sobota, 18 października 2014

25 rozdział ,,Na krawędzi''

,,To jest jak spacer po rozchwianej linie. Wiedz, że kiedy stąpasz po krawędzi, to myślenie jest prawdziwą siłą" ~ Lukasyno ft. Peja, Kali

*Dawid*
Siedząc zamyślony przy kuchennym stole i wpatrując się w lekko przymglone okno, usłyszałem ciche stukanie do drzwi. Nie poruszyłem się jednak, licząc, że przybysz szybko się znudzi i sobie pójdzie.
Pukanie jednak stawało się coraz bardziej natarczywe, aż w końcu usłyszałem na korytarzu głos cioci.
 - Cześć kochana! - zawołała radośnie swoim lekko zrzędliwym, aczkolwiek ciepłym głosem.
 - Cześć ciociu! Jest może Dawid?
Nie czekając na odpowiedź, dziewczyna pospiesznie wbiegła do kuchni i poprawiając kitkę, zmieszana przystanęła przy mnie. Zerknęła na mnie znaczącym spojrzeniem, po czym stanowczo podniosła mnie za rękę z krzesła.
 - Chodź, musimy porozmawiać – powiedziała szybko i wyciągnęła mnie z mieszkania.
Nie mając ochoty się jej sprzeciwiać, pozwoliłem, by zaprowadziła mnie wejściem dla techników elektrycznych na dach bloku. Usiedliśmy na niewielkim murku, na krawędzi budynku i w skomplikowanym milczeniu wpatrzyliśmy się w dal.
Odgarnąłem grzywkę do tyłu, po czym zapytałem z niechęcią:
 - O co chodzi?
Ola zdawała się nie słyszeć mojego pytania, gdy nagle zwróciła swoją głowę w moją stronę i popatrzyła na mnie swoimi dużymi, ciemnymi, ufnymi oczami.
 - Jesteś debilem – powiedziała ze stoickim spokojem.
 - Że co proszę..? - spytałem, zdezorientowany zachowaniem przyjaciółki.
 - Idiota. Kretyn. Jeszcze się nie domyślasz, o co mi chodzi?
 - Nie, nie mam pojęcia, Ola, naprawdę.
 - To cię oświecę, mój drogi przyjacielu. Nigdy – powtarzam nigdy – nie sądziłam, że mógłbyś być aż tak bezduszny i głupi. Pytasz mnie, o co mi chodzi, a sam to doskonale wiesz. O Łucję. Pomagałam ci, owszem, okłamywać tą biedną dziewczynę, ale teraz czuję fatalne wyrzuty sumienia. Wiesz, co ci powiem? Widziałam ją i jej brata ostatnio na stacji kolejowej.
 - Że co...? - zapytałem, czując, jakbym spadał z tego kilkumetrowego bloku na sam dół.
 - Widziałam ją i jej brata ostatnio na stacji kolejowej – powtórzyła opanowanie Ola. - Mieli przy sobie walizki i wsiadali do jakiegoś pociągu. Chciałam zawołać Łucję i chociaż się z nią pożegnać, gdy nagle zauważyłam z oddali jej utrapiony wyraz twarzy. Uświadomiłam sobie, że lepiej ominąć ich szerokim łukiem i nie wtrącać się więcej do życia Łucji. Dawid, cholera jasna, wiesz, co zrobiłeś? Ta dziewczyna się całkowicie załamała, pomimo tego, że może odniosłeś przeciwne wrażenie. Strasznie namieszałeś jej w życiu. Mogę śmiało powiedzieć, że przewróciłeś jej życie do góry nogami.
 - Ale o co ty mnie w tym momencie obwiniasz?! O to, że zacząłem się z kimś spotykać?! Znasz moją sytuację! Wiesz, jak bardzo zależało mi na prawdziwym uczuciu, a nie na udawanej emocji, czy chwilowym zauroczeniu! - wykrzyknąłem, nie wiedząc, czy ten krzyk wydobywa się z moich płuc, czy z głębi mego wyrywającego się serca.
Ola położyła mi dłoń na ramieniu, starając się mnie uspokoić. Poczułem, jak łzy zaczynają spływać mi po policzkach. Wiedziałem jednak, że przy przyjaciółce nie muszę się ich wstydzić. Jedyne, co zrobiłem, to przytuliłem się do niej i zacząłem jeszcze głośniej łkać.
Nabrzmiałe goryczą i żalem serce niespokojnie wybijało rytm, starając się opanować nadmiar spływających sprzecznych emocji.
Zacząłem się zastanawiać, czy to, co powiedziała Ola, nie jest prawdą.
Zdałem sobie sprawę, że namieszałem w życiu tej spokojnej, ułożonej siedemnastolatki i z czasem zacząłem żałować, że w ogóle ją poznałem.
 - Brzmisz w tym momencie jak czysty egoista, nie liczący się z niczyim zdaniem. Nie obwiniam cię o to, że zacząłeś się spotykać z dziewczyną – cieszyłam się z tego. Obwiniam cię o to, że ją okłamywałeś i o to, że wciągnąłeś w to także mnie. Bo przez ciebie czuję się współwinna. Tak postępują przyjaciele, Dawid? Powiedz mi, czy ty w ogóle ją kochałeś? A może chciałeś poczuć, jak to jest mieć normalną dziewczynę i spokojne życie? Brakuje ci tego?
 - Nie! Nie chciałem cię w to wplątywać! Przepraszam! Żałuję każdej chwili, w której ją okłamywałem, rozumiesz?! Sugerujesz mi, że nigdy jej nie kochałem?! Że byłem z nią tylko dla własnej korzyści?! Masz rację! Chciałem ją wykorzystać, nigdy jej nie kochałem, zupełnie za nią nie tęsknię! – krzyknąłem, szarpiąc dziewczynę,  po czym wstałem z miejsca.
Zachwiałem się na krawędzi i udałem, że nie widzę niespokojnego spojrzenia Oli. Popatrzyłem w niebo i odgarnąłem grzywkę do tyłu, starając się ochłonąć.
 Zamknąłem oczy i poczułem na swoim ramieniu delikatny uścisk dziewczyny. Na karku owionął mnie jej oddech, który zdawał się mnie trochę uspokajać.
 - Kogo ty próbujesz oszukać.. - wyszeptała mi do ucha Ola, po czym wyciągnęła z kieszeni metalowe pudełeczko.
Patrzyłem z zaciekawieniem, jak nastolatka wyciąga coś z niego.
 - Skąd masz tego dziwnego papierosa? - zapytałem, wiedząc w głębi duszy, że to wcale nie jest papieros.
 - Teraz to nie jest istotne – odpowiedziała Ola, po czym włożyła skręta do ust i podpaliła końcówkę.
Patrzyłem, jak się zaciąga i wypuszcza z ust gęsty dym, który zawisł nad nami, pomiędzy ziemią, a niebem.
 - Powariowałaś?! - wykrzyknąłem, wyrywając jej skręta.
 - Damian, ten twój fan, mnie zostawił. Zaciągnij się, a zrozumiesz – powiedziała tajemniczo dziewczyna, z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
Pełen obaw, świadomy, że nie mam już nic do stracenia, wciągnąłem pierwszy raz dym do płuc, świadomy, że więcej tego nie zrobię.
 - Co mam robić... - powiedziałem cicho, nagle uspokojony, jakby wyzuty z wszelkich emocji. - Łucja odjechała...
- Żyj chwilą – odparła Ola, zabrała mi skręta i wyrzuciła go na ziemię. - Trzeba żyć z samym sobą w zgodzie.

*Łucja*
Podczas ciągnącej się w nieskończoność podróży pociągiem nie mogłam przestać myśleć o Dawidzie i o tych wspaniałych dwóch miesiącach, które spędziłam nieustannie w jego towarzystwie.
Nie chciałam wierzyć w to, że za dwa dni znowu pójdę do szkoły, tym razem do liceum, w dodatku do całkowicie nieznajomej mi miejscowości. Nie miałam ochoty na poznawanie nowych ludzi, ponieważ obawiałam się, że większość chłopaków będzie mi się kojarzyło z chwilami spędzonymi z Dawidem.
Podczas drogi Kamil starał się do mnie zagadywać, jednak jedyne, na co mu odpowiedziałam, to było zapytanie o to, czy nie jestem głodna.
Brat zdawał sobie sprawę z tego, że jestem na niego bezgranicznie zła. Podjął decyzję o przeprowadzce bez mojej wiedzy i w dodatku poinformował o tym całą rodzinę, więc nie mogłam się wycofać.
W głębi duszy tęskniłam jednak za Dawidem. Chciałam go chociażby jeszcze raz zobaczyć przed odjazdem, ale nie zjawił się na stacji kolejowej.
,,Głupia. Skąd on mógł wiedzieć, że tam będziesz?" - pomyślałam, karcąc w duchu sama siebie.
Gdy tylko zajechaliśmy na miejsce i pociąg zatrzymał się z głośnym zgrzytem, Kamil zabrał nasze bagaże i pospiesznie wysiedliśmy z pojazdu, kierując się w stronę naszego bloku, w którym mieliśmy zamieszkać.
Milczeliśmy całą drogę, dopóki nie dotarliśmy pod same drzwi mieszkania. Wchodząc po klatce schodowej minęliśmy w przedsionku grupę młodych chłopaków, prawopodobnie w moim wieku, którzy przypatrywali mi się badawczo z uśmieszkami na ustach. Jeden z nich zagwizdał cicho, a ja poczułam, jak Kamil tężeje u mojego boku.
 - Nie dam cię więcej nikomu skrzywdzić – powiedział, wiedząc w głębi duszy, że Dawid nie chciał mnie specjalnie zranić.
Odkluczył mieszkanie i weszliśmy do środka, rzucając bagaże w nieładzie na korytarz.
Rozejrzałam się po naszym nowym domu, zaglądając do każdego możliwego pomieszczenia. Kuchnia była malutka i stosunkowo ciasna dla większej rodziny, aczkolwiek jak dla dwóch osób była idealna. Wszystkie meble stały na swoich miejscach, a białe ściany intrygowały. Łazienka była także niewielka, podobnie jak pokoje mój i Kamila. W obydwu znajdowały się wąskie, wygodne łóżka, stoliki nocne, biurka, krzesełka i szafy. Takie pokoje przypominały mi pomieszczenia z internatu.
 - Nieźle, ale nie ma telewizora – powiedział Kamil i uśmiechnął się, słysząc własne stwierdzenie.
Udałam, że nie widzę jego dobrego humoru i od razu udałam się do swojego pokoju, zatrzaskując drzwi. Z racji tego, że był zmierzch, zasłoniłam żaluzje, słysząc dochodzące z dworu głosy młodych chłopaków i zapaliłam światło.
Blady promień ogarnął pomieszczenie, rzucając cienie na białe ściany. Poczułam się tutaj strasznie obco, więc usiadłam stłamszona na łóżku i objęłam kolana ramionami, słaniając się w przód i w tył.
Usłyszałam ciche pukanie od drzwi, które zignorowałam.
- Łucja..? Jesteś tam? Jeżeli jesteś głodna, musimy poczekać do jutra. Nasze jedzenie z podróży się skończyło, a do lodówki zapomniałem coś kupić. Teraz nie będę si bujał po sklepach – powiedział Kamil i odszedł spod drzwi.
Chwyciłam w dłonie swoją komórkę i wybrałam szybko, bez zastanowienia Ten numer.
Usłyszałam Jego głos, gdy cicho powiedziałam:
 - Halo...
Chłopak zaczął coś do mnie z zapałem mówić, jednak ja nie słuchałam go uważnie. Chciałam tylko zobaczyć, czy nadal poznaję Jego głos.
 - Cześć – przerwałam mu i rozłączyłam rozmowę, wyłączając telefon.
Może i było to głupie oraz dziecinne, ale poczułam, że jestem od niego uzależniona.
Musiałam go zażyć w niewielkiej dawce.
Chociaż w postaci kilku dźwięków.

_____________________________________________________________________________
Witajcie Kochani! =)
Jak widzicie, powróciłam do Was z nowym rozdziałem, co najlepsze, dodałam go W TERMINIE!! :D Jest ta regularność! =)
Ostatnio u mnie niewiele się wydarzyło, nie licząc mojej wizyty u lekarza w szpitalu i tego, że dowiedziałam się, iż będę miała wykonywany skomplikowany zabieg chirurgiczny za dwa tygodnie, którego już się obawiam.
Nie mogę uwierzyć, że minął już kolejny tydzień roku szkolnego i nadszedł upragniony weekend :) Dzisiaj wyjeżdżam do mojej przyjaciółki, do Lubonia i bardzo się z tego cieszę, ponieważ nie widziałyśmy się już ponad miesiąc! <3 Jest to dość niesamowite że przyjaźnimy się już od ponad 10 lat, odkąd tylko moi rodzice zapoznali mnie ze swoimi znajomymi, rodzicami Weroniki <3
Bardzo dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim wpisem konkursowym, którego jeszcze nie rozstrzygnęłam. Gdy tylko będą wyniki, dam Wam znać =)
A teraz spadam, buujać się w oczekiwaniu na godzinę wyjazdu i licząc na to, że nie będzie jednak padać =)
I really like Rainboow!! :D
Do zobaczenia! 






18 komentarzy:

  1. Jak zwykle genialny rozdział, łucja chyba rzeczywiście jest uzależniona od Dawida. Heh... czekam na kolejny :')

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawid i od razu lubie ten blog :D
    Prosze, wejdziesz w ten link i klikniesz w link pod którymś zdjęciem? Obojętnie pod którym. To dla Ciebie tylko kilka sekund a dla mnie znaczy to bardzo wiele.
    http://emiuula.blogspot.com/2014/10/wyjasnienie-oferta-shienside.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny blog będe wpadać i obserwuję też wpadnij jak możesz a-secondlook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Długie przyjaźnie są najlepsze! Ja z moją przyjaciółką znam się już 11 lat ♥
    Fajny rozdział ;>

    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczoraj powinien być następny. Będzie dzisiaj ? :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że tak długo ;c Już jest =)

      Usuń
  6. Cześć!Zapraszam cię do zareklamowania swojego bloga w spisie blogów o Dawidzie Kwiatkowskim! :D
    http://spis-kwiat-blogi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Fanka Kwiata? No to piątka! ;D
    Ciekawa historia będę odwiedzać. :)
    Weny życzę i zapraszam do siebie, ;) http://swiat-bez-ciebie-nie-ma-prawa-istniec.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń