sobota, 29 marca 2014

11 rozdział ,,Podświadomość"

,,Na biurku taty stała śnieżna kula z pingwinem w apaszce w biało-czerwone prążki. Kiedy byłam mała, tata brał mnie na kolana i sięgał po kulę. Odwracał ją, czekał, aż cały śnieg opadnie, i szybko ustawiał w normalnej pozycji. Patrzyliśmy, jak płatki łagodnie opadają wokół pingwina. Biedny pingwin. Wydawał mi się taki samotny. Gdy powiedziałam o tym tacie, usłyszałam: Nie martw się (...), dobrze mu się żyje. Jest zamknięty w idealnym świecie.” ~ A. Sebold

*Dawid*
Wracając do domu ciotki Alicji, mając obok siebie Olę, zaczynałem się zastanawiać nad jej słowami. Może jednak rzeczywiście pokochałem Łucję.. Od pierwszego wejrzenia?
Zaraz jednak skarciłem się za tę myśl.
Miłość od pierwszego wejrzenia zawsze wydawała mi się strasznie odległa i niewiarygodna. Nierealna. Zawsze bardzo się dziwiłem, gdy ktoś z moich przyjaciół używał tego stwierdzenia. ,,Być w kimś zakochanym, odkąd się go zobaczyło”. Chore. Taki marny scenariusz przesłodzonego serialu dla plotkar. A potem co następuje po takiej.. Hm.. Miłości? ,,Długo i szczęśliwie?”. Happy end?
Nagle poczułem niewielkie wibracje w prawej kieszeni jeansów. Zdziwiony, wyciągnąłem z niej swojego iphone’a, na którym wyświetlały się bez ustanku nieodebrane połączenia. Kilka od Igora, mojej matki, Michała i tuzin od moich przyjaciół.
,,No tak” – pomyślałem i uśmiechnąłem się pod nosem.
Dobrze jest mieć osoby, które się o ciebie troszczą, nawet gdy ty je olewasz. Poczułem z tego powodu ukłucie smutku – nie chciałem nikogo martwić. Teraz z pewnością wszyscy się zastanawiają, dlaczego mądry Dawid nie odbiera telefonu, jednocześnie będąc pewnym, że nigdy się z nim nie rozstaje. Obiecałem sobie, że jak najszybciej do nich wszystkich oddzwonię, gdy tylko będę miał wolną chwilę.
Zdecydowanym ruchem palca włączyłem głos i nagle zabrzmiał mój dzwonek – ulubiona piosenka Rihanny. Nie wierząc własnym oczom, kilka razy je przymrużyłem, zanim zdołałem zrobić jakikolwiek ruch. Czy moje gałki oczne zaczęły płatać mi figle?
Wiedząc, że za moment sygnał powinien się urwać, pospiesznie zacząłem naciskać przycisk odbioru.
Ola patrzyła na mnie kątem oka, nie mogąc powstrzymać śmiechu, gdy niezgrabnie starałem się odebrać telefon trzęsącymi rękoma. W końcu jednak nastąpił ten przełomowy moment i szybko przycisnąłem iphone’a do ucha.
- Łucja? – spytałem, sapiąc z nadmiaru emocji.
Czułem, jak mocno zaczęło bić moje serce, gdy usłyszałem ten znajomy głos. Wydawał się on jednak nieco stłamszony i jakby niespokojny.
- Tak – powiedziała. – Słuchaj, nie chciałam teraz dzwonić, bo jest dość późna godzina.. Ale pomyślałam sobie.. Może nie znamy się za długo, ale wydajesz się pomocnym chłopakiem..Tylko proszę, nie pomyśl, że ja cię chcę w jakikolwiek sposób wykorzystać.. Ale mam do ciebie prośbę.

*Łucja*
Tak strasznie głupio się czułam, gdy Dawid postanowił mi pomóc szukać Kamila, że od razu zaczęłam zaprzeczać, prawie wrzeszcząc do telefonu.
- Nie, nie, nie, nie, nie.. Nie musisz.. Nie... Sama sobie jednak poradzę.. Tak, wiem, że przed chwilą mówiłam co innego.. Sugerujesz mi, że jestem rozhisteryzowana i niezdecydowana? Że mam jakieś zaburzenia psychiczne? Dawid, wiem, że to sarkazm. Przed momentem sama go użyłam. Nie.. Nie! Dawid! Naprawdę! Wracaj do domu! Ola zapomni, zapomni przekazać twojej ciotce, że...
Usłyszałam cichy, przerywany odgłos utraconego połączenia. Najwidoczniej od krótkiej chwili mówiłam sama do siebie.
Wściekła, rozejrzałam się dookoła i upewniwszy się, że nikt na mnie nie patrzy, tupnęłam głośno nogą i zaczęłam mahać rękoma histerycznie. Może rzeczywiście coś było ze mną nie tak..?
Dokładnie, jak się spodziewałam, Dawid Kwiatkowski od razu przystał na moją propozycję i chciał przyjść po mnie pod park. Nie wiedząc dlaczego, a jednocześnie będąc pewną, że potrzebuję pomocy, zaczęłam zaprzeczać, nie chcąc go dopuścić do słowa. Nagle poczułam się okropnie źle i gdyby Dawid stał wówczas przede mną, chyba oblałabym się rumieńcem, zapadając się pod ziemię.
Teraz, czekając pod parkiem, zastanawiałam się, czy aby Kwiatkowski nie uznał mnie za niezdecydowaną panienkę. Zawsze byłam stanowcza, ale teraz, rozmawiając z Dawidem, dziwnie nie mogłam tego okazywać.
Kopnęłam jakiś kamyk leżący na chodniku i pomyślałam, że chciałabym być jak ten kamyk. Twarda, niewzruszona, oddalona od świata ochronną powłoką, nie pozwalającą kaleczyć środka.

*Ola*
Będąc już w domu ,,babci Ali”, przekazałam jej, że Kwiat musiał jeszcze coś ważnego załatwić na mieście. Spokojnie przyjęłam jej niepewności co do godziny i pory dnia, a właściwie nocy i wyszłam z mieszkania do mojej prawdziwej babci, mieszkającej zaledwie dwa piętra wyżej.
Pokonując kolejne stopnie zastanawiałam się, ile jeszcze Dawid naopowiada jej kłamstw. Nieświadomy i całkiem bezbronny, znalazł się w pułapce, którą sam zastawił.

*Sara*
Julia i Agnieszka dostały od wściekłych rodziców wiadomości, że następnego dnia natychmiast mają wracać do domu. Dzisiaj mieliśmy jednak przenocować u ciotki chrzestnej Damiana.
Leżąc w zalanym ciemnością pokoju, zastanawiałam się, jakie trzeba mieć szczęście, by spotkać Kwiata. Nigdy bowiem nie należałam do osób szczególnie odznaczających się szczęściem. Zawsze na wszystko sama musiałam zapracowywać – w życiu nic nie przychodzi samo.
Dzięki mojej regularnej nauce i uporowi oraz wsparciu Klaudii, Julii, Agnieszki i Damiana, dostałam się do najlepszego liceum w mieście, na ten profil, który sobie upatrzyłam. Byłam im za to niezmiernie wdzięczna.
Poprawiłam swoje długie, ciemne włosy nad głowę i wygodniej ułożyłam poduszkę. Odwróciłam swoją głowę na lewo i spojrzałam na leżących tuż obok, na ziemi, kanapie, fotelu, łóżku, przyjaciół. Widziałam, że nikt jeszcze nie spał, pomimo surowego nakazu ciotki chrzestnej Damiana. Żałowałam, że Julia i Agnieszka będą musiały jutro wracać do swoich domów. Na szczęście jednak towarzystwa obiecali mi dotrzymać Klaudia i Damian w poszukiwaniu Kwiata.
Moja mama nie była za bardzo zadowolona, gdy oznajmiłam jej, że jedziemy z przyjaciółmi szukać Dawida Kwiatkowskiego. Pokazywała to na każdym kroku, wszystkiego mi odradzając. Byłam jednak przygotowana na opór, który zawsze okazywała w związku z tym piosenkarzem. Nigdy bowiem nie darzyła sympatią ani jego, ani jego utworów.
- Psst – syknęłam przez zęby. – Klaudia, śpisz?
Usłyszałam szelest i zobaczyłam poruszający się kontur kołdry na ziemi. Wprawdzie było nam w tym pokoiku dość ciasno, lecz nie zważaliśmy na wygody. Początkowo myśleliśmy, że będziemy nocowali na ulicy, więc i tak dziękowaliśmy losowi za otrzymane łaski.
- Nie, chyba nikt jeszcze nie śpi. Damian, ale twoja chrzestna jest surowa! – powiedziała nieco głośniej Klaudia.
Już chciałam coś odpowiedzieć, gdy nagle usłyszeliśmy głos dobiegający zza ściany.
- Tak, surowa jak marchewka! – zawołała chrzestna. – Spać mi tam i żeby była cisza! Bo inaczej jutro bez śniadania!
Nagle wszyscy pogrążyli się w krainie snów.

*Dawid*
Łucja nie była zbyt zadowolona, gdy niespodziewanie pojawiłem się za jej plecami i krzyknąłem :,,Buu!”. Wręcz wyglądała na jednocześnie wściekłą i przerażoną. Wkrótce jednak postanowiła mi wybaczyć, twierdząc, że powinniśmy zjednoczyć siły w poszukiwaniu jej starszego brata.
Zaczęliśmy poszukiwania od najbliższej okolicy, zaglądając do ulicznych kawiarenek i kilku klubików, co było całkowicie zbędne. Wszystkie lokale o tak późnej porze były pozamykane.
Szliśmy ciemnymi uliczkami miasteczka, próbując ,,wkraść” się w umysł Kamila. Stopić z jego myślami. Być NIM. Kątem oka zauważyłem, że Łucja związała włosy gumką w koński ogon i zamknęła oczy, próbując sobie wszystko lepiej wyobrazić. Starałem się ją naśladować, więc także przymknąłem powieki i odgarnąłem niesforną grzywkę do tyłu.
Niestety jedyne, co zobaczyłem, to czarne plamki.
Nie chciałem jednak otwierać oczu, starając się dotrzeć w głąb umysłu chłopaka, którego jeszcze nie widziałem nigdy na oczy. Szedłem śmiało przed siebie, aż nagle o coś się potknąłem. Upadłem niefortunnie na kontuzjowane podczas ciężkich treningów Tańca z Gwiazdami kolano, nabawiając się ogromnego bólu. Zdawało mi się, że coś pod moją skórą zaczęło się przesuwać. Coś zaczęło pękać. Ból był straszny. Nie do opisania. Skuliłem się na ziemi i nagle poczułem, że coś wysunęło się z mojej kieszeni. Nie byłem jednak w stanie zobaczyć, co to było takiego, gdyż mając szeroko otwarte powieki, jedyne, co widziałem, to były czarne mroczki.
Usłyszałem cichy sygnał odebranego połączenia, który rozpoznałbym wszędzie. W telefonie odezwał się jakimś cudem czyiś głos.
Nie usłyszałem jednak nic więcej, ponieważ ktoś do mnie podbiegł, a ja osunąłem się w głąb czasoprzestrzeni i swej podświadomości.

*Damian*
Wiedziałem. Wiedziałem od samego początku.
Aleksandra nie była dziewczyną, która realizowała jakiś szkolny projekt.
Była zbyt niepewna, nawet nie znała niektórych historii zabytkowych miejsc w miasteczku. W połowie jej zmyślonego wykładu o głównym placu doszedłem do wniosku, że ona próbuje odwrócić od czegoś naszą uwagę. Za żadne skarby nie chciała nas oprowadzić po parku.
Mimo wszystko podziwiałem jej upór. Z jaką starannością usiłowała zamaskowywać powstałe przepaście w historyjkach.
Wiedziałem, że nas okłamuje. Nic jednak nikomu nie wyjawiłem.
Rozmawiając z nią kilkakrotnie, czułem pewnego rodzaju ładunek elektryczny, który jakby przepływał przez nasze ciała. W którymś momencie musiałem nawet się wstrząsnąć.
W pamięci jednak utkwiły mi jej czarne, nieprzeniknione oczy i ciemne, proste włosy. Miałem wrażenie, że jej spojrzenie poznałbym na końcu świata. Spojrzenie typu: ,,Uwierz, chociaż to nie jest prawda”. Widać było, iż jest kiepskim kłamcą.
Ale nie miałem zamiaru nic nikomu wyjawiać.
Dopóki nie było to konieczne.

______________________________________________________________________________
Na początek: Dziękuję serdecznie wszystkim za takie, a nie inne statystyki mojego bloga :D 3 miesiące regularnego prowadzenia bloga, rozdziały pojawiające się co tydzień, ponad 8000 wyświetleń, przybywających w każdej chwili, 61 obserwatorów, co i tak jest świetnym wynikiem, jak na zwykłe opowiadanie :) Każdy post liczy sobie ponad 300 wyświetleń, a kilka nawet ponad 400, a przeciętna liczba komentarzy pod rozdziałem wynosi ok.20 :D Ten blog czytają tysiącami osoby z Polski, kilkaset ludzi z Holandii, Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Kenii, Wielkiej Brytanii, Argentyny, Rosji, Ukrainy oraz Danii. DZIĘKUJĘ <3
Jest!
Szczerze nie wierzyłam, że dam radę go napisać. Głównie dlatego, że od wtorku jestem STRASZNIE przeziębiona i dosłownie tracę głos. W środę, gdy nie szłam do szkoły, nie mogłam wypowiedzieć ani jednego zdania. Właściwie nie wiem, na co jestem chora.. Gorączka, gardło, katar, kaszel... I teraz od dwóch dni prawie bez przerwy łzawią mi oczy. Może to alergia... Na wiosnę? ;)
Tak, na wiosnę :) Jest taka śliczna pogoda, a ja nie mogę wyjść na dwór bez chusteczki przy nosie, bo zaczynam kichać. Czy to jest sprawiedliwe, skoro ja tak długo czekałam na plusowe temperatury..?!
W niedzielę byłam u mojej przyjaciółki Sary na jej siedemnastych urodzinach. :) Oglądałyśmy ,,Bejbi Blues", śpiewałyśmy, gadałyśmy o jej wyjeździe do Hannoveru i jadłyśmy ;) Było naprawdę świetnie!! Oczywiście mądra ja jechałam do niej skuterem, pomimo tego, że padał deszcz i było zimno. Najgorsza jednak była droga powrotna... Było ciemno, ,,lał" deszcz, a ja raz się prawie wywaliłam ze skuterem, bo wpadłam w ,,poślizg" na błocie xD Ale na szczęście dojechałam. Gdy stanęłam w progu domu, dosłownie kapała ze mnie woda :D
Ale i tak niczego nie żałuję :D
W poniedziałek natomiast odwiedziłam po szkole moją przyjaciółkę Karolinę :) Obejrzałyśmy z nią i z jej starszym bratem horror ,,Grave Encounters 2", czy jak to tam się pisze ;) W trakcie filmu była przerwa na pójście do sklepu, zrobienie pizzy i pogadanie ;D Było naprawdę zajebiście!
Co jest jednak dziwne?
Że nie zjedliśmy podczas tego horroru całego popcornu O.o
Bye!!
Klaudia

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!






sobota, 22 marca 2014

10 rozdział ,,Zauważ to, co jest niewidoczne dla oczu''

,, Leżałem i obserwowałem – również ich słuchałem, jeżeli to ma sens, jak muzyki w całkowitym i klarownym przeświadczeniu, że jestem publicznością, wykonawcą i instrumentem. (...) O świcie uświadomiłem sobie, że to doznanie się skończyło, ale miałem również jasność, że moje życie nigdy nie będzie takie samo.” ~ J. Poster

*Łucja*
- Pamela, kochana, nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się cieszę! –wołałam entuzjastycznie do telefonu, jakby to była moja przyjaciółka.
Często twierdziłam, że telefon to bardzo przydatne urządzenie.
- Łucja, tęsknię za tobą. Jak wygląda Polska? Dużo się zmieniła? – usłyszałam nieco zniekształcony głos.
- Nie, wygląda praktycznie tak samo. Jednak coś się stało...
- Co? Opowiadaj! Masz taki głos, jakby to było coś ważnego!
- Bo ja kogoś spotkałam.. Przez przypadek.. I ten ktoś chyba mi się podoba.
- Serio? Ja nie mam takiego szczęścia do chłopaków. A jak się nazywa?
- Dawid Kwiatkowski. Powiedział, że ma osiemnaście lat i że jest w tym miasteczku, co ja, u swojej ciotki na wakacjach.
- Co?! O Boże! Powiedziałaś : Dawid Kwiatkowski?!
Musiałam nieco odsunąć słuchawkę od ucha, ponieważ myślałam, że za moment pękną mi bębenki.
- Tak... Ale coś się stało? Znasz go? Przecież to zwykły nastolatek, jak ty i ja.. Chociaż o sobie tego tak za bardzo nie mogę powiedzieć, gdyż jestem zbyt rozpoznawalna na świecie...
Usłyszałam chwilę ciszy w telefonie. Zmartwiona, że Pamela się rozłączyła, spojrzałam na wyświetlacz. Minuty połączenia nadal były aktywne.
- Pamela..?
- Tak.. Jestem.. Coś musiało przerwać – wyczuwałam wahanie w jej głosie.
Przez trzy lata poznałyśmy się w Anglii całkiem dobrze, więc wiedziałam, kiedy kłamie.
- Znasz Dawida Kwiatkowskiego?
- Nie, kochana, nie znam. Musiałam się przesłyszeć.. Myślałam, że chodzi o Daniela Kwiatkowskiego, ponieważ to mój przyjaciel... Ale żadnego Dawida nie znam –byłam pewna, że kłamie.
- Pamela..
- Ej, sorry, muszę już kończyć. Mama woła mnie na kolację. Cześć! – zawołała i się rozłączyła.
Patrzyłam niewidzącymi oczami w sufit, nawet nie chcąc zerkać na godzinę. Kamil powinien był już dawno wrócić, a ja nie miałam ochoty go szukać. Jak to się dzieje, że dorosły chłopak nie bierze pod uwagę uczuć babci?
Podniosłam się z kanapy i jęknęłam cicho. Podeszłam do babci, która zasnęła przy stole i nie chcąc jej budzić, nalałam sobie szklankę soku. Następnie pocałowałam babcię w czoło i wyszłam na dwór.
Rozejrzałam się dookoła, szukając jakiegoś punktu zaczepienia. Niewiele jednak było widać, gdyż na dworze panował mrok. Uliczne lampy oświetlały swoim pomarańczowym światłem skrawki ulic, inne pozostawiając w nieodgadnionej ciemności.
Idąc przed siebie, jednocześnie próbowałam dodzwonić się do Kamila. Za każdym razem jednak było to samo: ,,Poczta Głosowa”. Odrobinę się zaniepokoiłam tym faktem, ponieważ mój brat nigdy nie rozstawał się z telefonem.
Szłam uliczkami miasta, wypatrując płowej czupryny Kamila z nadzieją, że nic mu się nie stało. Pomimo tej dziwnej przemiany, którą przeszedł, nadal go kochałam. Bez względu na wszystko.
Kochałam, tak...
Ponownie wybrałam numer i wcisnęłam przycisk. Niesamowicie długie, ciągnące się w nieskończoność sekundy oczekiwania, a na koniec odgłos automatycznej sekretarki.
Przystanęłam na moment i wyciągnęłam z kieszeni portfel. Otworzyłam go ostrożnie i wyciągnęłam z niego niewielki skrawek papieru, jednocześnie go prostując. Była to fotografia Kamila sprzed roku, gdy to znalazłam ją przypadkowo w jego pokoju i postanowiłam sobie ją zatrzymać.
Przejechałam delikatnie palcem po jego uśmiechniętej, uwiecznionej twarzy i serce zabiło mi szybciej. Gdzie on się teraz podziewał?
Zachowywał się czasem nieznośnie, aczkolwiek nigdy nikogo nie zawiódł. Wszyscy, zarówno jego przyjaciele, jak i rodzina, mogli na niego liczyć. Z kolejnymi chwilami stawał się jednak coraz bardziej niedostępny. Nawet ja, jego siostra, nie miałam na to wpływu.
- Kamil! – krzyknęłam, chociaż wiedziałam, że to nic nie da.
W oddali słyszałam czyjeś podniecone głosy, jakby kilku dziewczyn. Po momencie dało się słyszeć także chłopaka. Wytężyłam wzrok i ujrzałam tą samą grupkę osób, która mnie mijała dzisiaj po południu.
Przypadek? Zrządzenie losu?
Pamiętałam, że kogoś szukali. Czyżby dopięli swego?
Potykając się o nierówny chodnik, zastanawiałam się także nad zachowaniem Pameli. Byłam pewna, że zawołała: Dawid, a nie Daniel.

*Pamela*
Musiałam ją okłamać.
Oczywiście, że znałam Dawida Kwiatkowskiego. Mam dobrych przyjaciół w Polsce i oni regularnie zdawali mi relacje z polskiego rynku muzycznego. Trzy lata temu doszły mnie słuchy o niejakim Kwiacie, który podbija serca nastolatek. W tym samym okresie poznałam także Łucję, która nieźle się wybiła w Anglii.
Nie przyszło mi do głowy, by opowiedzieć jej o Dawidzie Kwiatkowskim.
Najwyraźniej był to błąd, ale skąd mogłam wiedzieć, że ona spotka go osobiście? Taka szansa zdarza się naprawdę rzadko.
Nie rozumiałam tylko jednego: Dlaczego Kwiat ją okłamywał?

*Dawid*
Po otworzeniu oczu zobaczyłem wyraźnie twarz Oli, lekko uśmiechniętą, jakby zachęcającą do poznania mojego punktu widzenia. Gdy rozejrzałem się dookoła doznałem pewnego olśnienia. Zauroczyło mnie granatowe niebo, na którym zdąrzyły się już pojawić pierwsze gwiazdy. Dziwiłem się, że wcześniej go nie widziałem. Tak samo stało się nagle z budynkiem kawiarni znajdującym się tuż za mną. Szyld raził neonowym światłem, jakby dopełniając obraz tego niewielkiego miasteczka i obdarzając go pewnym urokiem. Kawiarenka wydała mi się nagle bardzo przyjemnym miejscem. Zauważyłem także jakiegoś niewielkiego psa, biegającego obok kosza na śmieci, ostatniego ptaka uciekającego przed nocą, szarego kota skaczącego po drzewach i usłyszałem niespodziewanie tysiące dźwięków, na których zwyczajnie bym nie zwrócił uwagi.
Aleksandra stanęła w pewnej odległości ode mnie i oczekiwała jakiejś reakcji. Ja jednak, zwykle taki rozgadany, nie potrafiłem powiedzieć słowa. Potrafiłem jedynie obserwować i podziwiać to, co niebawem umknęłoby mojej uwadze.
- Byłem ślepy i zacząłem widzieć... – wyszeptałem z niedowierzaniem.
Przeczesałem palcami grzywkę, pozwalając jej ułożyć się według własnego uznania. Nawet nie zwróciłem uwagi na to, że lakier przestał działać . Teraz zdawało się to być taką błahostką, jak jedna kropla w morzu.
- Mówiłam – powiedziała zadowolona Ola. – I co zobaczyłeś?
Przypomniał mi się tamten obraz. Sylwetka dziwnie znajomej dziewczyny i ten jej rozbrajający uśmiech.
Podniosłem ręce i na nie popatrzyłem. Zacisnąłem pięści, żałując, że nie zdołałem dotknąć Łucji i opuściłem je z westchnieniem.
Popatrzyłem na Olę swoimi ciemnymi oczami.
- Miałaś rację. Dotąd nie patrzyłem oczami. Nie widziałem otaczającego świata ani nawet tego, co kryje moje serce. Dlatego nie miałem pojęcia, czego chcę. Teraz coś się zmieniło..
- Co zobaczyłeś? – Ola ponowiła pytanie, wyraźnie z siebie zadowolona.
- Widziałem Łucję. Szła w moim kierunku i machała. Wydawała się taka szczęśliwa, że miałem ochotę ją przytulić, ale gdy wyciągnąłem ku niej rękę i otworzyłem oczy, ona zniknęła.
- Gratuluję. Właśnie zobaczyłeś wnętrze swojego serca.
- Ale to jest bez sensu. Nie znam jej przecież tak dobrze... Jest dla mnie teoretycznie obcą osobą. Znamy się ledwie dwa dni, ona nic o mnie nie wie. To chore, bym swoją miłość opierał na kłamstwie. Więc nie możliwe jest, bym ją kochał. Po prostu niemożliwe. Jest to tak samo nierealne, jak to, że teraz z nieba spadnie gwiazda i że spełni jakieś życzenie. Wprawdzie jej wzrok zapadł mi głęboko w pamięci, jednak praktycznie rzecz biorąc, nie powinienem darzyć jej żadnym uczuciem, oprócz koleżeństwa. I nie powinienem jej określać inaczej, niż jakoby koleżankę. Chociaż ciągle czuję zapach jej perfum, ona nie chce opuścić mojej głowy, to...
- Dawid, cholera jasna! – krzyknęła Ola, przerywając mój monolog. – Przecież ty ją kochasz i chociaż będziesz się o to modlił, twoje życie nigdy nie będzie już takie samo! Raz skosztowałeś rozkoszy, jaką jest miłość przeplatana z kłamstwem. Teraz będziesz przez nią zniewolony... do samego końca.
_____________________________________________________________________________
Bam!
10 rozdział :) Tak bardzo się cieszę, Kwiat zdobył we wczorajszym Tańcu z Gwiazdami drugie miejsce, 35 punktów :) Mogę śmiało powiedzieć, że podskakiwałam z radości, a wszycy patrzyli się na mnie, jak na idiotkę. Mniejsza :) Oni nie umieją się cieszyć.
Tak więc.. Mamy sobotę i umiarkowanie ładną pogodę.. Chociaż może nie będę się lepiej zabawiała w pogodynkę.
Ten tydzień szkolny był naprawdę luźny. W poniedziałek, wtorek i czwartek wracaliśmy do domu pierwszym odwozem (12:30) co naprawdę było dość niezwykłe (byliśmy zwolnieni bo nie było nauczycieli XD). Wczoraj oczywiście nie byłam w szkole, ponieważ postanowiłam hucznie obchodzić Dzień Wagarowicza (Międzynarodowy, jak to mówiłam wszystkim wokół). W czwartek miałam imieniny i przybyło mi trochę nowych rzeczy, więc bardzo się z tego powodu cieszę :) Jutro natomiast jadę do mojej przyjaciółki, Sary, na jej 17-ste urodzinki, które niestety dopiero teraz mogła wyprawić (SARA KUP MI JAKĄŚ POCZTÓWKĘ Z HANNOVERU :)). Myślę, że będzie dość zabawnie (już mam kupiony prezent :3). 
To by było na tyle :)
Bye, Klaudia
Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!


sobota, 15 marca 2014

9 rozdział ,,Wszystko ma swój początek, tak samo, jak i koniec''

,,Nie rozpoczynamy wojny lub, rozsądniej, nie powinniśmy jej zaczynać bez postawienia sobie pytania, co chcemy przez nią, a co podczas tej wojny osiągnąć” - Goethe

*Dawid*
Pomimo tego, iż minęło kilka minut, Ola nadal nie zwracała na mnie uwagi. Kelner podchodził do mnie już kilka razy z tym samym zapytaniem:
- Czy czegoś panu potrzeba?
- Gdybym miał być szczery, to tak, czegoś mi potrzeba. Potrzeba mi anielskiej cierpliwości, bo w tym momencie czuję, że eksploduję, jeżeli nie weźmiesz zaraz nóg za pas i nie znikniesz mi z pola widzenia! – powiedziałem zdenerwowany.
Nie rozumiałem, co co wszystkim chodzi. Dlaczego Ola, którą darzyłem przyjacielską miłością od dzieciństwa, teraz zachowuje się tak, jakby mnie nie znała?
Mógłbym do niej podejść i jej się zapytać o to prosto w twarz. Wyobrażam sobie jednakże ówczesną reakcję tych fanów – prowdopodobnie nie wyszedłbym z tej kawiarenki.
To wszystko potoczyłoby się jak lawina. Znałem podobne sytuacje. Na początku podbiega kilka osób – cztery, pięć maksymalnie. Później zbiegają się kolejni ludzie, a jest ich coraz więcej, zaciekawionych ciekawością innych. Błędne koło.
Usiadłem więc w rogu i czekałem, aż Ola łaskawie się poruszy.

*Ola*
Sprawiał mi satysfakcję widok zdenerwowanego Kwiata. Musiałam jednak uważać, by Julia, Agnieszka, Sara, Klaudia lub Damian nie zobaczyli, że jednocześnie obserwuję tajemniczego chłopaka siedzącego w kącie. To mogłoby być fatalne w skutkach.
Nie chciałam być złośliwa dla Dawida. Moim zadaniem było go lekko poirytować.
- Chodzę do trzeciej klasy licealnej, XII liceum ogólnokształcącego o profilu matematyczno-fizycznym – powiedział Damian i przeczesał palcami grzywkę.
Miałam wrażenie, że robił to specjalnie, by zwrócić na siebie uwagę. Nie pasowało mi jednak to, że był osobą dość nieśmiałą.
Zaśmiałam się krótko.
- Ja chodzę do XIV liceum o profilu humanistycznym – powiedziałam i spojrzałam na zegarek. – Tak.. Jest już dość późna godzina. Muszę wracać, bo w moim domu rodzice trzymają sztywny rygor. Jeżeli się spóźnię, będę miała ogormne kłopoty.
Dlaczego ja nigdy nie umiem kłamać?
Sara jednak najwidoczniej załapała aluzję, że chcę się ich pozbyć, ponieważ zaczęła się zbierać.
- My też musimy wracać. Moja ciocia, która nasz przenocowuje, będzie się o nas martwiła – powiedziała.
- Przenocowuje? – spytałam i zamarłam.
- No.. Tak. Nie mówiliśmy ci? Zostajemy tutaj na kilka dni. Szukamy Dawida Kwiatkowskiego do skutków – odparła.
Dziewczyny i Damian wstali także ze swoich miejsc i podeszli do wyjścia z kawiarenki. Uścisnęli mi rękę, a ja nie mogłam opanować osłupienia.
- Gratuluję... Uporu – wyjąkałam, gdy nastolatkowie wyszli z kawiarni.
Nagle poczułam na swoim ramieniu czyiś uścisk.
- Dawid.. Oni będą tu też jutro – powiedziałam załamana.
- Czyli będę potrzebował ponownie mojej prywatnej przynęty.. – odezwał się żartobliwie, gdy wychodziliśmy na dwór.
- Żartujesz?! Nie ma mowy!
- Proszę..
- Nie!
- No..
- Nie..
- Ale..
- Nie.
- Ola..
Parsknęłam śmiechem, nie mogąc powstrzymać ataku radości. Cała dotychczasowa maska niedostępności, którą przybrałam, prysnęła w mgnieniu oka.
- Myślisz, że twoja mina zbitego psiaka coś tu zdziała? – spytałam, dławiąc się śmiechem. – Nie jesteś już taki uroczy i młody, jak kiedyś!
Dawid udał obrażonego i zrobił urażoną minę. Zamrugał kilka razy oczami, założył ręce na piersi i odwrócił twarz w przeciwną stronę. Był to przezabawny widok, biorąc pod uwagę fakt, że Kwiat był przecież dorosłym człowiekiem.
- No weź.. Proszę. Przestań się dąsać, masz już osiemnaście lat. Jesteś dorosły. Wiesz, że nie lubię kłamać.
- Wiek to tylko liczba – powiedział Dawid głębokim głosem, udając poważnego. – Nie, nie zmuszam cię do kłamstwa, tylko do pomocy. W razie co możesz zrzucić wszystko na mnie.
Widząc jego naburmuszoną minę i pewnego rodzaju strach w oczach, podjęłam decyzję. Mimo wszystko Kwiat był moim przyjacielem. Nie mogłam go zostawić w potrzebie. Nie tak postępują przyjaciele.
Przyjaciel to osoba, która pomoże, doradzi, wesprze.. Doradzi to, co będzie słuszne, a niekoniecznie mądre. A może doradzi to, co będzie mądre, a jednocześnie głupie? I gdzie tu sens?
- Naprawdę tego chcesz? – zapytałam.
- Czego? – spytał piskliwym głosem, robiąc zdziwioną minę.
- Nie udawaj. Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Czy naprawdę chcesz ją okłamywać? Łucję? Przecież to niedorzeczne. Nierealne, bym utrzymywała tych fanów z dala od was przez całe wakacje!
- Nie wiadomo, ile tu będą. Może mniej.
- Nie licz na ,,może”. Ono ci nic nie pomoże. Musisz być pewny. Może trochę z innej beczki. Wiesz, dlaczego cię zignorowałam w kawiarnii?
- Nie wiem. Właśnie się nad tym zastanawiałem.
- Zrobiłam to, by ci uświadomić, że nie będę tych ludzi karmić suchymi kłamstwami. Chciałam się z nimi trochę zapoznać, bo nie lubię kłamać.
- Po prostu nie umiesz.
- No może i nie umiem. Nie zmieniaj tematu. Ja chciałam ich poznać, by ich odciągnąć od rozmawiania o tobie. Nie wiem, czy rozumiesz. Gdy opowiadali mi o sobie, nie musiałam ich okłamywać. Zadawałam tylko pytania, by podsycić rozmowę. Ale czy ty chcesz okłamywać Łucję? Ona nie będzie wiecznie opowiadać tylko o sobie. Wkrótce zechce też dowiedzieć się czegoś o tobie. I co jej wtedy wciśniesz? Że chodzisz do liceum? Że jesteś na profilu matematyczno-fizycznym? Że niedługo kończysz szkołę? Dawid, to nie twoje życie. Ona nie rozmawia z tobą. Ona poznaje kogoś, kto nie istnieje. Poznaje Dawida Kwiatkowskiego z czasów, gdy byłeś zwyczajnym sobą. Gdy nie robiłeś niczego pod publikę – czasy, które minęły. Więc się zastanów. Ja mogę to dla ciebie zrobić – okłamywać tych nastolatków.. Przez jakiś czas. Ale tylko i wyłącznie ze względu na naszą przyjaźń. A czy ty chcesz ciągnąć to dalej..? Pamiętaj, że z każdym dniem będzie coraz gorzej. Jak już się w tym pogrążysz, któregoś dnia noga ci się podwinie. To nie będzie trwało wiecznie.
Dawid zdawał się nad czymś zastanawiać.
- Rozumiem cię. Ale ja muszę dalej w to brnąć. Odkąd tylko zobaczyłem Łucję, zacząłem o niej myśleć niemalże bez ustanku. Teraz jeszcze poznaję ten jej wspaniały charakter... Ona jest idealna. Ja cię rozumiem – teraz ty postaraj się zrozumieć mnie. Mam miliony fanów, którzy mnie kochają. Ja także darzę ich niesamowitym uczuciem i dlatego się dla nich poświęcam. Poświęciłem szkołę, zdrowie i swój wolny czas. Nie sądzisz, że mi też się coś należy? Regularnie jestem atakowany przez hejterów, chociaż oni mnie nie znają. Nie wiesz, że ja nie jestem z kamienia? Też chcę od tego odetchnąć – jak od pracy. Też chcę żyć.
- Dawid...
- Nie, nie Dawid. Jeżeli chcesz mi pomóc, to pomóż – jak przyjaciółka kumplowi. Bez ciebie sobie nie poradzę. Bardzo dobrze się dogaduję z Łucją. Doskonale rozumiem emocje jej towarzyszące podczas śpiewania. Ona także ma fanów! Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy! Poznać kogoś, kto zna znaczenie słów : ,,sukces”, jak i ,,porażka”.
- Dawid...
- Wprawdzie znamy się dopiero dwa dni, ale mam wrażenie, że czekałem na nią całe życie. Takie dziwne przeświadczenie, że do siebie idealnie pasujemy. Jak ying i yong. Wzajemnie się uzupełniamy. Sądzisz, że radość sprawia mi okłamywanie tej dziewczyny? Bardzo się w tym momencie mylisz. Cierpię.. Chociaż to mało powiedziane.. Moja dusza przechodzi przez szereg piekieł za każdym razem, gdy przez me usta wychodzi potok kłamstw. Nie cierpię kłamać, ale to jedyne rozwiązanie w tej sytuacji.
- Dawid...
- Myślisz, że jestem nienormalny? Normalnością w świecie nazywamy tylko to, co jest stałym schematem – czymś przyjętym przez większość. A co, jeśli odbiegnę od tej rutyny? Będę w twoim przekonaniu wariatem? Każdy ma swój własny, niedostępny świat i marzenia. Nie tylko schizofrenik. A mimo to to właśnie jego nazywa się nienormalnym. Jak każdy... To czy i nie my powinniśmy nazywać się szaleńcami?
- Kochasz ją?

*Dawid*
Gdy Ola zadała mi to pytanie, kompletnie się zmieszałem. Nie potrafiłem nic odpowiedzieć, bo nie znałem na to pytanie odpowiedzi. Było to strasznie bulwersujące, szczególnie ze względu na to, że we mnie wszystko się zaczynało gotować. Sprzeczne emocje atakowały moje serce jak dwa przeciwne fronty, tworząc istną burzę. Nie mogłem jej opanować. Nie mogłem opanować siebie.
- Ja.. Nie wiem .. – wymamrotałem.
Nie należałem do osób, które zakochują się od pierwszego wejrzenia. Wówczas chciałbym być z każdą moją fanką, jednocześnie żadnej nie chcąc skrzywdzić. Wiem, co to znaczy mieć nieosiągalnego idola. Dlatego staram się im w pewnym sensie przybliżyć swoje życie, tak, aby fani odczuwali je w ten sam sposób, jak ja.
- Z pewnością wiesz. W głębi serca. Zastanów się.
Ola widziała, że nie mam pojęcia, jak się za to zabrać. Nieco zirytowana podeszła do mnie bliżej i położyła mi dłonie na ramionach.
- Zamknij oczy – poprosiła.
Przymknąłem powieki i moje oczy wypełnił nieskończony mrok, mieszany z białymi plamkami.
- Co widzisz? – słyszałem wyraźnie głos Oli.
To dziwne, ale zdawało mi się, że wyraźniej, niż zwykle. Jakby dochodził gdzieś z wnętrza mojej głowy, z podświadomości.
- Nic – odpowiedziałem i usłyszałem prychnięcie pogardy.
- Na pewno coś widzisz. Zapatrz się w głąb siebie. Zobacz to, co chciałbyś zobaczyć.
- Zaczynam się ciebie bać, Ola.
- Dawid! Skup się i chociaż raz w życiu mnie posłuchaj. Zacznij widzieć to, co niewidoczne.
Już chciałem rzucić Aleksandrze jakąś ciętą ripostę, ale w tym samym momencie coś mnie olśniło. Zobaczyłem niewyraźnie czyjąś sylwetkę, pomimo tego, że miałem zamknięte oczy. Zaczęła się ona do mnie zbliżać, mahając ręką. Widziałem długie, ciemne włosy powiewające na wietrze. Niebieskie oczy koloru nieba. Anielski uśmiech, delikatne rysy twarzy... I obezwładniający zmysły zapach róż.. Poczułem go wyraźniej, niż zwykle. Pociągnąłem nosem i wziąłem głęboki wdech. Czułem, jak przez moje usta, gardło, krtań, oskrzela przepływa ten właśnie upragniony zapach i dociera w końcu do płuc, przenikając do mojej krwi, krążąc w żyłach i trafiając do serca. Wyciągnąłem rękę. Pragnąłem jej dotknąć, chociaż na chwilę.
- Łucja.. – wyszeptałem i otworzyłem oczy.
Zacząłem widzieć, ale nic mi to nie dawało. Wszystko, na czym mi zależało, zniknęło.
_________________________________________________________________________________

Oto i witamy kolejny rozdział :)
Kompletnie nie mam dziś czasu (odwiedzam Puszczykowo i Poznań), więc tak krótko opiszę minione dni ze swojego życia ;)
W niedzielę byłam z przyjaciółką Sarą na festiwalu teatrów w Marcinku (I liceum ogólnokształcące im. Karola Marcinkowskiego), gdzie było naprawdę fajnie :) Zaczęło się od tego, że po przyjeździe pociągiem do Poznania poszłyśmy pochodzić po City Center, a później odwiedziłyśmy Mac'a, bo oczywiście mądra ja o 5 rano nie zdążyłam zjeść śniadania xd. Zamówiłam jednego dużego loda, a dostałam dwa (fajnie), natomiast Sara zamówiła sobie jakąś kawę z karmelem, z kwiatkiem na wierzchu :D ALE wysłać dwie zagadane, zafascynowane Kwiatkowskim dziewczyny do Mc i kazać im coś zamówić to tak, jakby wysłać nas na skok bunjee xdd. *Idziemy chodnikiem w stronę Marcinka. Wyrzucam połowę drugiego loda. Sara zaczyna się krzywić. Twierdzi, że kawa jest bez cukru. Żałujemy, że nie wzięłyśmy cukru ani łyżeczki, zachwycone kwiatkiem na wierzchu* xdd Potem na samym festiwalu poznałam naprawdę świetne osoby i z nowymi znajomymi obejrzeliśmy wspaniałe spektakle :)
W czwartek byliśmy ze szkołą w kinie na filmie ,,Kamienie na szaniec". Uważam jednak, że pomimo wspaniałej atmosfery panującej w kinie i autobusie, nie opłacało się wydawać pieniędzy na owy film. Spodziewałam się po tych wszystkich zapowiedziach czegoś więcej, tymczasem okropnie się zawiodłam ;)
Nie polecam.
No, to by było na tyle:) Przepraszam za opóźnienia, rozdział miał się pojawić wcześniej, ale niestety nastąpiły przerwy w dostawie cholernego prądu. W ogóle dzisiaj jest jakiś taki cholerny dzień. Wiatr, deszcz, słońce, chmury... Wszystko i nic. xd Do usłyszenia za tydzień!
Klaudia

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!

sobota, 8 marca 2014

8 rozdział ,,Jeżeli nie wiara, cóż nam pozostało?''

,,Może jest zbyt wcześnie albo zbyt późno, ale chcę ci powiedzieć, że cię kocham. Nie musisz mi wierzyć. To pewnie niedorzeczność, jedno z moich urojeń” ~ P. Coelho

*Łucja*
Czym jest to uczucie, którym darzę tego nieśmiałego, zabawnego chłopaka?
I skąd ono się u mnie pojawiło?
Skąd mam tą pewność, że lubię go za to, kim jest, chociaż go wcale nie znam? Może po prostu zaczynam coś do niego czuć z wdzięczności? Dzięki temu, że uratował mnie tamtego feralnego wieczoru od napastnika?
W głowie mam teraz miliony myśli i nie wiem, na którą zwrócić uwagę.
Po wycieczce do parku postanowiliśmy się pożegnać. Koniecznie chciałam porozmawiać dziś jeszcze z moją przyjaciółką – też Polką – która mieszkała w Anglii. Dawid nie miał nic przeciwko wcześniejszemu rozstaniu się, za to kazał mi przyrzec, że spotkamy się jutro ponownie w tym parku i że pójdziemy na dłuższy spacer.
Cóż miałam zrobić? Przyrzekłam.
Później odprowadził mnie do domu i przytulił – jak przyjaciółkę. Bardzo się ucieszyłam z faktu, że Dawid nie lubi się spieszyć w sprawach towarzyskich. Ja także nie cierpiałam pośpiechu.
Weszłam do mieszkania babci i padłam wykończona na kanapę. Wykończona? Ale czym?
Nawet nie spacerowaliśmy zbyt długo.
Odchrząknęłam i zauważyłam, że mam chrypkę i lekko obolałe gardło. No tak. Cały czas opowiadałam mu o sobie. Nie wiem, dlaczego, ale miał w sobie to coś, co sprawiało, że zawsze się przed nim otwierałam. Był pod tym względem podobny do mojego brata, który teraz jednak jest w swoim własnym świecie. Tkwi w nim już tak długi czas, że nie można się z nim dogadać. Chyba, że sam tego chce.
- Łucja, zjesz coś? – spytała troskliwie babcia. – Wiesz może, gdzie jest Kamilek?
- Nie, babciu, dziękuję. Niestety nie mam pojęcia, gdzie jest Kamil. Pewnie za moment wróci – odpowiedziałam, błagając w myślach, aby to była prawda.
- On powiedział, że idzie do przyjaciela. Miał wrócić pół godziny temu, a nadal go nie ma. I nie odbiera telefonu.
Moja kochana babcia... Tak okropnie się martwiła... Miałam ochotę uderzyć swojego brata w twarz, żeby go ocucić. Uprzytomnić i uświadomić, że to jest właśnie życie. Umiejętność powiedzenia ,,tak” i zrezygnowania... W odpowiednim momencie. Nie można przez całe życie karmić się marzeniami. Jest to nierealne i niezdrowe. Nienormalne.
- Jeżeli nie wróci za godzinę, mogę pójść go poszukać – zadeklarowałam. – Nie martw się, babciu. Napewno wróci.
Widząc smętną minę babci i ten strach w jej oczach, miałam ochotę się rozpłakać. Odwróciła się na pięcie i powoli, powłócząc nogami, dotarła do kuchni. Odsunęła krzesło i na nim usiadła z westchnieniem ulgi. Podparła sobie głowę o rękę i zapatrzyła się w okno. Ostatnie promienie słońca zaczęły łaskotać jej poszarzałą twarz. Zauważyłam, że nieco się rozweseliła. Teraz wyglądała młodziej, z łagodnym uśmiechem swych bladych ust. Nawet ładniej. Zmarszczki w kącikach jej oczu zdały się wygładzić i jakby zniknąć.
- Cholerny Kamil.. – mruknęłam i zapatrzyłam się w sufit mając nadzieję, że nie będę musiała szukać mojego nieodpowiedzialnego starszego brata.
Wzięłam do ręki telefon i wybrałam szybko numer, który znałam już na pamięć – do Pameli.
- Halo? – odezwał się głos po chwili ciszy.
Przerwy w połączeniu z powodu dużej odległości.
- Pamela! To ja, Łucja! – zawołałam, nieco się odprężając. – Mam ci tyle do opowiedzenia!

*Dawid*
- Chciałabym już iść do domu – powiedziała Łucja, podnosząc się z trawy. – Muszę dzisiaj zadzwonić do mojej przyjaciółki z Anglii.
- Dobrze, ale musisz mi przyrzec, że spotkamy się w tym samym miejscu jutro i tak samo miło spędzimy czas.
I tak zakończyło się nasze pierwsze spotkanie. Po odprowadzeniu Łucji do domu, gdy zaczynało być coraz ciemniej, dotarłem wreszcie do mieszkania ciotki. Zauważyłem, że w kuchni świeci się światło, więc od razu tam przeszedłem.
Przy stole siedziała ciocia Ala i czytała jakąś gazetę, pijąc jednocześnie herbatę. Spojrzała na mnie spod niewielkich okularków i uśmiechnęła się.
- Dawidek! – zawołała. – Dzwoniła do mnie przed momentem Ola. Powiedziała, że masz natychmiast przyjść pod kawiarenkę i że to pilne. Nie mogła się do ciebie dodzwonić.
- Co? Przecież.. – przypomniałem sobie, że wyłączyłem telefon gdy byłem z Łucją i dzwonił Igor.
Teraz bałem się włączyć go z powrotem. Z pewnością miałem na nim mnóstwo wiadomości i nieodebranych połączeń.
- Dobra.. To wrócimy trochę później – rzekłem wymijająco i wybiegłem z bloku.
Podążając w stronę kawiarenki zastanawiałem się, co takiego pilnego miała mi do przekazania Ola. I dlaczego akurat w takim miejscu? Przecież i tak musi przyjść jeszcze do cioci Ali. Wyciągnąłem z kieszeni iphone i nacisnąłem przycisk. Chwilę później na ekranie pojawiły się oznaki, że telefon ,,ożył”. Wpisałem szybko kod i niemal w tym samym momencie zaczęły do mnie dochodzić zaległe wiadomości.
Dziewięć nieodebranych połączeń i trzynaście wiadomości. Niezły wynik, jak na jeden dzień ,,nieobecności”.
Uśmiechnąłem się pod nosem i nawet nie zauważyłem, kiedy przede mną pojawił się szyld : ,,Kawiarenka u Iny”.
Doskonale pamiętałem dni, gdy przychodziliśmy tu z Michałem. Wówczas byłem jeszcze dzieckiem.. Właściwie nadal nim jestem, pomimo dorosłego wieku. Michał był wtedy nastolatkiem i jako przykładny starszy brat, zabierał mnie w różne, ciekawe miejsca.
Przede wszystkim nie śmiał się ze mnie, gdy swoim cieniutkim głosikiem usiłowałem śpiewać to, co mi wpadło w ucho.
Pamiętam, jak w wieku szesnastu lat, gdy byłem już rozpoznawalną osobą w Polsce, przyjechałem tutaj jednego ciepłego popołudnia autobusem. Usiadłem na tym samym krześle, co niegdyś siedział Michał i zacząłem sobie nucić piosenkę Rihanny. Wtedy podeszło do mnie kilka dziewczyn i poprosiły o zdjęcie ze mną.
Wtedy było ich kilka. Teraz są ich tysiące.
Rozejrzałem się po osobach siedzących przy stolikach. Jakaś szczęśliwa para, zapatrzona w siebie niczym dwa węże hipnotyzujące które za moment mają się pożreć spojrzeniami, starsza pani z pewnością uzupełniająca braki cukru we krwi, jacyś biznesmeni w garniturach pijący czarną kawę i rozmawiający równie bezbarwnymi głosami na równie bezbarwne tematy, jakaś grupka dziewczyn i chłopak... I Ola?
Pospiesznie naciągnąłem na głowę kaptur, licząc, że nikt nie zwróci na mnie uwagi, co było jednak bardzo wątpliwe, szczególnie przy tak małym ruchu.
Podszedłem do barku i spuściłem wzrok. Kątem oka obserwowałem i uważałem, by przypadkiem nie przegapić jakiegoś ,,tajnego” znaku od Oli. Przyjrzałem się przy okazji tej grupce.
Było jasne, że są moimi fanami. Wszyscy mieli bluzki z nazwą mojej płyty i po co niby mieliby przyjeżdżać do tak małego miasteczka, jak nie po to, by spotkać Kwiata? Szczególnie, że wiedzieli, iż tu właśnie spędzam wakacje.
Plasnąłem się otwartą dłonią w czoło. Jaki ja jestem głupi!
Po co obwieściłem wszystkim fanom w Polsce na Twitterze, że wakacje spędzam u cioci?
Mogłem się domyślić, że będą mnie szukać. Sam bym tak postąpił, gdyby Riri pojawiła się na kilka dni u nas.
Do grupki zaliczały się cztery dziewczyny i jeden chłopak. Widziałem, że nie jest z żadną związany – to się poznaje od razu.
Wyciągnąłem telefon i wysłałem do Aleksandry wiadomość. ,,JESTEM”. Chwilę później dało się słyszeć ciche ,,pipipip”. Nastolatka przeczytała wiadomość i zauważyła mnie.
Nie dała jednak tego po sobie poznać, z pewnością po to, by mnie nie zdradzić.
Zauważyłem, że rozmawiając z grupką fanów, najbardziej przykłada się do wysłuchiwania tego chłopaka. Miał fryzurę podobną do Justina Biebera, co mu doskonale pasowało do kształtu twarzy.
I poczułem nagle lekkie ukłucie zazdrości.
Czy można czuć coś do kogoś, jednocześnie będąc pewnym, że te uczucia są wytworem wyobraźni? Czymś niedorzecznym?

*Ola*
Nagle dostałam wiadomość od Dawida: ,,JESTEM”. Szybko odłożyłam telefon na miejsce i ponownie zatopiłam się w rozmowie.
To były niewysłowione męki.
Udawać, że zna się historię tego miejsca, tak naprawdę nie mając o niej pojęcia. Dodatkowo wciskać jakieś bajeczki tym nastolatkom jednocześnie wiedząc, że są to fani mojego przyjaciela. Mówić jedno, robić drugie.
Widziałam, że Kwiat stoi przy barze jeszcze przed jego smsem. Nie miałam jednak ochoty zwracać na niego uwagi. Przez swoją bezmyślność teraz musi okłamywać Łucję, a ja robię za przynętę.
Gdy zauważyłam, że zerka w naszą stronę, pokazałam mu dyskretnie środkowy palec.
- Damian, a ty do której szkoły chodzisz? – spytałam z miłym uśmiechem na twarzy wiedząc, że Dawid Kwiatkowski posyła mi złowróżbne spojrzenia.

_________________________________________________________________________________

H'ejcia ;** 
No i minął kolejny tydzień, a ja dodaję nowy rozdział :) Systematyczność przede wszystkim.
W tym tygodniu mieliśmy prawdziwą nagonkę - 6 sprawdzianów.
Oczywiście po obietnicy ,,Będę się uczyć" starałam się to robić, aczkolwiek nie zawsze dawałam radę. Taka przykładowo historia, kilka tematów , wojny z Turcją, Rosją, etc xd
Niedawno byłam także na Targach w Poznaniu ze szkołą, gdzie zachwyciłam się szczególnie dwoma liceami. 12 LO im. Marii Skłodowskiej - Curie, 14 LO . Wiem, że w tych dałabym sobie radę, ale jeszcze wszystko przede mną. Oczywiście profil humanistyczny biorę pod uwagę, gdyż po prostu jestem pewna.. NIE JESTEM fanką matmy xd
Nawet wielokątów foremnych nie ogarniam..
Ale dość o szkole, w końcu mamy WRESZCIE weekend i jedną wolną sobotę spędzoną w domu!
Wczoraj poszłam po szkole do przyjaciółki [Patrycji] ( impossible! przemyciłam autobusem deskorolkę, a kierowca nie jest taki miły xd). Byłyśmy na zdjęciach, spacerze i było naprawdę świetnie :) Fajnie było się tak wyrwać, nawet biorąc pod uwagę późniejszy upadek na deskorolce (ona pojechała sobie kilka metrów dalej, podczas gdy ja leżałam xd) i stłuczoną rękę, która teraz przybrała kolor sinoczerwony i jest lekko napuchnięta xd.
Jutro jadę o 6:40 z przyjaciółką [Sarą] pociągiem na festiwal, który odbędzie się w I LO w Poznaniu. Ona ma mi pokazać swoją szkołę i w pociągu wytłumaczyć matmę :)
Tyle z mojego życia.
*OD TEJ PORY BĘDĘ SIĘ PODPISYWAĆ POD ROZDZIAŁAMI ,SANGHA' :)
Bye,
Sangha :)
Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!