sobota, 1 listopada 2014

26 rozdział ,,At the new life''

,, Kiedy jestem na mieście i pulsujące płomyki życia, ludzie, przemykają obok, zapominam o mej stracie. O małej luce w wielkiej konstelacji, o miejscu, w którym była gwiazda”.

*Łucja*
Gdy szłam do szkoły, pogoda zdawała się być moim najgorszym wrogiem. Słońce skutecznie chowało się za ciemnymi chmurami, wiał silny wiatr i od czasu do czasu zdarzał się przelotny opad deszczu. W momencie, gdy przechodziłam obok okolicznego sklepu, spojrzałam w szybę i zauważyłam swoje odbicie. Wiedziałam już, że na nic zdały się moje starania, by ładnie wyglądać w pierwszy dzień w szkole. Ciemne włosy sterczały mi na wszystkie strony, niczym rozwichrzone zboże i przesłaniały mi część twarzy. Żałowałam, że nie posłuchałam rady Kamila i nie zrobiłam zwyczajnej kitki.
,,Od kiedy rady Kamila okazują się być słuszne?” – pomyślałam zdziwiona z własnej obserwacji.
Mój starszy brat nigdy nie miał racji. Zawsze to ja byłam uważana za osobę rozsądniejszą i rodzice zwykle kazali Kamilowi być posłusznym mnie. Uważałam to za dość zabawne, szczególnie dlatego, że braciszek bardzo łatwo się z tego powodu irytował.
Wkrótce dotarłam wreszcie do mojego liceum. Wielki, szary, poobdzierany budynek o dużej ilości malutkich okien nie wyglądał zachęcająco. Stanęłam przed dużymi, drewnianymi drzwiami, na których była przybita tabliczka z nazwą szkoły i zawachałam się przez moment.
Zaczęłam żałować, że poznałam kiedykolwiek Dawida Kwiatkowskiego – osobę, która niegdyś znaczyła dla mnie wszystko. Osobę, której, jak się okazało, w ogóle nie znałam. Przewrócił moje życie i przemienił je całkowicie. Gdyby nie on, spokojnie wrócilibyśmy z bratem do Anglii, do rodziców.
Teraz stałam u progu nowego życia. Chwytając za klamkę i pchając drzwi, starałam się zapomnieć o osiemnastolatku – wyrzucić jego obraz z pamięci, pomimo tego, iż wiedziałam, że mi się to nie uda.
Wnętrze szkoły nie było wiele lepsze, niż sam budynek. Stare, poodrapywane ściany, z których niemalże płatami schodził mdlący, pomarańczowy kolor. Wysoki sufit dodawał pomieszczeniom dystansu, a podłoga pokryta była szarymi płytkami ceramicznymi. Wszystko to wyglądało bardzo zwyczajnie i nudno.
Idąc przez korytarz w stronę klasy, która według planu powinna znajdować się na pierwszym piętrze, czułam na sobie setki spojrzeń uczni. Wszyscy, nawet nauczyciele, przyglądali mi się z niekrytym zdziwieniem. Gdybym tylko miała możliwość, uciekłabym z tego nieprzyjaznego miejsca. Niestety było już za późno. Wiedziałam, że nie mogę się cofnąć.
Niebawem stanęłam pod odpowiednią klasą, w pewnym oddaleniu od reszty roześmianych licealistów i wpatrzyłam się w wyświetlacz telefonu, zatrzymując się na wiadomościach od Dawida.
,,Dlaczego ja go mam jeszcze w kontaktach?” – zapytałam sama siebie, lecz gdy chciałam usunąć kontakt, coś mnie przed tym ponownie powstrzymało.
Zrezygnowałam chwilowo z tego pomysłu i schowałam telefon do kieszeni. Oparłam się o ścianę, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Nie miałam ochoty do nikogo zagadywać, ani zawierać nowych przyjaźni. Nigdy nie byłam osobą towarzyską – wolałam mieć grupkę swoich zaufanych przyjaciół, których zawsze mogłam być pewna. Oni pomagali mi w trudnych chwilach i nadawali mojemu życiu barw.
,,Gdzie są teraz, gdy wszystko nagle mi się zawaliło?” – spytał głos w mojej podświadomości. Wolałam nie odpowiadać jednak na to pytanie, aby się nie zdołować jeszcze bardziej.
- Cześć – powiedział do mnie jakiś chłopak, podchodząc bliżej i opierając się o ścianę obok.
Wydawało mi się, że skądś go kojarzę.
- Cześć.. Czy ja cię…
- Tak, widziałaś mnie na klatce schodowej, jak wprowadzaliście się z tym chłopakiem do mieszkania. Co więcej, powiem ci, że mieszkamy w tym samym bloku! – zawołał radośnie chłopak, uśmiechając się uprzejmie.
- To świetnie! Przynajmniej jedna znajoma twarz wśród tego tłumu.. Do której klasy chodzisz? – starałam się podtrzymać rozmowę.
- Ostatnia klasa licealna. A ty, z tego co wiem, jesteś w drugiej liceum?
- Tak, ale nie wiem, jak sobie poradzę… W Anglii chodziłam do szkoły muzycznej. Tutaj jest zwyczajne liceum. Będę musiała się przestawić.
Postanowiłam zaryzykować i bliżej przyjrzeć się nastolatkowi. Był to wysoki dziewiętnastolatek, o smukłej, aczkolwiek dobrej budowie ciała. Miał krótko przystrzyżone, czarne włosy i ciemne oczy. Ubrany był w długą, zieloną bluzę z kapturem i szerokie, dresowe spodnie.
Gdy patrzyłam na jego twarz, miałam wrażenie, że chłopak ma pewną historię, której nie znam. Zupełnie, jak ja. Było to niezwykłe uczucie, znaleźć osobę, która może wiedzieć, co znaczy być okłamywanym.
- Tak apropo, nie przedstawiłem się. Jestem Nathan, miło mi – powiedział, podając mi swoją silną dłoń i uśmiechnął się uroczo.
- Ja jestem Łucja – odpowiedziałam, zapominając o wcześniejszym postanowieniu nie zawierania nowych znajomości.
Nagle usłyszeliśmy dobiegający z korytarza głos.
- Nathan! Ej, Nathan! – krzyczał jakiś chłopak, najwyraźniej kolega dziewiętnastolatka.
Podbiegł do nas i pospiesznie szepnął coś nastolatkowi do ucha. Ten wyraźnie się spiął, rzucił mi szybkie spojrzenie, pożegnał się i pobiegł z kolegą w głąb korytarza.
- Mam nadzieję, że dzisiaj jeszcze się spotkamy! Fajnie mi się z tobą rozmawiało! – zawołał na odchodne. – Poczekaj na mnie dzisiaj przed szkołą po zakończeniu zajęć!
Pomachałam mu ręką, dając znać, że usłyszałam, co powiedział. Nie chciałam krzyczeć i zwracać na siebie większej uwagi, więc zwyczajnie postanowiłam być cicho i nie rzucać się w oczy. Wkrótce zabrzmiał pierwszy dzwonek i drzwi klasy otworzyły się ze zgrzytem, co skojarzyło mi się automatycznie z więzienną celą. Każda cząstka mojego ciała rwała się do ucieczki z tego miejsca, ale zanim się obejrzałam, zostałam popchnięta przez kilku uczni i niebawem znalazłam się w środku pomieszczenia.
Klasa była niewielka i ponura. Miałam wrażenie, jakbym znalazła się w piwnicy, do której cudem dociera światło dzienne. Ławki były poustawiane w dwóch długich rzędach, a biurko nauczyciela stało pośrodku rzędów, na przedzie klasy.
Wszyscy weseli, rozgadani uczniowie pozajmowali pospiesznie miejsca, od czasu do czasu zerkając w moją stronę. Ja postanowiłam jednak nie reagować i stanęłam tuż przy drzwiach, w oczekiwaniu na przybycie nauczyciela.
Niebawem do klasy weszła niska, krępa kobieta w okularkach, o długich, ciemnych włosach zaplecionych w kok. Wyglądała na surową i rzeczową nauczycielkę, dlatego coś mnie od niej odstraszało.
- Dzień dobry.. – powiedziałam, zauważając, że uczniowie nagle ucichli.
- A! Witaj! Ty pewnie jesteś Łucja. Ja nazywam się profesor Lidia. Zajmij jakieś miejsce w ławce. Z tego, co widzę, obok Macieja jest wolne miejsce – odpowiedziała szybko kobieta, nawet na mnie nie zerkając.
Zaczęła szukać czegoś w olbrzmiej torbie, podczas gdy ja podeszłam do wskazanej przez nauczycielkę ławki. Maciej, jak przedstawiła chłopaka nauczycielka, miał długie, kędzierzawe blond włosy i niebieskie oczy. Wyglądał na gadatliwego nastolatka, który jest zawsze pewny swego.
Siadając na krześle obok niego, wiedziałam, że nie będziemy zgodni co do wielu rzeczy. Wyczuwałam wrogi entuzjazm, jaki bił od tego chłopaka.
- Cześć – zagadał. – Jestem Maciej.
Czułam na sobie jego krępujący wzrok, więc popatrzyłam w wyłożoną na ławkę książkę, udając, że zapoznaję się z tematem.
- Miło mi – odpowiedziałam krótko, nie chcąc zagłębiać się w dyskusję.
Świdrujące spojrzenie chłopaka nadal nie ustawało. Miałam wrażenie, że nastolatek chce prześwietlić mnie na wylot. Czułam się bardzo skrępowana całą sytuacją.
- Widziałem, że rozmawiałaś wcześniej z Nathanem.. Dam ci dobrą radę, tak po koleżeńsku. Trzymaj się od niego z daleka.
- Dlaczego..? - spytałam, zdziwiona ostrzeżeniem.
- Po prostu.. To nie jest odpowiednia znajomość.
- Dzięki za ostrzeżenie, ale mimo wszystko wolę sama sobie wybierać towarzystwo - odpowiedziałam, przesuwając się na brzeg ławki.
Maciej także widocznie postanowił dłużej nie drążyć tematu i zajął się zapisywaniem lekcji. Postanowiłam postąpić tak samo, pomimo, że w mojej głowie zrodziło się tysiąc pytań dotyczących Nathana. Starałam się je ignorować.

___________________________________________________________________________
Ta Dammne! =)
Oto i kolejny, chociaż spóźniony, rozdział! =) Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie aż tak źli za te moje opóźnienia wieczne.. Ponownie miałam problemy z Internetem i Bloggerem. :c
No ale cóż, ważne, że rozdział dzisiaj się pojawił =) W dodatku w Święto Zmarłych! 
Wczoraj było Halloween - kto z Was obchodził? Ja byłam w kościele, na Holy Wins, ponieważ musiałam zakupić książeczkę do bierzmowania ;) Nie rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie tak strasznie krytykują tą zagraniczną tradycję. Halloween co roku dostarcza dzieciom wiele radości w zbieraniu słodyczy i odwiedzaniu znajomych! Nie wiem, co w tym takiego złego =) 
Dzisiaj natomiast wraz z rodziną odwiedzaliśmy groby najbliższych, zapalając znicze i łącząc się we wspólnej modlitwie, aczkolwiek o  zmarłych powinniśmy pamiętać przez cały rok, nie tylko w ten jeden szczególny dzień. Jutro ponownie wyjeżdżamy z rodziną ,,na groby", jak to się popularnie mówi. Jest to dobra okazja do przemyślenia wielu spraw dotyczących naszego życia =)
A Wy? Co sądzicie o Halloween i o Holy Wins? =)
Pozdrawiam! =)
Klaudia


13 komentarzy:

  1. Zajebiście zajefajny dodaj jak nakszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super:* kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Data jest podana w prawym pasku bocznym :)

      Usuń
  3. Najlepszy! Nie moge się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny, kochana :* Z resztą jak każdy :D Uwielbiam twojego bloga. Zapraszam na mojego, jest już 10 rozdział ;D
    http://nie-zawodna-milosc.blogspot.com/2014/11/rozdzia-1-pozegananie.html
    /Yolo Pati :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżeli chcecie aby zamiast zwykłego sygnału oczekiwania leciała wam piosenka Dawida wejdźcie tutaj : http://link.mil.pl/halogranie/

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne rozdziały :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Super !! :** Czekamy na więcej :) !!
    A tymczasem zapraszam na mojego bloga :)) Dopiero zaczynam

    http://melbrix-magazine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń