia i autografy oraz wysłuchiwanie komplementów.
To się czasem staje strasznie uporczywe. Potrafię nawet kilkaset razy usłyszeć ,,Kocham Cię, Dawid!" jednego dnia. Na początku wydawało mi się to słodkie, urocze i bardzo oddane... teraz także, ale co za dużo słodyczy, to niezdrowo.
Kolejnym minusem jest to, że wiele osób bierze ze mnie przykład... A ja, jak na pozytywny autorytet przystało, muszę uważać na to, co robię i co mówię.
Chwilami tęsknię do stanu, w którym byłem kiedyś.
Umiarkowana sława, kilku wiernych fanów, którzy jednak zachowywali pewne granice przyzwoitości i beztroskie życie nastolatka.
Teraz jestem dorosły.. Dorosły.. Dorosły.. Tak wiele jest w tym słowie powagi. W samym słowie. A co dopiero w życiu..!
Nie chcę się zmieniać - odradza mi to wielu fanów. Piszą ,,Dawid, nie zmieniaj się!". Ja nie chcę się zmieniać, ale chwilami tego nie kontroluję. Jakby nie patrzeć, w młodym wieku zacząłem swoją karierę. Taką PRAWDZIWĄ karierę piosenkarza i artysty. Bo sławę miałem dzięki photoblogowi i coverom. I przyjaciołom.
W te wakacje postanowiłem odpocząć. Ostatnio bardzo ciężko pracowałem przez cały rok, starając się dawać z siebie wszystko, co jednak doprowadziło mnie w pewnym momencie do wyczerpania. Jednak jestem tylko człowiekiem. I człowiekiem być muszę.
Po pracy, jak każdy inny normalny człowiek, odpoczywać, a nie na siłę do późnej nocy siedzieć przed komputerem, prowadzić blogi, ask, twitter, instagram, facebook... Myślałem, że dam radę. I dam. Teraz tylko wiem, że mam jakieś słabości i dzięki nim chcę się stać silniejszy.
Tak sobie myślałem, gdy nagle zauważyłem jakiś ludzi się szarpiących...
No i później poznałem Łucję.
Uciekliśmy od napastnika...
I obiecałem jej coś.
Właściwie dlaczgo obiecałem coś obcej osobie?
Utonąłem w jej niebieskich oczach i się zatraciłem - tak, na pewno wtedy nie myślałem zbyt wiele.
Obiecałem jej coś, czego nie mogę dotrzymać.
Obiecałem, że nigdy jej nie zostawię..
Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi, co wyrwało mnie z rozmyślań. Rzuciłem na podłogę wszystko, co trzymałem w rękach i pożałowałem, że nie ma przy mnie Mateuszka, który może by mi pomógł w sprzątaniu.
Spanikowany, usłyszałem, jak ciocia Alicja wita Olę z radością, zachęcając jednocześnie, by przeszła do kuchni na śniadanie.
Kopnąłem upuszczone rzeczy pod łóżko i starannie ułożyłem pościel tak, by nie było widać bałaganu. Spojrzałem w lustro, machnąłem głową, układając grzywkę na jej pierwotne miejsce i wyszedłem z pokoju.

*Ola*
Jako córka najlepszej przyjaciółki pani Ali, poznałam ją, gdy byłam jeszcze malutkim dzieckiem. Ona się wtedy mną także opiekowała, jakbym była jej wnuczką, ponieważ sama nie mogła mieć dzieci.
Tolerowałam to i nawet mi się to podobało.
Miałam jedną babcię więcej.
I to jeszcze taką kochaną!
- Olcia! - zakrzyknęła babcia, gdy zobaczyła mnie w progu. - Ależ ty wyładniałaś! Dawno się u nas nie było!
,,Nas" - przyzwyczajenie, które pozostało jej po śmierci męża.
- Tak, babciu, przepraszam - powiedziałam i przytuliłam babcię Alę. - Nie miałam kiedy przyjechać... Zaczęłam dodatkowo pracować i jeszcze ta szkoła...
- Ale nic się nie stało! Nic się nie stało! Wchodź, przygotowałam śniadanie!
Weszłam posłusznie do kuchni, czując się nieco nieswojo. Odgarnęłam długie, jasne włosy z czoła i rozejrzałam się ciemnymi oczami po pomieszczeniu. Kiedyś tak je uwielbiałam!
A teraz czuję się w nim obco.
Usiadłam na krześle i spojrzałam zdziwiona na trzy talerze stojące na stole. Kto tu był jeszcze?
- Ola! Kochana! Zapomniałam ci powiedzieć, ah! Ta moja skleroza! Dawidek jest u mnie na wakacjach! Daaawid!!
Odwróciłam się do drzwi z pokoju, w których lada moment pojawił się Dawid.
Moje serce zabiło szybko.
Bardzo szybko.
Dawid Kwiatkowski nie był tym dawnym, malutkim chłopaczkiem, z którym bawiłam się samochodzikami i biegałam wokół bloku. Może się to wydawać historią jak z bajki, ale taka właśnie była rzeczywistość. Nasza rzeczywistość.
Kwiat był dosyć wysoki i miał ściętą grzywkę - takiego go właśnie znałam ze zdjęć, z internetu, z teledysków i nagrań.
A w rzeczywistości nadal widziałam te ogniki w jego oczach, tą niezwykłą chęć życia i robienia szalonych rzeczy i przede wszystkim ten uśmiech..
On się nigdy nie zmieni.
- Ola? - zapytał z uśmiechem, podszedł do mnie i podał mi rękę.
Zignorowałam jego gest i przytuliłam go - nie widzieliśmy się dobre kilka lat!
Ciekawiło mnie, co on sobie o mnie pomyślał. Czy także analizuje moje rysy twarzy i zgaduje, co się we mnie zmieniło, a co nie.
- Dawid.. - wyszeptała ze łzami w oczach. - Wyrosłeś.
Osiemnastolatek zakasłał ze śmiechu.
- Ty też... I urosły ci włosy.
- Tobie nie. Byłeś u fryzjera?
- Nawet nie wiesz, ile razy.
- Pewnie gdy grałeś w teledyskach lub miałeś jakieś wywiady, sesje zdjęciowe... Tyle się w twoim życiu wydarzyło. Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że zwykły chłopak, który lepił ze mną babki z piasku i jadł je, zostanie sławnym piosenkarzem.
Zapadła chwila niezręcznego milczenia - typowe dla dwóch osób, które ominęły pół swojego życia.
- Dobrze, dzieci, później pogadacie, a teraz Olcia musi zjeść śniadanie.

*Dawid*
Minęło tyle lat, tyle wydarzeń nabrało tempa, ale tutaj, u cioci Ali, wszystko wydaje się dokładnie takie same, jak sprzed lat.

*Łucja*
Nie miałam pojęcia, dlaczego, ale wydawało mi się, że coś zaczęło się zmieniać... I jeszcze te myśli... Obietnica...
,,Nigdy cię nie zostawię"
Wiem, że nie zostawi.
_______________________________________________________________________________
Aaa oto i 4 rozdział!! :-) W.R.E.S.Z.C.I.E. Albo nie miałam dotychczas czasu, albo nie miałam ochoty - teraz jednak się postarałam, usadziłam tyłek przed komputerem i opłaciło się! :D Myślę, że to dzięki ostatnim wydarzeniom.
W poniedziałek byłam u przyjaciółek, by robić projekt edukacyjny, ale skończyło się na tym, że jeździłyśmy na rolkach (pomimo śniegu), projektowi poświęciłysmy tak z godzinę, zeżarłyśmy chruściki i takie coś chruścikopodobne z dżemem, na wieczór byłyśmy na dłuuuuugim spacerze, nad jeziorem i nie tylko (to ,, nie tylko" łączy się z leżeniem na śniegu kilka razy, ataki głupawki i moje wykrzykiwanie ,,Weronika!!" pod jej domem - nawet pomachała z okna, co chyba oznaczało ,,Idźcie już sobie, bracia słyszą" XD). Od wtorku do czwartku jeździliśmy na łyżwy do Grodziska, a w jakiś dzień w tym tygodniu dowiedziałam się o 21 przez Fb, że gdzieś był jakiś wypadek i że mógł on dotyczyć moich przyjaciółek i kolegi oraz dziadków przyjaciółki, bo wracali oni z występów. Oczywiście się zdenerwowałam, zadzwoniłam do przyjaciółki i okazało się, że to prawda, ale że na szczęście nic poważnego się nie stało. Ale zawał u mnie był i mega, mega wielki strach. Byłam tym wydarzeniem przygnębiona przez cały kolejny dzień. Wczoraj była u mnie kolejna przyjaciółka (właściwie moja siisss Kwiatonators) z Lubonia i była zwaaała XD Nie Ma To Jak Omegle Weronika ;**** Dzisiaj siedzę w domu i się cholernie nudzę - może to pchnęło mnie do napisania tego rozdziału, nwm. Wiem, że mam ochotę na słodkie.
Teraz.
Now.
Czeeść idę okupywać sklep ;******

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!

4 komentarze:

  1. Piękny rozdział jak zawsze <3 Pięknie piszesz!!! Zdaje się jakyby to było naprawdę, a emocje, które przeżywa Dawid doskonale rozumiem. Czekam na następny!
    Super, że na playliste dodałaś ONE DIRECTION <333
    Może to z myślą o mnie? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział !
    Widzimy sie trzynastego, tak? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytaam. Jest supcio!! :* Tylko tak mi się wydaje, że pomyliłaś w poprzednim rozdziale imiona: w poprzednim była ciocia Anna, w tym-wszędzie pojawia się ciocia Ala. Ale to taki szczegół ;)

    OdpowiedzUsuń