niedziela, 27 kwietnia 2014

15 rozdział ,,Just One Lat Time''

,,Miłość jest luksusem, na który możesz sobie pozwolić dopiero wtedy, kiedy twoi wrogowie zostaną wyeliminowani. Do tego czasu wszyscy, których kochasz, to zakładnicy, wysysający z ciebie odwagę i nie pozwalający ci podejmować rozsądnych decyzji” ~ D. S. Card



*Dawid*
Po kolejnych dwóch godzinach spędzonych w szpitalu na badaniach kontrolnych, mogłem wreszcie wypisać się do domu. Czucie w nodze powróciło, zgodnie z przypuszczeniami lekarza, bardzo szybko, powodując jednocześnie lekkie mrowienie.
Stojąc obok rejestracji i czekając na wypis, szepnąłem na ucho Kamili pewne instrukcje:
- Idź zobaczyć, czy przed szpitalem są moi fani. Proszę.
Dziewczyna zrobiła znaczącą minę i odsunęła się trochę ode mnie.
- Nie wiem, co kombinujesz, ale mam nadzieję, że wiesz co robisz. Ufam ci – powiedziała cicho i wyszła z budynku.
Patrzyłem jeszcze chwilę za moją przyjaciółką, gdy nagle poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Podskoczyłem lekko i obejrzałem się za siebie. Była to Łucja, bardzo rozbawiona, ponieważ Maciej przed momentem zauważył, że ma łaskotki i postanowił ten fakt wykorzystać.
- Dawid – sapnęła. – Masz już ten wypis?
Uśmiechnięta, zginała się wpół i trzymała jedną rękę na biodrach. Brunetka wyglądała w tym momencie naprawdę ślicznie, co mnie niesamowicie oczarowało.
- Nie.. Ale zaraz powinni mi go przekazać – powiedziałem.
Spojrzałem w kąt izby przyjęć, gdzie siedzieli Tomek i Patryk. Chwilę później dołączyli też do nich Kamila, Maciej i Łucja. Widząc ich roześmiane twarze miałem ochotę natychmiast dołączyć do tej grupki. Chciałem znów poczuć się w pełni członkiem beztroskiego Aloha Team’u i nie martwić się tym, co będzie następnego dnia.
W głębi duszy wiedziałem, że to niemożliwe.
Starałem się, ale nie byłem tym samym Kwiatem, co dawniej. Życie gwałtownie mnie zaskoczyło i pozmieniało moją osobowość.
Beztroska?
Nie wiedziałem już, co to znaczy.
- Dawid Kwiatkowski? – zapytała recepcjonistka zza moich pleców.
- Tak sądzę, że to o mnie chodzi.
- Oto pański wypis – rzekła dość krępa, starsza kobieta w bladoróżowym kitlu lekarskim.
- Dzięki – odpowiedziałem, widząc jednocześnie, że pielęgniarka wyraźnie czegoś oczekuje, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą. – Coś jeszcze?
- Tak..Ty występujesz w Tańcu z Gwiazdami.. A ja naprawdę uwielbiam ten program. Czy mogę prosić o autograf? – zapytała z najmilszym uśmiechem, na jaki było ją stać i podała mi kartkę z pisakiem.
-Jasne! – zawołałem i szybko nabazgrałem na papierze swój podpis.
Słysząc , jak kobieta starsza ode mnie o dobre kilkadziesiąt lat prosi mnie, osiemnastolatka, o autograf, zachciało mi się śmiać i jednocześnie płakać.
Sława.
- Dziękuję bardzo – powiedziała wyraźnie rozpromieniona i odeszła z powrotem do recepcji.
Ponownie obejrzałem się w stronę głośno śmiejących się przyjaciół i poszedłem w ich stronę.
- Hej, kochani! Dostałem wypis, możemy szaleć! – zawołałem, widząc nieco zdezorientowaną minę Łucji, zupełnie nie pasującą do sytuacji.



*Łucja*
Dawid udawał, że niczego nie widzi. W głębi duszy wiedziałam, że zdaje sobie sprawę z mojego zdezorientowania. Miałam jednak wrażenie, że nie chce tego poruszać przy swoich przyjaciołach.
- Nie sądzisz, że każdy człowiek ma prawo wyrażać własną opinię w sprawie bezdomnych ludzi? – zagadywał mnie Maciej, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Tak.. Tak sądzę.. – wymamrotałam, nie przykładając się do rozmowy.
Cały czas myślami krążyłam wokół dziwnego zachowania Kwiata.
- Ja też tak uważam. A co myślisz o muzyce? O tych wszystkich ludziach, którzy próbowali wybić się w programach muzycznych typu talent-show? Są sobą?
- Tak... To znaczy, nie.. Chyba nie są sobą, bynajmniej według mojego rozeznania... Jak mogą być sobą, skoro zmieniają się na potrzeby swoich fanów?
- No rzeczywiście... Mądre stwierdzenie.. Ja uważam jednak, że... – Maciek nie zauważył, że go nie słucham.
Kątem oka zerkałam na szeptających coś gorączkowo na uboczu Kamilę i Dawida. Dziewczyna mocno gestykulowała i rozkładała bezradnie ręce. Wyglądała na wściekłą i jednocześnie bezradną, widocznie próbowała coś przetłumaczyć osiemnastolatkowi. Ten jednak najpewniej upierał się przy swoim, co wywnioskowałam z jego zaciętej mimiki twarzy.
- Łucja... Ej... Słuchasz mnie? – zapytał Maciej, lekko mnie szturchając w ramię.
Otrząsnęłam się z transu i spojrzałam na chłopaka niebieskimi oczami.
- Przepraszam. Zamyśliłam się, naprawdę.
Nastolatek nie wyglądał na zbytnio zadowolonego. Wręcz przeciwnie. Pomimo sztucznego uśmiechu, jaki wydusił na swoją twarz, dało się wyczuć pewnego rodzaju wrogość promieniującą od niego. Odwrócił się na pięcie i zaczął zawzięcie rozmawiać z Patrykiem o najnowszych filmach kinowych. Poczułam się nagle okropnie samotna.
Dawid Kwiatkowski rozmawiał z Kamilą, a ja nie chciałam im przerywać. Maciej najprawdopodobniej się na mnie obraził, a Patryk i Tomek wyraźnie się mną nie interesowali, zbyt zajęci rozmową z Maćkiem.
Poczułam, że kompletnie nie pasuję do dobrze znającego się towarzystwa. Że nie należę i nigdy nie będę należeć do grona ich przyjaciół. Mogłabym za to obwiniać moją wrodzoną skrytość i nieśmiałość, ale wiedziałam, że to tylko i wyłącznie moja wina.
Zamykałam się po prostu przed nowymi ludźmi. Unikałam kolejnych kontaktów.
Czując narastającą we mnie frustrację, ruszyłam w stronę wyjścia.



*Dawid*
- Nie rozumiesz, że nie mogę jej nic powiedzieć?! – szeptałem gorączkowo, zirytowany zachowaniem temperamentnej przyjaciółki.
- Wybacz, Kwiat, ale nie rozumiem cię! – powiedziała Kamila i odwróciła wzrok.
Ja także przeczesałem palcami grzywkę i spojrzałem w stronę wyjścia. Nagle moje serce zamarło.
Drzwi zamykała właśnie Łucja, wychodząc na zewnątrz, nawet się nie obejrzawszy.
- Kamila, odpowiedz, są tam fani? – spytałem niecierpliwie. – Łucja właśnie wyszła na zewnątrz. Nie może się z nimi spotkać!
Dziewczyna popatrzyła na zdenerwowanego przyjaciela i uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie ma ich. Dzisiaj masz szczęście.
Niewiele się zastanawiając, natychmiast pobiegłem w stronę drzwi, pozostawiając przyjaciół na szpitalnym korytarzu.



*Łucja*
Ogarnęły mnie promienie słońca, gdy tylko znalazłam się na dworze. Lekki wietrzyk smugał moją twarz, rozwiewając na boki włosy. Rozejrzałam się dookoła, nie widząc wokół mnie nikogo. Obejrzałam się ostatni raz na ponury szpital, po czym zrezygnowałam z zamiaru ucieczki.
Myśl, że mogłabym nigdy więcej nie zobaczyć Dawida, zaczęła mnie zbyt mocno przytłaczać. Sparaliżowała mnie tak bardzo, że nie byłam w stanie zrobić kroku. Przysiadłam na pobliskim murku i popatrzyłam na znajdujący się nieopodal park.
Wydawał się tak spokojny i uśpiony, że wszyskie problemy związane z moim życiem wydały mi się strasznie odległe. Te wszystkie drzewa i krzewy miały po kilkadziesiąt, a niektóre nawet po kilkaset lat.
- Czasami zastanawiam się, dlaczego od jakiegoś czasu nie potrafię dojrzeć otaczającego mnie świata – usłyszałam za swoimi plecami głos Dawida.
Osiemnastolatek usiadł na murku obok mnie i popatrzył w stronę drzew.
- Dlaczego tak uważasz? – spytałam, nie odwracając wzorku.
Kwiat zastanowił się chwilę nad odpowiedzią.
- Tak mi się wydaje. Po prostu nie widzę piękna otoczenia i to mi właśnie doskwiera. Nie potrafię dostrzec...
- Nie potrafisz? – przerwałam.
Pomiędzy nami zapanowała chwila nieznośnej ciszy.
- Nie. Nie potrafię. Chciałbym, ale...
- Nie ma ,,ale”. Jest tylko ,,tak”, albo i ,,nie”. Chcesz dostrzec piękno świata, czy nie chcesz?
- Oczywiście, że chcę, tylko że..
- Proszę.. Przestań. Życie nauczyło mnie, że chcieć to znaczy móc. Trzeba tylko uwierzyć i iść przed siebie z wysoko uniesionym czołem.
Wydawało mi się, że Dawid doskonale wie, o czym mówię. Ucieszyłam się z tego faktu i położyłam dłoń na jego ręce.
Nastolatek popatrzył na mnie swoimi ciemnymi oczami o niesamowitej głębi i uśmiechnął się przyjacielsko.
- Gdzie są twoi przyjaciele? – zapytałam.
- Nadal w szpitalu.
- W takim razie dlaczego ich zostawiłeś i poszedłeś za mną?
- Bo... Bo ja...
- Bo wiesz, czego chcesz. Ja także wiem, czego pragnę. Chcę iść do domu – powiedziałam i wstałam z miejsca. - Odprowadzisz mnie?
- Jasne, tylko najpierw poinformuję przyjaciół.
- Dobrze. Będę czekać tyle, ile trzeba - rzekłam i ponownie usiadłam na murze.

______________________________________________________________________________
Boże, tak mi się nie podoba ten rozdział, że to jest masakra! Nie dość, że pisałam go na szybko, to jeszcze wydaje mi się niebywale ,,suchy". To chyba najgorszy rozdział w opowiadaniu! Niestety musiałam go dodać dziś, gdyż opóźnienie trwało już od wczoraj. A staram się być osobą systematyczną :)
Na przyszłość obiecuję, że postaram się więcej nie ,,spóźniać" =)
Wczoraj pisałam, że mam dla Was niespodziankę.
Zgadza się :)
Ostatnio napisałam do Marty Fox, słynnej pisarki młodzieżowej, której powieści odnoszą w Polsce ogromne sukcesy. Pani Marta odpowiedziała mi jeszcze tego samego dnia, zgadzając się (pomimo braku czasu) na odpowiedzenie mi na kilka pytań dotyczących jej osoby, specjalnie na potrzeby bloga i tego opowiadania :D
Już wkrótce umieszczę tutaj wszystkie szczegóły :)
Jak spędziliście ostatni tydzień?
Ja w Poniedziałek Wielkanocny byłam u mojej kuzynki, gdzie zostałam porządnie oblana przez chłopaków (i nie tylko) wodą. Pomimo tego, iż ściekała ze mnie woda, było naprawdę zabawnie! I super, bo mam co wspominać do końca życia :)
W środę odwiedziłam z przyjaciółkami swoją dawną szkołę, zgodnie z tradycją :) Niestety okazało się, że nikt nie chce tam ,,komandosów" w naszej osobie i Szacowna Pani Dyrektor wyrzuciła nas z budynku.
- Wynocha!
- A mogę krzesło? - pyta Julia.
- Wynocha!
- No a mogę to krzesło?
- Nie! Wynoście się! Krzesło jest nasze!

xD W piątek znowu byłam u mojej przyjaciółki Karoliny rowerem, z zamiarem odwiedzenia :) W jedną stronę jechałam około 10 minut, w drugą natomiast.. Pół godziny.. No bo wiało ;-)
Wczoraj były urodziny mojej drugiej przyjaciółki, Patrycji :) Było naprawdę fantastycznie, jednak chyba najbardziej w pamięć zapadło mi dzwonienie do Radia Maryja =) O reszcie odpałów wolę nawet tu nie pisać xDD
 To by było na tyle.
Nie dodam nowej playlisty do tego rozdziału, ponieważ mam pustkę w głowie. Mam nadzieję, że te piosenki, które wybrałam ostatnio, będą pasowały i teraz ;)
+ NOWINKI
wczoraj był YSF w Poznianiu, na którym mnie nie było :'(
Dawid Kwiatkowski i Janja Lesar w Tańcu z Gwiazdami zdobyli CAŁEE 40 pkt!! Uhu! Pomijając to, że chyba na początku trochę się spóźnili =)
To jest Kwiat, tego nie ogarniesz :)









sobota, 26 kwietnia 2014

Opóźnienie

Jeejuu!!
Tak bardzo Was  wszystkich przepraszam!
Niestety nie zdążę już dzisiejszego dnia dodać rozdziału.. nawet nie mam go dokończonego, więc... Przepraszam najmocniej!
Opóźnienie będzie trwało do jutra. Jutro na 100 % dodam rozdział, jak najszybciej będę mogła :)
Przepraszam, jeżeli Was zawiodłam.. Szczególnie wszystkie osoby, które czekały na ten rozdział cały tydzień.
Nie zdążyłam go dzisiaj dokończyć i dodać, ponieważ od samego rana byłam w mieście, później, po powrocie, szykowałam się do przyjaciółki na urodziny.. A potem była imprezka =) .
Dopiero wróciłam i czuję się dość zmęczona ;)
Więc..
Mam dla Was niespodziankę..
I to nie małą...
Której na pewno się nie spodziewacie..
Ale to napiszę jutro :)
Cierpliwości i do zobaczenia następnego dnia!! 

Klaudia

sobota, 19 kwietnia 2014

14 rozdział ,,Planując przyszłość poskramiamy przeszłość''

,,Blizny to cena, którą jesteśmy gotów zapłacić za przynależność do tego świata” – J. Picoult

*Dawid*
Gdy tylko zobaczyłem Łucję, stojącą w drzwiach niczym najpiękniejsze spełnienie marzeń, natychmiast przestałem się śmiać i zapatrzyłem się na nią. Miała na sobie delikatną, różową sukienkę do kolan, a na ciemnych, lekko falowanych włosach zawieszona była niewielka kokardeczka. Siedemnastolatka uśmiechnęła się łagodnie, a w jej policzkach pojawiły się urocze dołeczki.
Widząc, jak bardzo była onieśmielona, miałem ochotę ją natychmiast przytulić i zapewnić, że nic mi się nie stało. Mimo tego, iż prawdopodobnie byłoby to kłamstwo, ponieważ miałem sparaliżowaną nogę, nieruchomą jak jeden wielki, nikomu niepotrzebny kołek.
Przyjaciele widocznie wyczuli moje napięcie i także ucichli. Odsunęli się od mojego łóżka, stwarzając dla zmieszanej nastolatki przejście. Ona jednak nie ruszyła się z miejsca i tylko wyciągnęła z torebki mojego iphone’a.
- Eee.. Cześć.. – zaczęła niepewnie. – Dawid.. Ja tylko przyszłam oddać ci twój telefon.. Bo gdy zemdlałeś, wypadł ci z kieszeni. Przepraszam, że powiedziałam twoim znajomym, gdzie cię zabrali, na pewno strasznie się o ciebie martwili.. I.. Ja..
- Znalazłaś Kamila? – przerwałem jej, czując lekkie wyrzuty sumienia z tego powodu.
Łucja wyglądała na zszokowaną moim pytaniem. Z pewnością się go nie spodziewała.
Przeczesałem palcami grzywkę, oczekując na odpowiedź, jednocześnie chcąc nieco rozładować ciężką atmosferę, która zdawała się wokół nas panosić.
- Tak.. Znalazłam. Dziękuję, że wtedy zechciałeś mi pomóc.. Na pewno w przyszłości możesz także liczyć na mnie.
Nagle zawibrował telefon w dłoni siedemnastolatki, więc szybko, z przyzwyczajenia, wyciągnąłem po niego rękę. Dziewczyna podała mi iphnoe’a, a ja machinalnie nacisnąłem przycisk odbioru.
- Hal..
- Dawid?! Dawid! Kwiat, ty skończony idioto! Jak mogłeś nam to wszystko zrobić?! Jak mogłeś?! Wiesz, co my przez ciebie przeżywaliśmy?! Nie pomyślałeś nawet, by zadzwonić?! No idiotyzm! Cholera, co ci w ogóle jest?! Kamila nie chciała podać mi szczegółów! Kurde, miałeś na siebie uważać! Twoi rodzice co godzinę do mnie wydzwaniają i pytają, czy nic ci nie jest! Na miłość boską, twoja ciotka, która prawie dostała zawału, dzwoniła do twojej matki z pytaniem, gdzie jesteś, bo nie wróciłeś do domu na noc! Później wydzwaniała do mnie, grożąc, że jeżeli coś ci się stało, mogę bać się każdego samotnego wieczoru, bo ona będzie mnie prześladować! Wyobrażasz to sobie?! Że dorwie mnie z kijem baseballowym w ciemnym zaułku miasta! Tak, wiem, że jesteś dorosły, ale błagam cię! Bądź bardziej odpowiedzialny! Jak można być tak lekkomyślnym.. – wołał do słuchawki zdenerwowany Igor, niemal wypruwając sobie płuca.
W pewnym momencie musiałem nawet odsunąć telefon kilka centymetrów od ucha, tak go było głośno słychać.
Niespodziewanie do pokoju wszedł starszy lekarz, z ogromną, wypchaną teczką w ręce i z długopisem w drugiej.
- Ej.. Stary.. Błagam cię, nie teraz.. Weź.. Oddzwonię później – powiedziałem, chcąc zakończyć jego monolog.
- Dawid! Stój! Czekaj! Znam cię! Ty nigdy nie oddzwa...
Nie usłyszałem już nic więcej, bo bez zastanowienia rozłączyłem się.
- Pan Dawid Kwiatkowski? – spytał lekarz.
- Żaden pan.. Po prostu Kwiat - odpowiedziałem i posłałem staruszkowi miły uśmiech.

*Łucja*
- Dobrze.. Więc.. Skonsultowałem się z kilkoma innymi osobami na temat twojej nogi i.. – przerwał lekarz, oglądając się na mnie i przyjaciół Dawida z powątpiewaniem. – Nie jestem pewny, czy mogę przekazać ci wyniki w obecności tylu osób... W ogóle dziwię się, że ich tutaj wpuściła pielęgniarka. Istnieje pewne ograniczenie..
- Panie lekarz – zaczęła nieznana mi dziewczyna. – Jesteśmy jego przyjaciółmi. Chyba mamy prawo wiedzieć, czy nic mu nie jest.
Czułam się nieco odsunięta od towarzystwa, więc zrobiłam krok naprzód.
- Owszem, macie prawo wiedzieć, jeżeli pan Kwiatkowski wyrazi na to zgodę.
Dawid zrobił rozbawioną minę i przeczesał palcami grzywkę, odgarniając ją do tyłu.
- Tak, jasne.. Wyrażam zgodę – parsknął śmiechem.
Widocznie nikt nigdy jeszcze nie zwracał się do niego tak poważnie, jak owy lekarz.
- Więc dobrze. Skonsultowałem się z kilkoma innymi pana lekarzami, którzy leczyli pana nogę zaraz po kontuzji, której nabawił się pan w pro...
- To nie jest istotna informacja – przerwał szybko osiemnastolatek, niemal krzycząc. – No, doznałem kontuzji. I co dalej?
Lekarz posłał chłopakowi znaczące spojrzenie znad niewielkich okularków i ponownie zaczął czytać jakieś papiery.
- Zgodnie z tym, co tu widzę, obecne wyniki są dość zadowalające.. Noga nie doznała ponownego poważnego urazu, ale mimo wszystko musieliśmy podać ci silne leki przeciwbólowe, które częściowo unieruchomiły kończynę..
- Częściowo? Ja kompletnie nie czuję tej nogi! – powiedział Dawid.
- Ale po około pół godzinie czucie powinno wrócić i będziesz mógł wrócić powoli do domu – dokończył lekarz, zatrzasnął z hukiem swoją teczkę i odwrócił się do wyjścia. – Do widzenia wszystkim.
Gdy drzwi zamknęły się za medykiem, zaraz w sali rozległy się ciche pomruki przyjaciół Kwiatkowskiego. Nie wiedziałam zbytnio, o co im chodzi, ale gdy jakiś chłopak spojrzał na mnie przelotnie, zrozumiałam, że to ja jestem tematem tej wymiany zdań, którą nawet Dawid wydawał się być bardzo pochłonięty.
Nie słyszałam dokładnie, o czym rozmawiali, ale widziałam zbolałą minę nastolatka, gdy ten szybko tłumaczył coś nieznajomej dziewczynie.
Poczułam się okropnie nieswojo. Miałam ochotę stamtąd uciec lub stać się niewidzialnym duchem. Czułam, jak moje policzki zaczynają płonąć rumieńcem, więc odwróciłam znacząco wzrok.
- Łucja! Przyszłaś! – zawołał w końcu na głos Dawid, wyciągając do mnie rękę.
Nie wiedząc, co zrobić, podałam mu swoją dłoń i podeszłam bliżej łóżka, czując na sobie wzrok jego przyjaciół.
- Tak.. Chciałam ci dostarczyć telefon. I oczywiście martwiłam się o ciebie. Czułam się winna.
- Dlaczego? Przecież to moja wina, że się potknąłem.
- Ale moja dlatego, że to ja cię wyciągnęłam na poszukiwania Kamila.
- Ale ja się zgodziłem.
- Dobrze, dość tego – powiedział chłopak, stojący po drugiej stronie, obok łóżka osiemnastolatka. – Kwiat, może nas przedstawisz łaskawie swojej koleżance?
Dawid zrobił zakłopotaną minę i klepnął się otwartą dłonią w czoło.
- No przecież! Zapomniałem! Łucja, to są moi przyjaciele, jeszcze z czasów dzieciństwa. Kamila, Patryk, Maciej i Tomek. Chłopaki.. I Kamila.. To jest Łucja, dziewczyna, o której wam opowiadałem.
- No, niewiele nam opowiadałeś, trzeba przyznać – powiedział Patryk.
- Nawet nie mówiłeś, jak się poznaliście i czy jest twoją... – zaczął Tomek.
- Nie, nie jest moją dziewczyną! Co wy sobie myślicie? – zawołał głośniej, niż by wypadało, Dawid.
Poczułam się dość dziwnie. Wiedziałam, że coś przede mną ukrywają, ale nie miałam pojęcia, co to było.

*Sara*
Staliśmy pod szpitalem i czekaliśmy. Nie pozostało nam nic innego po tym, jak pielęgniarki wyrzuciły nas z budynku.
- Zachowujecie się zdecydowanie za głośno! Nic wam nie dolega! – wołały, wypychając nas za drzwi.
Damian chciał im coś powiedzieć, ale w samą porę położyłam mu dłoń na ramieniu, co powstrzymało chłopaka od komentarza.
Siedzieliśmy na murku szpitalnym i liczyliśmy na to, że Dawid Kwiatkowski wyjdzie w końcu z budynku. Nagle podeszła do nas znajoma dziewczyna.. Tak... To chyba była Ola, która oprowadzała nas dwa dni wcześniej po mieście.
- Cześć! – zawołała radośnie, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy aby przypadkiem nas nie śledzi.
Damian wydawał się być jednak niezmiernie ucieszony.
- Siemka! – zawołał z uśmiechem na twarzy i podbiegł do dziewczyny.
- Czekacie tu na kogoś? – spytała beztrosko nastolatka.

__________________________________________________________________________

Cze-eść :D 
I oto mamy 14 rozdział :) Tak bardzo się cieszę, że napisałam go z lekkim wyprzedzeniem, ponieważ dzisiaj jest PRZEPIĘKNA pogoda i nie miałam ochoty na komputer ;)
Dziś Wielka Sobota, czyli praktycznie ostatni dzień przed świętami. Już nie mogę się doczekać poniedziałku! :) Zawsze lubiłam polewać ludzi wodą xd
Dodatkowo jest to świetny czas, by spędzić z rodziną więcej czasu, zjeść wielkanocne śniadanie, porozmawiać.. :)
Wczoraj była u mnie moja przyjaciółka z dzieciństwa, z Lubonia. Zwykle nie widywałyśmy się dość często, ze względu na kilometry i problemy z dojazdem. Mimo wszystko to nie zniszczyło naszej przyjaźni, a od czasu, kiedy okazało się, że obydwie jesteśmy Kwiatonators, nasze więzi się zacieśniły :) Jak zwykle, odbiła nam głupawka i oczywiście jutro także ma do mnie przyjechać :) Najwyższy czas, bo często ja byłam u niej xd
Małer mer xd:

Dużer mer xd :


Oprócz świąt zbliżają się dni pisania testów gimnazjalnych. Na szczęście ja mam jeszcze rok czasu :) Jednak w tym roku testy te pisze wiele moich przyjaciół, więc będę trzymać za nich wszystkich kciuki (y) ;)
Druga i pierwsza gimnazjum mają wolne, ale ja tych trzech dni nie mam zamiaru spędzić w domu ;D W środę jadę do swojej starej szkoły z przyjaciółmi, by pozwiedzać, w czwartek jadę z Karolinką (;**) do Poznania, do kina (na spontana xd), a w piątek mam nadzieję spotkać się jakoś z Sarą. Ostatnio naprawdę nie miałyśmy dla siebie czasu - szkoła lub zrządzenie losu. Pozostało nam pisanie tylko na Twitterze lub na Facebooku, bo ja nigdy nie mam kasy na koncie xd (dwa dni po doładowaniu stan wynosi: 0.00). Jednak kilometry też są pewną przeszkodą ;/ Nie wiem, co będzie, gdy ona będzie miała wynajęte mieszkanie w Poznaniu :C
W sobotę natomiast jestem zaproszona na urodziny Patrycji :** . Będzie naprawdę zajebiście, ja to kurcze wiem xD Będą Alan i Gerard... Więc zabawa gwarantowana xD
Too by było na tyle :)
O tym, że ten blog był napisany w gazecie, w artykule o Dawidzie Kwiatkowskim (Newsweek), pewnie już wiecie, jeżeli uważnie czytaliście xd
Pozdr od ,,15-letniej Klaudii z wielkopolskiego Wronczyna" :**

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!




sobota, 12 kwietnia 2014

13 rozdział ,,Upadam żeby powstać, wstaję żeby biec, biegnę żeby wygrać''

,,Tak, bracie, płomień spędza się płomieniem. Ból dawny nowym leczy się cierpieniem” ~ Goethe

*Łucja*
Nie potrafiłam długo gniewać się na Kamila. Właściwie można by powiedzieć, że przebaczyłam mu już po tym, jak pomogłam mu wstać z chodnika. W drodze do domu coś do mnie mamrotał, ale mimo, iż się starałam, nie potrafiłam go zrozumieć.
Przez cały ten czas myślałam o Dawidzie. Jego telefon ciążył mi w kieszeni, niczym dowód poważnej zbrodni, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.
Następnego dnia nie mogłam wstać z łóżka. Leżałam w pokoju, twarzą zwróconą ku szafce, na której leżał iphone nastolatka. Przez cały czas przyciągał moją uwagę,jakby był zaklęty.
Uśmiechnęłam się do siebie i pomyślałam, że zachowuję się jak ten Hobbit z trylogii ,,Władców Pierścieni”. Z tą różnicą, że ,,moim skarbem” był nieco nowocześniejszy sprzęt, niż pierścień.
Poruszyłam się pod kołdrą i wtuliłam twarz w poduszkę. Czułam, jak włosy opadają mi niesfornie na kark. Odetchnęłam głęboko i przewróciłam się na plecy, jednocześnie wyciągając jedną dłoń w górę. Poczułam na skórze ciepłe promyki letniego słońca, dziękując Bogu, że mamy wakacje.
Z każdą kolejną upływającą minutą zastanawiałam się, czy aby nie należy w tym momencie podnieść się z łóżka i nie iść do Dawida Kwiatkowskiego, odwiedzić go w szpitalu i oddać jego telefon.
Tak by było właściwie. Dobra decyzja.
Ale dobre decyzje nie zawsze muszą być słuszne.

*Dawid*
- O moim pobycie w szpitalu powiadomiła was całkowicie obca osoba, używając mojego telefonu, a wy nawet nie zainteresowaliście się, kto to jest?! – wykrzyknąłem z niedowierzaniem.
- Dawid, my nie... – zaczęła Kamila, ale zaraz jej przerwałem.
- Jak można być tak głupim?! Kurde, znamy się od dziesięciu lat! Wiecie, że nie lubię, gdy ktoś nieznajomy odbiera mój telefon! Nie znacie też głosu Łucji, więc z czystej ciekawości nie pytaliście, kim jest, ani gdzie się znajduje?!
- Dawid...
- Nie, nie, nie. Stop. Poczekajcie chwilę! Zastanowię się... Hmm.. Ile znam osób, które byłyby aż tak naiwne... Cztery! I wszystkie te osoby właśnie przede mną stoją! I powiem wam więcej, ja..
- Cholera jasna, Kwiat! – wrzasnął Maciej i szarpnął mnie za koszulkę. – Ochłoń!
Nagle uszła ze mnie cała złość i agresja, znikając bez śladu wśród innych emocji. Nie wiedziałem, czy to dzięki Maćkowi, czy dzięki jemu odmienionemu spojrzeniu, którym mnie ,,poczęstował”. Wydawało mi się w tym momencie, jakbym go w ogóle nie znał. Jakby był dla mnie kimś obcym, zamkniętym.
Spojrzałem na resztę moich przyjaciół w chwili, gdy do Sali wbiegła zadyszana pielęgniarka.
- Proszę się natychmiast uspokoić! To jest szpital, tutaj nie można się tak głośno zachowywać – powiedziała i zamknęła drzwi.
Kamila, Patryk, Maciej i Tomek wydawali się być zawstydzeni. Wiedziałem, że początkowo fala kryzsu już minęła. Mimo tego, iż miałem do nich ogromny żal, byli moimi przyjaciółmi i nie mogłem pozostaić ich z przeświadczeniem, że jestem na nich pogniewany.
Leżąc na szpitalnym łóżku i widząc ich udręczone twarze, zastanawiałem się, kiedy ostatnio z nimi porozmawiałem o ich życiu. Wszyscy mieliśmy ponad osiemnaście lat, a nawet nie potrafiłem sobie przypomnieć, jakie mają plany na przyszłość.
Zwykle rozmawialiśmy albo o mnie i kolejnych planowanych koncertach, albo o tym, co mnie spotka za kilka lat. Czy będę jesczcze rozpoznawalny, czy po prostu zagubię się w tłumie innych gwiazd i nikt z moich fanów nie będzie mnie pamiętał.
To jest w branży muzycznej najgorsze. Większość młodych gwiazd ma swoje pięć minut... Dosłownie. Mają fanów, są rozchwytywani przez media. Mija jednak kilka lat, pojawiają się nowi artyści, a ,,starzy” idole po prostu znikają z przeczuciem, że mogą teraz spokojnie wyjść na ulicę i nie bać się obdarcia z ubrań.
Tylko jeden na sto dostaje szansę zapisania się głębiej w pamięci.
I przyjaciele zawsze mi powtarzali, że tą osobą będę ja. Pocieszali mnie, gdy przechodziłem chwile lekkiego załamania, gdy nie wiedziałem, czy wybrałem właściwą ścieżkę.
A ja? Zaniedbałem ich potrzeby, podczas gdy oni przyjechali do mnie niemal natychmiast, gdy ich potrzebowałem. Mój.. Aloha Team?
Mój?
Nagle uświadomiłem sobie, że ja już do tej paczki nie powinienem należeć. Odciąłem się od najbliższych mi osób, tracąc z nimi niemal całkowicie kontakt.
,,Sława ma swoją cenę” – powiedział do mnie kiedyś brat. - ,,Będziesz musiał wyrzec się wielu rzeczy i znajomości”
Ale nie sądziłem, że wśród nich znajdą się także moi przyjaciele.
Usadowiłem się wygodniej na materacu i chwyciłem dłoń stojącej nade mną Kamili. Widziałem strach w jej niebieskich oczach i pewnego rodzaju niepewność. Zauważyłem także, że pod oczami ma niewielkie sińce oraz że wyszczuplała. Czy i ja podobnie się zmieniłem?
- Przepraszam was.. – powiedziałem. – Ja nie chciałem na was nakrzyczeć. Przyjechaliście do mnie taki kawał drogi, a ja tylko potrafiłem się na was wszystkich wydzierać. Przepraszam. Jestem skończonym idiotą.
Nie wierzyłem, że te słowa mogą coś zdziałać, ale mimo wszystko przyjaciele roześmiali się.
- Tak, z tym to ja się zgodzę – odpowiedział Patryk i klepnął mnie w ramię.
Zapanowała chwila ciszy, po czym wszyscy zaczęliśmy się głośno śmiać. Nie zauważyliśmy nawet, kiedy do pokoju szpitalnego wślizgnęła się nieśmiało Łucja.

*Sara*
,,Dawid Kwiatkowski w szpitalu”
Ta informacja z Twittera wstrząsnęła nami dogłębnie, jednocześnie napełniając nas szczęściem. Wreszcie mieliśmy jakiś punkt zaczepienia! Wreszcie znaliśmy dokładne miejsce pobytu Dawida!
Niemal natychmiast zorientowaliśmy się, gdzie w tak małym miasteczku jest pobliski szpital i pospiesznie uszykowaliśmy się do wyjścia.
- Klaudia, Damian, wzięliście aparaty? Musimy zrobć jak najwięcej zdjęć – powiedziałam i uśmiechnęłam się na myśl, że może w końcu spotkamy naszego idola.
- Tak, jasne. Możemy iść – powiedział Damian i otworzył drzwi wyjściowe.

*Ola*
Ciocia Kwiata okropnie się denerwowała. Zresztą nie tylko ona.
Nie mieliśmy z nastolatkiem kontaktu od wczorajszej nocy, a jego telefonu nikt nie odbierał.
,,Mógłby chociaż napisać sms-a..” – pomyślałam, zaraz jednak się reflektując. Przecież Dawid ma tak słabą pamięć, że pewnie nawet nie pomyślał o zawiadomieniu swojej biednej ciotki i przyjaciółki, która zdziera sobie właśnie ostatnie skrawki zdrowej psychiki i obdarowuje nimi panią Alę.
Po jakimś czasie, gdy ciocia przestała wreszcie płakać, uderzyłam pięścią o stół.
Szukając go, nie zajrzałam do szpitala!

*Igor*
Managment Dawida Kwiatkowskiego... Manadżer.. Tak to poważnie brzmi..
A przecież ja byłem głównie jego kumplem.
Byliśmy niemal jak bracia, spędzając w trasach większość czasu wspólnie. Załatwiając mu wywiady i występy w telewizji, głównie myślałem o jego samopoczuciu, nie chcąc go przemęczać.
Proponując, aby te dwa miesiące odciął się od świata sławy, kazałem mu na siebie uważać. Tak, by po wakacjach cały i zdrowy, opalony i roześmiany jak każdy inny nastolatek, wrócił do pracy.
Z początku zastanawiałem się, czy aby nie spadło na niego zbyt dużo, jak na jeden raz. Później jednak zauważyłem, że ,,to wszystko” ma w genach. Że został do tego stworzony.
Nie męczyły go psychicznie koncerty czy podpisywania płyt. On zwyczajnie lubił spotykać się z nowymi ludźmi i chętnie zawierał z nimi znajomości. Był osobą tak otwartą, szczerą i przyjacielską, że dzięki swojemu charakterowi zdobył niebywale szybko ogromną popularność.
Kto raz go poznał, nigdy już o nim nie zapomni.
Gdy jednak dostałem telefon od Kamili, która powiedziała, że Kwiat jest w szpitalu, niemal się załamałem. Zacząłem krzyczeć przez słuchawkę (jakby to miało coś pomóc), że przecież miał na siebie uważać. Jego przyjaciółka zapewniła, że nic mu takiego nie jest i rozłączyła się, nie czekając na odpowiedź.
Wówczas rzuciłem nowym iphonem o ścianę, całkowicie go psując.
Usiadłem na kanapie, ukryłem twarz w dłoniach i myślałem, czy ten wypadek nie znajdzie się jakimś cudem w mediach.
Miałem nadzieję, że tak nie będzie.

____________________________________________________________________________
Witaajcie :)
Ten tydzień minął mi niesamowicie szybko, problem jednak w tym, że w ogóle wczoraj nie ,,czułam" piątku. Tak jak się zaczął, tak się skończył. Szkoda, bo zwykle lubiłam piątek ;)
Nie mam Wam zbyt wiele do napisania, ale niedługo święta i trzy dni wolnego, bo trzecie gimnazja piszą testy, więc myślę, że będę miała co Wam opisywać ;)
Do następnego rozdziałuu :D

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!


sobota, 5 kwietnia 2014

12 rozdział ,,W brzmieniu gitary słyszę Twój krzyk"

,,Czekałem nieruchomo... podczas gdy życiem, którego losy mogły zależeć ode mnie, beztrosko szafowali inni. Czekałem w bezruchu, przegrany, choć sukces był tak blisko, tak niewiele brakowało, (...), bezpieczeństwo znajdowało się na wyciągnięcie ręki” ~ D. Francis

*Dawid*
Nagle poczułem na swoim czole coś wilgotnego. Czyjaś ręka zdawała się badać moje rysy twarzy, zatrzymując się na mojej obolałej wardze. Nie miałem pojęcia, dlaczego, ale czułem się otępiały i strasznie zmęczony. Z każdą kolejną chwilą mogłem w swojej głowie pomieścić coraz więcej myśli na raz, co było z pewnością dobrą oznaką. Wracałem do życia.
Nadal przed oczami miałem ciemność, gdyż bałem się otworzyć powieki. Nic nie słyszałem, opócz cichych, stłumionych odgłosów, jakby dochodzących z innego świata. Jedynym, na co się zdobyłem, było podniesienie ręki i dotknięcie całkiem głębokiego rozcięcia na wardze. Poczułem tępy ból, gdy moje palce spotkały się z raną. Nie wiedziałem, kiedy się jej nabawiłem.
Moje ciało zdawało się należeć do kogoś całkowicie innego. Nie panowałem nad nogami. Obawiałem się nawet, że w jakiś sposób się ich pozbyłem.
Głosy były coraz głośniejsze. Moje uszy wychwytywały coraz to nowe dźwięki, z czego byłem niezmiernie zadowolony.
Znów poczułem ucisk na czole i wodę spływającą po moich policzkach z jakiegoś materiału przyłożonego do skóry. Domyśliłem się, że był to sposób na zbicie gorączki. Nie wiedziałem jednak, dlaczego takowej się nabawiłem.
Co gorsza, nie miałem pojęcia, co robiłem kilka godzin wcześniej!
Podświadomość podsuwała mi na myśli nuty i brzmienie mojej gitary. Akustyczne cudo.. Jednak dopiero od niedawna uczyłem się na niej grać. Do dzisiaj myliły mi się niektóre dźwięki i łatwiejsze chwyty – z tymi trudnymi nigdy nie miałem problemu.
Wsłuchałem się w muzykę, która bezustannie krążyła po mojej głowie. Miałem ochotę trwać tak po wieczność.
Niespodziewanie usłyszałem czyiś krzyk.. Rozdzierał mi uszy i kaleczył wspomnienia, jednocześnie mieszając się z tajemniczym brzmieniem gitary. Czy to możliwe? Słyszałem krzyk w brzmieniu gitary?
Czując dziwny lęk, otworzyłem oczy i starałem się wyostrzyć jakość wzroku. Zamrugałem kilka razy powiekami, oświetlony przez idealnie białe światło, jednak nadal jedyne, co widziałem, to zamazany pokój i jakieś ciemne postacie. Zdawały się wirować wokół mnie, otaczać, przytłaczać swoją obecnością.
Opuściłem rękę z powrotem na dawne miejsce i zacisnąłem pięść w bezsilności. Czułem, że gniotę jakiś materiał. Nie mogłem jednak określić jego pochodzenia.
- Dawid? Dawid?! Dawid się obudził, Kamila, Patryk, Maciej, Dawid się obudził! – usłyszałem czyiś męski głos, dziwnie znajomy, chociaż jakby dawno zapomniany.
Poruszyłem głową i poczułem na swej dłoni czyiś delikatny uścisk. Ponownie zamrugałem kilka razy i ujrzałem siedzącą obok mnie Kamilę... A może jej widmo? Może była tylko wytworem mojej chorej wyobraźni?
- Dawid... – usłyszałem jej głos, aczkolwiek nadal byłem w ciężkim szoku.
Teraz mogłem rozejrzeć się jeszcze dokładniej.
Otaczała mnie sterylna biel, ściany i podłoga natomiast były wyłożone płytkami. Ja leżałem na miękkim, szpitalnym łóżku, po prawej stronie mając podłączony jakiś dziwny sprzęt. Słyszałem rytmiczne ,,pip,pip,pip”, co zdawało się przyprawiać mnie o ból głowy.
Zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, co wydarzyło się dzisiaj... A może wczoraj? Nie miałem pojęcia, ile dni byłem nieprzytomny. Pamiętałem jednak, że idąc z zamkniętymi oczami, potknąłem się o coś i upadłem na kontuzjowane kolano. Powrócił ból, który towarzyszył mi tamtej nocy i to dziwne uczucie, że coś wysunęło się z mojej kieszeni w tym samym momencie. Słyszałem głos dobiegający z telefonu, krzyk Łucji... I nagle obudziłem się tutaj.
Nagle zaśmiałem się głośno, drżąc z radości na całym ciele. Słyszałem swój lekko ochrypnięty głos i pomyślałem, że dawno nic nie miałem w ustach. Śmiałem się jeszcze głośniej, będąc świadomym, że wszystkie osoby zgromadzone wokół mnie patrzą z niedowierzaniem.
Widząc wiernych przyjaciół ze zdziwionymi minami, otaczających łóżko, na którym leżałem, miałem ochotę ich wszystkich uściskać.
Nadal jednak nie czułem nic od pasa w dół. Jedynie mrowienie.
- Czego się nawciągałeś? – zapytał Tomek, wysoki blondyn o niebieskich oczach.
- Niczego, czego ty byś nie znał, Tomek – wychrypiałem i uśmiechnąłem się. – Ile dni byłem nieprzytomny? Dlaczego jestem w szpitalu? I skąd się tutaj wszyscy wzięliście?
Kamila, jasnowłosa starsza siostra Tomka i jednocześnie moja bardzo dobra przyjaciółka, wstała z krzesła stojącego obok łóżka i puściła moją dłoń.
- A co, nie cieszysz się, że nas widzisz? – zapytała i zaśmiała się. – Byłeś nieprzytomny przez dwa dni i zaraz przyjdzie do ciebie lekarz, by z tobą porozmawiać . Już go zawołali Patryk i Maciej, o ile nie zgubili się w tym szpitalu. Wiesz, jacy oni są rozgarnięci..
- A przyjechaliśmy do ciebie pociągiem, zaraz po tym, jak jakaś dziewczyna powiedziała do telefonu, że straciłeś przytomność. Właściwie nie wiem, dlaczego, ale dzwoniłeś do nas kilkakrotnie tuż przed tym wypadkiem i się nie odzywałeś. Pomyślałem, że było to połączenie..
- Z kieszeni – dokończyłem, klepiąc się w czoło. – Musiałem zapomnieć zablokować iphone’a.
- Cały Dawid – powiedziała Kamila. – Dzwoniłam już do Igora. Jest strasznie zdenerwowany, że na siebie nie uważałeś.
Tęskniłem za takimi naszymi dawnymi rozmowami. Tak długo ich nie odbywaliśmy... Nagle jednak na myśl nasunęło mi się podstawowe pytanie, które nie dawało mi spokoju.
- Gdzie jest Łucja? – spytałem.
Tomek i Kamila rozglądali się nerwowo wokół, wymieniając znaczące spojrzenia.
- Łucja. Ta dziewczyna, która pewnie zawiadomiła pogotowie. Która z wami rozmawiała. Napewno pamiętacie.
Odpowiedziała mi jednak milcząca cisza, a ja miałem wrażenie, jakby wyrwała ona w moim życiu jedną wielką czarną dziurę.

*Łucja*
- Przykro nam, ale nie może pani jechać tą karetką jako osoba towarzysząca.
- A jako druga ranna osoba? Słabo się czuję...
Niestety ratownicy pokręcili głowami i wsiedli do auta, odjeżdżając na sygnale. Patrzyłam za nimi jeszcze długo, dopóki światła całkowicie nie zniknęły z mojego punktu widzenia. W ręce cały czas miałam iphone’a Dawida Kwiatkowskiego, z którego słychać było czyjeś głosy. Podniosłam go niepewnie na wysokość swoich oczu i ujrzałam nieznajomy numer. Uśmiechnęłam się pod nosem. ,,Skąd ja miałam znać niby jego numery w telefonie?” – pomyślałam.
Przyłożyłam telefon do ucha drżącą ręką.
- Halo? – zapytałam cicho.
,,Osoby” przedstawiły się jako przyjaciele Dawida Kwiatkowskiego i poprosili go do telefonu. Przekazałam im, że osiemnastolatek pojechał do szpitala, bo doznał poważnej rany i zemdlał. Oni podziękowali za informacje i natychmiast się rozłączyli.
W drodze do domu, czułam się bardzo samotna i opuszczona. Wszystko, na czym mi zależało, zaczynałam tracić. Brata, rodzinę, Dawida...
A ja go naprawdę zaczynałam lubić. Nawet bardziej, niżli to by było konieczne. Osoba, której prawie nie znałam, potrafiła mnie oczarować swoim urokiem.
Nagle przed sobą zobaczyłam jakąś ciemną postać. Wzdrygnęłam się, przypominając sobie tamten okropny wieczór, gdy napadł na mnie napastnik. Zauważyłam jednak, że tajemnicza osoba wygląda znajomo. Wprawdzie widać było, iż była pijana, aczkolwiek z każdym kolejnym krokiem rozpoznawałam w NIM osobę bardzo bliską memu sercu.
Kamila.

*Kamil*
Tamtego wieczoru impreza przeciągnęła się nieco dłużej, niż zwykle. Właściwie nawet nie powinienem na nią tego dnia zaglądać, gdyż obiecałem babci, że w domu będę wcześniej. Coś mnie jednak podkusiło i zacząłem się doskonale bawić, nie zwracając uwagi na liczne telefony babci i Łucji.
Idąc w stronę domu, niespodziewanie zauważyłem na swojej drodze przytłoczoną Łucję i przyspieszyłem kroku. Byłem wprawdzie nieco pijany, aczkolwiek rozpoznawałem osobę, którą kochałem.
- Kamil! – krzyknęła Łucja, podbiegając do mnie w momencie, gdy zachwiałem się niebezpiecznie i uklęknąłem na jedno kolano.
Poczułem ciepły, siostrzany uścisk i pochyliłem głowę ku ziemi. Trwaliśmy tak, przytuleni do siebie, niczym prawdziwe rodzeństwo, które odnalazło się po długim czasie pełnym niepewności.
Nie wiedząc, kiedy, siostra pomogła mi wstać i bez wyrzutów poprowadziła w stronę domu.

*Sara*
Nie wiedząc, odkąd zacząć poszukiwania, nie pozostało nam po odprowadzeniu Julii i Agnieszki na autobus nic innego, jak siedzieć w domu ciotki chrzestnej Damiana i szukać na Twitterze jakichkolwiek o nim informacji.
Razem z Klaudią i Damianem mieliśmy już tyle zaprzepaszczonych szans na jego spotkanie, że tym razem chcieliśmy dać z siebie wszystko.
Siedząc z podkrążonymi oczami przy laptopie, nagle usłyszeliśmy zbawienny odgłos Tweet’a, a wiadomość, jaką otrzymaliśmy, miała okazać się wspaniałą i jednocześnie złą nowiną.





_________________________________________________________________________________
Witaajcie :)
Jak widzicie, oto kolejny rozdział :D
Liczę na to, że Wam się spodoba :)
Co ja będę długo opisywać... W tym tygodniu naprawdę niewiele się wydarzyło.
Szkoła, szkoła i jeszcze raz szkoła + jedynym urozmaiceniem był piątek. Byłam wtedy u mojej przyjaciółki Patrycji i jeździliśmy dodatkowo z Weroniką i dwoma kolegami na rolkach (tzn. jeden kolega na rowerze i ciągle mu łańcuch spadywał :D). Kilka razy prawie się wywalili, jeden z nich chciał nawet ,,zwinąć" rower, mając na nogach rolki xD
Kilku ludzi nie potrafiło zaakceptować faktu, że jeździmy na tej ulicy na rolkach i pozwolili sobie na ,,wyrażanie swojego zdania poprzez trąbienie". Pati i Weronika jednak nie pozostawały dłużne i odwdzięczały się fuck'u ;)
Jutro i dziś już raczej nic ciekawego się nie zapowiada.. Szkoda, bo myślałam, że w ten weekend nie będę musiała się nudzić. :C
No cóż, mam nadzieję, że chociaż za tydzień się gdzieś wybierzemy ;) 
(DLA WTAJEMNICZONYCH planujemy kino z Sarą:))

To na tyle, nie chce mi się więcej pisać. W ogóle jest szara pogoda, byłam dziś na zakupach, kupiłam sukienkę na komunię, dwa wesela, bluzę, kurtkę i bransoletkę i teraz nic mi się nie chce i chyba nic z tego nie zrozumieliście ale trudno ;P

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!