sobota, 29 listopada 2014

PODPISYWANIE PŁYT DAWID KWIATKOWSKI POZNAŃ

Siemka wszystkim!! =)
Dzisiaj jeszcze nie przychodzę do Was z nowym rozdziałem, dlatego Was przepraszam, bo wiem, jak na niego czekacie ;** Jestem Wam bardzo wdzięczna, że nie tracicie cierpliwości - nowy rozdział pojawi się na 200% za tydzień w sobotę, Kochani!! =) Akcja zaczyna się rozwijać, pojawi się kilka nowych rzeczy, koniecznie monitorujcie =)

27.11.2014 roku, czyli w zeszły czwartek odbyło się w Poznań City Center, przed sklepem Saturn podpisywanie płyt przez Dawida Kwiatkowskiego! <3
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ja na ten dzień czekałam =) Zaraz po szkole poszłam do przyjaciółki, gdzie zostawiłam plecak i pożyczyłam od niej podręczną torbę. 
Udałyśmy się na stację kolejową, gdzie czekałyśmy na pociąg o 15:08. Gdy pojazd nadjechał, pożegnałyśmy się z przyjaciółką i jednocześnie w pociągu przywitałam kuzynkę. 
Razem dojechałyśmy do City Center, gdzie od razu pobiegłyśmy zobaczyć, jaka długa jest kolejka do podpisywania (była godzina 16). Przeraziłyśmy się jej długością i ilością ochroniarzy, którzy pilnowali, by żaden z fanów nie przedostał się przed podium. Zniechęcone, stanęłyśmy mimo wszystko w kolejce, która za nami zaczęła się drastycznie zwiększać.
 Wkrótce dołączyła do nas moja przyjaciółka z Lubonia, która ma dzisiaj urodziny xD ;** Nim się zorientowałyśmy, wybiła godzina 17:00 i zaczęło się podpisywanie. 
Jak się możecie domyślić, wszyscy nagle zaczęliśmy biec pod pierwsze bramki, by dostać jak najlepsze miejsce. Panował straszny ścisk i niektóre dziewczyny mdlały, a ochroniarze nie mogli sobie poradzić z fanami. ,,Odsunąć się od szyby!" ,,Do tyłu, mówię!!" ,,Bo nikt nie wejdzie!!" to tylko kilka tekstów, jakie używali. Chcieli wzywać w pewnym momencie policję, ponieważ ich nie słuchaliśmy. Podziałało jednak wzięcie przez jednego z nich magnetofonu, z którego włączał wycie syren alarmowych i, wpychając się pomiędzy fanów, robili pomiędzy nami przestrzenie, żeby było czym oddychać. 
Po 4 godzinach czekania, wpuścili nas za drugą barierkę, gdzie było o wiele, wiele lepiej. Wtedy z innymi jeszcze, nowo poznanymi dziewczynami, zauważyłyśmy, że spóźniłyśmy się na pociąg o 20:01. Podjęłyśmy szybką decyzję, że wrócimy pociągiem o 22:40. 
Godzinę później znalazłyśmy się obok Dawida i czekałyśmy na swoją kolej, na podpisanie płyty. Gdy przed nim stanęłam, zaczęłam piszczeć, a Dawid, z uśmiechem na twarzy, zapytał, dla kogo ma podpisać. Podałam mu swoje imię i powiedziałam, że czekałyśmy 5 godzin na podpisanie i  że uciekł nam pociąg. Dałam mu do podpisania także plakat, a on zapytał, czy mamy czym wrócić do domu. Powiedziałam, że mamy, wrócimy późniejszym pociągiem, a jego przyjaciel, Wrzosek, pytał mi się, skąd jestem. 
Zaczęłam z nim rozmawiać i nawet nie zauważyłam, że Dawid skończył podpisywać i chce mi przybić piątkę. Po kilku sekundach dopiero się zorientowałam, przybiłam mu piątkę i podskakując (Dawid zaczął się śmiać =D), wybiegłam przed scenę i czekałam na Paulinę i Weronikę. Wkrótce i one do mnie dołączyły i stwierdziłyśmy, że lepiej będzie wrócić do Lubonia tramwajem, a później autobusem. Z Lubonia miała nas odebrać moja mama.
Nieszczęśliwie się jednak złożyło, że po przyjeździe tramwajem na Górczyn, okazało się, że autobus odjechał nam 2 minuty temu, a my zastanawiałyśmy się, czy to nie przypadkiem dlatego, że odwiedziłyśmy po drodze McDonald xD
Postanowiłyśmy czekać na następny autobus, który jednak nie nadjechał. Weronika zadzwoniła po swojego tatę, który po nas podjechał i zawiózł nas do Lubonia, skąd moja mama odwiozła mnie i kuzynkę do domu. 
Niby wydaje się, że 5 godzin czekania to naprawdę wiele, ale wcale tak nie jest. Gdybym miała możliwość, pojechałabym na takie podpisywanie jeszcze raz <3





















Co się okazało?? Że jestem na zdjęciu Managera Dawida =) xD



A z kim z Was widzę się 19.12 na koncercie w poznańskim Eskulapie?? :D

niedziela, 23 listopada 2014

About Me

Cześć wszystkim!! :D
Na początku chciałabym serdecznie podziękować za stałą liczbę obserwatorów i ciągle wznoszące się liczby statystyk wyświetleń - są naprawdę imponujące :)
W związku z tym, że zbliżają się z dnia na dzień coraz bardziej święta Bożego Narodzenia (oglądaliście wczoraj ,,Kevina samego w domu"?), postanowiłam na tym blogu dodać dość odmienny wpis od poprzednich - wpis, w którym się pokrótce przedstawię.

Kim jestem?

imię: Klaudia 
wołają na mnie: Klaudyna, Alex, Dinuś (długa historia ;D)
nazwisko:  Jankowska
wiek:  15 lat 
wzrost: 164/165 cm
waga: nie przyznam się xd
szkoła: chodzę do klasy trzeciej gimnazjum, później planuję technikum logistyczne lub LO profil humanistyczny
kolor oczu: niebieskie
kolor włosów: ciemny blond
sylwetka: szczupła
interesuję się: dziennikarstwem (piszę teksty do lokalnej gazety), wizażem, architekturą (szczególnie zagraniczną) , szkicowaniem (budowli architektonicznych typu ,,Big Ben", zwierząt), jazdą na rolkach, łyżwach i deskorolce :)
słucham: Dawida Kwiatkowskiego (Kwiatonator od ponad roku dzięki przyjaciółce <3), koreańskiego popu (C-CLOWN) i rapu (Słoń&Mikser, Ganja Mafia, Paluch, Chada, Buka, K2, etc)
lubię: wszelkie słodkości i jogurty naturalne, cytrynę, mleko, naleśniki z musem bananowym <3
nienawidzę: wszelkich tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, ani mięsa (nie, nie jestem wegetarianką, po prostu tego nie lubię)
ulubiony film: ,,Igrzyska Śmierci" ,,I wciąż ją kocham" ,,Nigdy więcej"
ulubiony program w tv: ,,Szkoła" , ,,Szpital" <3
rodzeństwo: dwie młodsze siostry xd
zwierzęta: pięcioletni, biszkoptowy, przerośnięty labrador który wabi się Prezes (miałam 10 lat jak go tak nazwałam xd), ważący ponad 60 kg i czteroletni labrador czarny, wabiący się Lola :)
piosenka, która ostatnio cały czas chodzi mi po głowie: ,,Bezsenność" Kajman, etc
bloguję od: dwóch lat, aczkolwiek dopiero w tym roku zaczęłam się bardziej przykładać do prowadzenia swoich blogów :)
powód założenia tego bloga: kocham pisać opowiadania, chciałam się zacząć w pewien sposób spełniać. Tak w sumie to niedługo ten blog będzie miał 1 rok (dokładnie 2 stycznia), poza tym jestem fanką Dawida Kwiatkowskiego od roku, a zawsze interesowały mnie blogi FanFic z idolami, a o Dawidzie rok temu żadnego takiego bloga nie było więc postanowiłam go założyć. I opłacało się, ponieważ został uwzględniony w Newsweek'u :)

Na koniec łapcie kilka zdjęć ;**
Do następnego wpisu!!! :D


poniedziałek, 17 listopada 2014

27 rozdział ,,Stereotyp''

,,Zamknij oczy, policz do dziesięciu, pstryczek, nim otworzysz je, życie nabierze sensu i kolory tęczy znów chwycisz bez trudu, bo życie to największe ze wszystkich cudów” ~ Buka

Po zakończeniu lekcji Łucja powoli wyszła z budynku szkolnego i niepewnie, pełna wątpliwości, rozejrzała się dookoła.                 
Uczniowie rozchodzili się w różne strony, podąrzając albo do swoich domów, albo do znajomych, zbijając się w niewielkie grupki. Nieliczni wsiedli do autobusu, który miał podwieźć ich do oddalnego o kilka kilometrów klubu dla młodzieży (jedynego w okolicy), gdzie mogli potańczyć, pozabawiać się i popoznawać nowe osoby. Była to tutaj dość powszechna forma rozrywki, ponieważ uczniowie zwykle chcieli się rozluźnić po ciężkim dniu w liceum, relaksując się przy dobrej muzyce. Rodzice nic o tym nie wiedzieli, myśląc, że ich dzieci uczą się u znajomych, pozostają na kółkach pozalekcyjnych lub też zwyczajnie nie przejmowali się, co porabia młodzież w wolnym czasie (o ile w ogóle wiedzieli, że mają wolny czas).
Ciemnowłosa siedemnastolatka stała jednak w miejscu, wyczekując na Nathana, który miał czekać na nią przed szkołą. Sprawdziła niecierpliwie godzinę w telefonie i wzdychnęła głęboko, uświadmiając sobie, że nastolatek najprawdopodobniej właśnie ją wystawił.
,,Ładnie zaczyna się nasza znajomość” – pomyślała zirytowana, podczas gdy mijały kolejne długie minuty. Pogoda ponownie zaczęła się psuć, a na niebie pojawiły się burzowe chmury, zwiastując deszcz. Ostatni z uczni wybiegł ze szkoły, trącając lekko dziewczynę w ramię.
- Sorry! – krzyknął przez ramię, nawet się nie oglądając i wkrótce zniknął za rogiem.
Nagle Łucja poczuła, że jest jej bardzo zimno. Zatrzęsła się i grubiej opatuliła czerwonym szalem. Stojąc sama pod szkołą, przy krawędzi chodnika, czuła się strasznie głupio, więc postanowiła pójść do domu sama, nie czekając na nowo poznanego dziewiętnastolatka. Niespodziewanie poczuła na swoim karku czyiś ciepły oddech. Podskoczyła przestraszona i odwróciła się przodem do chłopaka.
- Cześć  - powiedział i uśmiechnął się. – Fajnie, że zaczekałaś na mnie.
- Spóźniłeś się! Musiałam na ciebie czekać i marznąć! Mam nadzieję, że masz dobre usprawiedliwienie na początek naszej znajomości.
Nastolatka zauważyła, że coś w wyrazie twarzy chłopaka drastycznie się zmieniło, odkąd widziała go po raz pierwszy. Znikła resztka powagi z jego tonu głosu,  pojawił się niekontrolowany uśmiech, a jego ciemne oczy były jakby poszerzone. Nathan naciągnął na głowę czapkę i roześmiał się.
- Nie sądziłem, że naprawdę będziesz na mnie czekać. Nie boisz się spotkać z obcym chłopakiem? W dodatku starszym od ciebie?
- Jesteś ode mnie starszy tylko o dwa lata, to nie tak dużo. Czego miałabym się bać?
- Na przykład tego, że jestem od ciebie silniejszy i że cię uprowadzę … - zamruczał chłopak i chwycił Łucję w pasie.
Siedemnastolatka zaczęła przyglądać się Nathanowi tak samo niespodziewanie, jak umilkła.
- Przecież żartowałem! Co mi się tak przypatrujesz? – zapytał, odsuwając się kawałek od niej. – Ja się zaczynam ciebie bać.. Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha!
W rzeczywitości Łucja zauważyła, że Nathan miał takie same oczy, jak Dawid. Wpatrywała się w nie intensywnie i wkrótce zaczęło jej się wydawać, że całą tą sytuację kiedyś już przeżyła. Takie dziwne deja’vu. Pojawiło się także dziwne przeczucie, że nie powinna wdawać się w znajomość z tym chłopakiem. Coś ją od niego zdawało się odpychać. Widziała w jego oczach sztuczną radość, ale jednocześnie dziwną głębię, którą do tej pory zauważała tylko u Dawida. Wiedziała, że chłopak ma ,,swoją historię”.
,,Przecież to normalne, głupia!” – pomyślała. - ,,Przecież jak go jeszcze nawet nie poznałam!” W głębi duszy wiedziała, że nie powinna nikogo porównywać do swojego byłego chłopaka, ale mimo wszystko nie mogła się powstrzymać. Zauważyła, że szuka u niego tych samych cech, które kochała u Kwiatkowskiego i pomyślała, że to nie jest normalne. Pospiesznie wyrzuciła ze swojej głowy obraz osiemnastolatka i postarała skupić się na chwili obecnej.
- Łucja…
- Co? – spytała dziewczyna, opamiętując się.
- Masz szkliste oczy, czy coś się stało? – spytał Nathan z troską w głosie.
- Nie… Nie ważne – wyjąkała Łucja i poczuła mocniejszy uścisk dziewiętnastolatka.
- Skoro nie chcesz mówić.. Idziemy? Marzę już tylko o ciepłej herbacie i jakimś dobrym senansie na rozluźnienie.
- Seansie? – zdziwiła się dziewczyna, przystając nagle w miejscu.
- Oczywiście, zapraszam cię do siebie, obejrzymy jakiś film, trochę porozmawiamy.. No i się poznamy. No chyba, że nie chcesz. Wiesz, nie chcę wyjść na jakiegoś nachalnego typa… - powiedział Nathan i odsunął się od nastolatki, dając jej wolną przestrzeń, czym niezmiernie jej zaimponował.
- Nie mam w sumie nic przeciwko – powiedziała i zastanowiła się. – Mieszkamy kilka metrów od siebie, prawda? Muszę powiadomić brata, że…
W tym momencie tak samo nagle, jak niespodziewanie zniknęło słonce, na ziemię zaczął padać obfity deszcz, uderzając swoimi wielkimi kroplami o chodnik i odbijając się z impetem od okolicznych rynn, spadając w dół.
- Aaa!! – krzyknęła Łucja, starając się osłonić głowę rękoma przed wodą.
Nathan zaczął się śmiać, chwycił gwałtownie siedemnastolatkę za rękę i pociągnął w stronę bloku.
- Chodź, bo całkiem przemokniemy! – zawołał, po czym obydwoje, cały czas się śmiejąc, zaczęli biec do mieszkania.
Deszcz niebawem zamienił się w ulewę, niemal całkowicie przesłaniając świat szarą mgiełką. Łucja i Nathan po drodze wpadali w liczne kałuże, rozśmiewając się jeszcze bardziej. Gdy stanęli wreszcie u progu klatki schodowej, woda dosłownie z nich ściekała, tworząc niewielkie kałuże u ich stóp.
- Ale przygoda! – krzyknęła Łucja, łapiąc oddech. – Teraz nawet nie opłaca nam się wchodzić do bloku, jesteśmy tacy mokrzy, że bardziej już się nie da!
- Masz rację, deszcz już po mnie spływa! – zawołał równie wesoło Nathan i wpatrzył się w szczupłą, delikatną twarz dziewczyny.
Siedemnastolatka odgarnęła włosy do tyłu i ściągnęła z szyi swój czerwony szal. Deszcz cały czas ulewnie padał, nie przestając ani na moment. Dziewczynie zaczęło robić się zimno, więc wycisnęła odrobinę szal i ponownie się nim owinęła. Czując na swojej szyi wilgoć, roześmiała się i nawet się nie zorientowała, gdy Nathan zbliżył się do niej i chwycił jej głowę w swoje ręce.
- Jesteś niesamowita – wyszeptał i złożył na zimnych ustach dziewczyny delikatny pocałunek.
Poczuł, że Łucja nagle się spięła. Strugi deszczu spływały po nich nieustannie, jakby dopełniając pełni obrazu. Niespodziewanie dziewczyna odsunęła od siebie Nathana, rzuciła krótki, niepewny uśmiech i wyminęła chłopaka, wbiegając do bloku.
- Coś się stało? Łucja! – krzyknął i wbiegł za nią po schodach. – Mieliśmy obejrzeć razem film!
-  Innym razem – odpowiedziała siedemnastolatka i bez słowa pożegnania wbiegła do mieszkania brata.
Trzasnęła drzwiami i przemknęła tuż obok siedzącego w pokoju przechodnim brata. Ten, widząc płaczącą, przemokniętą siostrę, pobiegł za nią do jej pokoju.
- Co się stało? – zawołał, stając zdezorientowany w drzwiach.

________________________________________________________________________________
Oto i kolejny rozdział :3 Mam nadzieję, że pomimo tego, iż jest krótki, Wam się spodoba :D 
A u mnie co nowego? W sumie nic takiego. Szkoła, dom, przyjaciele ;3 Wczoraj doszła do mnie przesyłka z etui do telefonu ^^ A co u Was ciekawego?? :D
W wolnej chwili zapraszam na 
Klaudia :)




sobota, 1 listopada 2014

26 rozdział ,,At the new life''

,, Kiedy jestem na mieście i pulsujące płomyki życia, ludzie, przemykają obok, zapominam o mej stracie. O małej luce w wielkiej konstelacji, o miejscu, w którym była gwiazda”.

*Łucja*
Gdy szłam do szkoły, pogoda zdawała się być moim najgorszym wrogiem. Słońce skutecznie chowało się za ciemnymi chmurami, wiał silny wiatr i od czasu do czasu zdarzał się przelotny opad deszczu. W momencie, gdy przechodziłam obok okolicznego sklepu, spojrzałam w szybę i zauważyłam swoje odbicie. Wiedziałam już, że na nic zdały się moje starania, by ładnie wyglądać w pierwszy dzień w szkole. Ciemne włosy sterczały mi na wszystkie strony, niczym rozwichrzone zboże i przesłaniały mi część twarzy. Żałowałam, że nie posłuchałam rady Kamila i nie zrobiłam zwyczajnej kitki.
,,Od kiedy rady Kamila okazują się być słuszne?” – pomyślałam zdziwiona z własnej obserwacji.
Mój starszy brat nigdy nie miał racji. Zawsze to ja byłam uważana za osobę rozsądniejszą i rodzice zwykle kazali Kamilowi być posłusznym mnie. Uważałam to za dość zabawne, szczególnie dlatego, że braciszek bardzo łatwo się z tego powodu irytował.
Wkrótce dotarłam wreszcie do mojego liceum. Wielki, szary, poobdzierany budynek o dużej ilości malutkich okien nie wyglądał zachęcająco. Stanęłam przed dużymi, drewnianymi drzwiami, na których była przybita tabliczka z nazwą szkoły i zawachałam się przez moment.
Zaczęłam żałować, że poznałam kiedykolwiek Dawida Kwiatkowskiego – osobę, która niegdyś znaczyła dla mnie wszystko. Osobę, której, jak się okazało, w ogóle nie znałam. Przewrócił moje życie i przemienił je całkowicie. Gdyby nie on, spokojnie wrócilibyśmy z bratem do Anglii, do rodziców.
Teraz stałam u progu nowego życia. Chwytając za klamkę i pchając drzwi, starałam się zapomnieć o osiemnastolatku – wyrzucić jego obraz z pamięci, pomimo tego, iż wiedziałam, że mi się to nie uda.
Wnętrze szkoły nie było wiele lepsze, niż sam budynek. Stare, poodrapywane ściany, z których niemalże płatami schodził mdlący, pomarańczowy kolor. Wysoki sufit dodawał pomieszczeniom dystansu, a podłoga pokryta była szarymi płytkami ceramicznymi. Wszystko to wyglądało bardzo zwyczajnie i nudno.
Idąc przez korytarz w stronę klasy, która według planu powinna znajdować się na pierwszym piętrze, czułam na sobie setki spojrzeń uczni. Wszyscy, nawet nauczyciele, przyglądali mi się z niekrytym zdziwieniem. Gdybym tylko miała możliwość, uciekłabym z tego nieprzyjaznego miejsca. Niestety było już za późno. Wiedziałam, że nie mogę się cofnąć.
Niebawem stanęłam pod odpowiednią klasą, w pewnym oddaleniu od reszty roześmianych licealistów i wpatrzyłam się w wyświetlacz telefonu, zatrzymując się na wiadomościach od Dawida.
,,Dlaczego ja go mam jeszcze w kontaktach?” – zapytałam sama siebie, lecz gdy chciałam usunąć kontakt, coś mnie przed tym ponownie powstrzymało.
Zrezygnowałam chwilowo z tego pomysłu i schowałam telefon do kieszeni. Oparłam się o ścianę, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Nie miałam ochoty do nikogo zagadywać, ani zawierać nowych przyjaźni. Nigdy nie byłam osobą towarzyską – wolałam mieć grupkę swoich zaufanych przyjaciół, których zawsze mogłam być pewna. Oni pomagali mi w trudnych chwilach i nadawali mojemu życiu barw.
,,Gdzie są teraz, gdy wszystko nagle mi się zawaliło?” – spytał głos w mojej podświadomości. Wolałam nie odpowiadać jednak na to pytanie, aby się nie zdołować jeszcze bardziej.
- Cześć – powiedział do mnie jakiś chłopak, podchodząc bliżej i opierając się o ścianę obok.
Wydawało mi się, że skądś go kojarzę.
- Cześć.. Czy ja cię…
- Tak, widziałaś mnie na klatce schodowej, jak wprowadzaliście się z tym chłopakiem do mieszkania. Co więcej, powiem ci, że mieszkamy w tym samym bloku! – zawołał radośnie chłopak, uśmiechając się uprzejmie.
- To świetnie! Przynajmniej jedna znajoma twarz wśród tego tłumu.. Do której klasy chodzisz? – starałam się podtrzymać rozmowę.
- Ostatnia klasa licealna. A ty, z tego co wiem, jesteś w drugiej liceum?
- Tak, ale nie wiem, jak sobie poradzę… W Anglii chodziłam do szkoły muzycznej. Tutaj jest zwyczajne liceum. Będę musiała się przestawić.
Postanowiłam zaryzykować i bliżej przyjrzeć się nastolatkowi. Był to wysoki dziewiętnastolatek, o smukłej, aczkolwiek dobrej budowie ciała. Miał krótko przystrzyżone, czarne włosy i ciemne oczy. Ubrany był w długą, zieloną bluzę z kapturem i szerokie, dresowe spodnie.
Gdy patrzyłam na jego twarz, miałam wrażenie, że chłopak ma pewną historię, której nie znam. Zupełnie, jak ja. Było to niezwykłe uczucie, znaleźć osobę, która może wiedzieć, co znaczy być okłamywanym.
- Tak apropo, nie przedstawiłem się. Jestem Nathan, miło mi – powiedział, podając mi swoją silną dłoń i uśmiechnął się uroczo.
- Ja jestem Łucja – odpowiedziałam, zapominając o wcześniejszym postanowieniu nie zawierania nowych znajomości.
Nagle usłyszeliśmy dobiegający z korytarza głos.
- Nathan! Ej, Nathan! – krzyczał jakiś chłopak, najwyraźniej kolega dziewiętnastolatka.
Podbiegł do nas i pospiesznie szepnął coś nastolatkowi do ucha. Ten wyraźnie się spiął, rzucił mi szybkie spojrzenie, pożegnał się i pobiegł z kolegą w głąb korytarza.
- Mam nadzieję, że dzisiaj jeszcze się spotkamy! Fajnie mi się z tobą rozmawiało! – zawołał na odchodne. – Poczekaj na mnie dzisiaj przed szkołą po zakończeniu zajęć!
Pomachałam mu ręką, dając znać, że usłyszałam, co powiedział. Nie chciałam krzyczeć i zwracać na siebie większej uwagi, więc zwyczajnie postanowiłam być cicho i nie rzucać się w oczy. Wkrótce zabrzmiał pierwszy dzwonek i drzwi klasy otworzyły się ze zgrzytem, co skojarzyło mi się automatycznie z więzienną celą. Każda cząstka mojego ciała rwała się do ucieczki z tego miejsca, ale zanim się obejrzałam, zostałam popchnięta przez kilku uczni i niebawem znalazłam się w środku pomieszczenia.
Klasa była niewielka i ponura. Miałam wrażenie, jakbym znalazła się w piwnicy, do której cudem dociera światło dzienne. Ławki były poustawiane w dwóch długich rzędach, a biurko nauczyciela stało pośrodku rzędów, na przedzie klasy.
Wszyscy weseli, rozgadani uczniowie pozajmowali pospiesznie miejsca, od czasu do czasu zerkając w moją stronę. Ja postanowiłam jednak nie reagować i stanęłam tuż przy drzwiach, w oczekiwaniu na przybycie nauczyciela.
Niebawem do klasy weszła niska, krępa kobieta w okularkach, o długich, ciemnych włosach zaplecionych w kok. Wyglądała na surową i rzeczową nauczycielkę, dlatego coś mnie od niej odstraszało.
- Dzień dobry.. – powiedziałam, zauważając, że uczniowie nagle ucichli.
- A! Witaj! Ty pewnie jesteś Łucja. Ja nazywam się profesor Lidia. Zajmij jakieś miejsce w ławce. Z tego, co widzę, obok Macieja jest wolne miejsce – odpowiedziała szybko kobieta, nawet na mnie nie zerkając.
Zaczęła szukać czegoś w olbrzmiej torbie, podczas gdy ja podeszłam do wskazanej przez nauczycielkę ławki. Maciej, jak przedstawiła chłopaka nauczycielka, miał długie, kędzierzawe blond włosy i niebieskie oczy. Wyglądał na gadatliwego nastolatka, który jest zawsze pewny swego.
Siadając na krześle obok niego, wiedziałam, że nie będziemy zgodni co do wielu rzeczy. Wyczuwałam wrogi entuzjazm, jaki bił od tego chłopaka.
- Cześć – zagadał. – Jestem Maciej.
Czułam na sobie jego krępujący wzrok, więc popatrzyłam w wyłożoną na ławkę książkę, udając, że zapoznaję się z tematem.
- Miło mi – odpowiedziałam krótko, nie chcąc zagłębiać się w dyskusję.
Świdrujące spojrzenie chłopaka nadal nie ustawało. Miałam wrażenie, że nastolatek chce prześwietlić mnie na wylot. Czułam się bardzo skrępowana całą sytuacją.
- Widziałem, że rozmawiałaś wcześniej z Nathanem.. Dam ci dobrą radę, tak po koleżeńsku. Trzymaj się od niego z daleka.
- Dlaczego..? - spytałam, zdziwiona ostrzeżeniem.
- Po prostu.. To nie jest odpowiednia znajomość.
- Dzięki za ostrzeżenie, ale mimo wszystko wolę sama sobie wybierać towarzystwo - odpowiedziałam, przesuwając się na brzeg ławki.
Maciej także widocznie postanowił dłużej nie drążyć tematu i zajął się zapisywaniem lekcji. Postanowiłam postąpić tak samo, pomimo, że w mojej głowie zrodziło się tysiąc pytań dotyczących Nathana. Starałam się je ignorować.

___________________________________________________________________________
Ta Dammne! =)
Oto i kolejny, chociaż spóźniony, rozdział! =) Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie aż tak źli za te moje opóźnienia wieczne.. Ponownie miałam problemy z Internetem i Bloggerem. :c
No ale cóż, ważne, że rozdział dzisiaj się pojawił =) W dodatku w Święto Zmarłych! 
Wczoraj było Halloween - kto z Was obchodził? Ja byłam w kościele, na Holy Wins, ponieważ musiałam zakupić książeczkę do bierzmowania ;) Nie rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie tak strasznie krytykują tą zagraniczną tradycję. Halloween co roku dostarcza dzieciom wiele radości w zbieraniu słodyczy i odwiedzaniu znajomych! Nie wiem, co w tym takiego złego =) 
Dzisiaj natomiast wraz z rodziną odwiedzaliśmy groby najbliższych, zapalając znicze i łącząc się we wspólnej modlitwie, aczkolwiek o  zmarłych powinniśmy pamiętać przez cały rok, nie tylko w ten jeden szczególny dzień. Jutro ponownie wyjeżdżamy z rodziną ,,na groby", jak to się popularnie mówi. Jest to dobra okazja do przemyślenia wielu spraw dotyczących naszego życia =)
A Wy? Co sądzicie o Halloween i o Holy Wins? =)
Pozdrawiam! =)
Klaudia