wtorek, 3 marca 2015

30 rozdział

Niewiele myśląc, dziewiętnastolatek wyszedł z domu z zapisaną kartką w ręce, nawet nie zwracając uwagi na to, że panuje już noc. Na ciemnym niebie migotały liczne gwiazdy, które przyciągnęły wzrok nastolatka. Chłopak spojrzał w górę i zapatrzył się na konstelacje. Przymykając powieki, chłonął każdy dźwięk, każdy podmuch wiatru, wyobrażając sobie, że nie ma żadnych zmartwień czy problemów. Wyobrażał sobie, że znajduje się w tym momencie w ciemnym parku, ponad sto kilometrów od jego rodzinnej miejscowości i że spotyka tam pewną nieznajomą osobę. Uśmiechnął się na myśl, że niegdyś ta dziewczyna była dla niego całkowicie obca, a tak samo nagle, jak się poznali, on poczuł, że to ta jedyna.
            Nigdy do tej pory nie doświadczył jeszcze podobnego uczucia. Na koncertach lub spotkaniach widywał się z wieloma dziewczynami, które były jego fankami, które oddałyby wszystko, byle by tylko móc z nim spędzić trochę czasu. A on patrzył im wszystkim w oczy i nigdy nie zaznał tego, co poczuł, patrząc w oczy Łucji. Dziewczyny, która nie miała pojęcia, kim nastolatek jest w rzeczywistości.
            Opuszczając wzrok ponownie ku ziemi i siadając na ławce przed blokiem jego rodziców, schował kartkę z adresem swojej, jak się dowiedział, siostry bliźniaczki, ukrył twarz w dłoniach. Zaczął się zastanawiać, czy miłość, którą czuł w stosunku do Łucji nie była zwykłym zauroczeniem. Gdyby jednak tak było, nie myślałby o niej prawie cały czas. Nie miałby przed oczami wyrazu jej twarzy, jej pięknych oczu. Nie czułby jej delikatnych, różanych perfum i nie słyszałby w oddali jej śmiechu. To nie mogło być zauroczenie…
            Dawid poczuł, jak jego policzki stają się mokre od łez. Zaczął się karcić w duchu, że jest taki wrażliwy. W życiu nie miał nigdy wiele sytuacji, w których zdarzało mu się płakać. Gdy jednak takie chwile się zdarzały, były niesamowicie dla niego przejmujące. Przeczesał palcami grzywkę i skrawkiem rękawa otarł łzy.
- Jesteś debilem, jeżeli myślałeś, że to wszystko się uda. Jak mogłeś być taki głupi?  - powiedział sam do siebie i roześmiał się histerycznie.
            Usłyszał, jak bezpański kot szuka czegoś do jedzenia w pobliskim koszu na śmieci. Uświadomiło to nastolatka, że został sam. Że sam musi sobie teraz poradzić z nowym problemem – musi odnaleźć swoją bliźniaczą siostrę Patrycję, o której istnieniu nie miał pojęcia.
            Był niesamowicie zdenerwowany na rodziców, że mu nic nie powiedzieli wcześniej. Z każdą kolejną minutą nabierał podejrzeń, że może jego bracia coś o tym wydarzeniu wiedzieli. Przecież Michał musiał widzieć, że jego matka miała przez jakiś czas dwójkę dzieci, a nie jedno. Nie zastanawiał się, gdzie później podziała się jego siostra..?
            Nagły podmuch wiatru przypomniał nastolatkowi o jego nałogu. Wyciągnął z kieszeni pomiętą paczkę papierosów i zapalniczkę. Chwilę później trzymał ,,truciznę” w ustach i wdychał kojący dym do płuc, zaciągając się coraz bardziej. Czuł, jakby jego płuca miały za moment eksplodować od nadmiaru dymu, ale nie przestawał palić przesadnie mocno. Chciał, by dym przepalił jego krtań. Wprawdzie nie mógłby wtedy wyśpiewywać odpowiednich dźwięków, ale za to czułby, że zrobił wreszcie coś, na co miał ochotę od dłuższego czasu. Coś, na co nikt nie musiał mu pozwalać. Coś, co byłoby tylko jego decyzją.
- Dawid! – usłyszał głos matki dobiegający z okna na piętrze. – Chodź do domu! Jest już noc, chodź, musisz się wyspać, bo rano znowu nie będziesz mógł wstać!
- Już idę! – odkrzyknął chłopak, wstał z ławki i zaciągnął się papierosem po raz ostatni.
            Końcówka zajarzyła się na pomarańczowo, po czym odpadła, a dziewiętnastolatek wyrzucił wypalonego papierosa na ziemię i niedbale go zagasił. Wypuścił z płuc dym i odetchnął świeżym powietrzem.
            ,,Kiedyś to rzucę” obiecał sobie w myślach, po czym bez dłuższych rozmyślań wbiegł do bloku po schodach.
*
            Nic nie widziała. Czuła tylko ciepło, które zdawało się paraliżować ją od stóp do głowy. Sprawiało, że nie mogła się ruszyć. Słyszała nad sobą różne głosy, ale żadnego nie rozpoznawała. Wiedziała tylko, że wszyscy obecni w Sali, czy gdziekolwiek się znajdowała, martwią się o nią.
            Przez zamknięte powieki, które były tak ciężkie, że zdawało się, iż są zrobione z ołowiu, prześwitywały liczne światła. Dziewczyna słyszała wyraźnie powolne bicie swojego serca – miarowe uderzenia, które systematycznie wybijały ustalony rytm.
- Łucja… Łucja… - zdawało jej się, że ktoś ją nawołuje.
            Nie wiedziała jednak, czy rzeczywiście ktoś ją woła, czy może to tylko jej wyobraźnia, która zaczęła płatać jej figle.
- Łucja… - głos stawał się coraz wyraźniejszy, zdawał się dochodzić gdzieś jakby z dołu, odbijać się od ścian, jeżeli w tym pomieszczeniu w ogóle były jakiekolwiek ściany.
- Ona cię nie usłyszy, nie ma takiej opcji, więc nie masz co jej wołać – odpowiedział inny głos, który zaczął mieszać się z tym poprzednim.
            Barwa tego głosu nie była przyjemna dla ucha. Brzmiała szorstko, ostro i bardzo rzeczowo. Była jakby pozbawiona wszelkich emocji, tak służbowa, że aż raniła wnętrze człowieka. Tylko dzięki temu Łucja mogła odróżnić ten głos od poprzedniego, przepełnionego miłością i troską.
- To zróbcie coś, żeby usłyszała! Poza tym skąd możecie wiedzieć, że ona tego nie słyszy?! Siedzicie w jej głowie?!
- Nie, nie siedzimy w jej głowie. Po prostu wiemy, że ona tego nie słyszy.
- Wiecie, czy przypuszczacie? Jesteście jacyś dziwni. Jako lekarze powinniście dawać nadzieję nawet wtedy, gdy jej nie macie sami! A wy mi ją w tym momencie odbieracie! To nie jest normalne! Weź się człowieku zastanów nad tym, co ty tutaj robisz! Chcesz łapówkę? Nie mam pieniędzy, nie mogę ci nic dać! Mogę się, do cholery jasnej, zabić i wtedy weźmiecie moje serce, nerki i wątrobę! Sprzedacie je i będziecie mieli pieniądze na wyleczenie mojej siostry! Ale czy za dawanie nadziei też mam wam płacić?! Odpowiedz mi, kurwo!
            Łucja usłyszała trzask i dźwięk tłuczonego szkła. Głośne tupnięcie podpowiedziało jej podświadomości, że mógł to być dźwięk osuwającego się na ziemię człowieka. Dziewczyna nie czuła jednak żadnych emocji ani potrzeby, by otworzyć oczy i zobaczyć, co się stało. Leżała całkowicie bez ruchu, jakby pogrążona w jakimś mrocznym letargu.
- Odpowiedz! – kolejny dźwięk tłuczonego szkła i gwałtowne łapanie oddechu przez ,,nieprzyjemny głos”.
- Uspokój się gówniarzu, bo za chwilę wezwę ochronę! – wychrypiał ,,głos” i odetchnął gwałtownie kilka razy.
- Wzywaj sobie, kogo tylko chcesz, możesz na mnie nasłać nawet psy, niewiele mnie to obchodzi, ale wiedz, że jeżeli…
            Nagle głosy zaczęły zlewać się w jedno i utraciły całkowicie swoje odmienne barwy. Teraz dziewczyna nie potrafiła ich od siebie odróżnić. Mimo to, leżała nadal spokojnie, nie ruszając się i nie otwierając oczu. Nie miała na to ochoty. A może siły..?
            Nie czuła swoich rąk ani nóg, ani nawet żadnego kawałka swojego ciała. Zupełnie, jakby ono nie należało do niej. W momencie gdy głosy złączyły się w jedno, a wokół nastała przejmująca cisza, dziewczyna poczuła, że jest sama. Zaczęła się bać.
            Chciała krzyknąć, coś powiedzieć, ale nie mogła otworzyć ust i wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Chciała zawołać Kamila… Właściwie… Kim był Kamil?
            Jej bratem.
            Chciała zawołać swojego brata. Chciała otworzyć oczy i ujrzeć przed sobą swojego chłopaka, Dawida… Dawida?
            Nagle uświadomiła sobie,  że przecież nie ma chłopaka, bo on ją oszukiwał przez cały ten czas, gdy się spotykali. Że ona nie ma nikogo takiego, dla kogo chciałaby żyć. Kogoś takiego, dla kogo mogłaby się zmieniać, kogo darzyłaby miłością bezgraniczną, nie licząc swojego brata, rodziców i babci.
- Łucja… - usłyszała ponowny, cichy głos, wyłaniający się z mroku. – Zadzwonię po Dawida.
            Dawida…
            Może to tylko sen?
            Może całe życie to tylko jeden wielki, niespokojny sen?


___________________________________________________________________________