wtorek, 3 marca 2015

30 rozdział

Niewiele myśląc, dziewiętnastolatek wyszedł z domu z zapisaną kartką w ręce, nawet nie zwracając uwagi na to, że panuje już noc. Na ciemnym niebie migotały liczne gwiazdy, które przyciągnęły wzrok nastolatka. Chłopak spojrzał w górę i zapatrzył się na konstelacje. Przymykając powieki, chłonął każdy dźwięk, każdy podmuch wiatru, wyobrażając sobie, że nie ma żadnych zmartwień czy problemów. Wyobrażał sobie, że znajduje się w tym momencie w ciemnym parku, ponad sto kilometrów od jego rodzinnej miejscowości i że spotyka tam pewną nieznajomą osobę. Uśmiechnął się na myśl, że niegdyś ta dziewczyna była dla niego całkowicie obca, a tak samo nagle, jak się poznali, on poczuł, że to ta jedyna.
            Nigdy do tej pory nie doświadczył jeszcze podobnego uczucia. Na koncertach lub spotkaniach widywał się z wieloma dziewczynami, które były jego fankami, które oddałyby wszystko, byle by tylko móc z nim spędzić trochę czasu. A on patrzył im wszystkim w oczy i nigdy nie zaznał tego, co poczuł, patrząc w oczy Łucji. Dziewczyny, która nie miała pojęcia, kim nastolatek jest w rzeczywistości.
            Opuszczając wzrok ponownie ku ziemi i siadając na ławce przed blokiem jego rodziców, schował kartkę z adresem swojej, jak się dowiedział, siostry bliźniaczki, ukrył twarz w dłoniach. Zaczął się zastanawiać, czy miłość, którą czuł w stosunku do Łucji nie była zwykłym zauroczeniem. Gdyby jednak tak było, nie myślałby o niej prawie cały czas. Nie miałby przed oczami wyrazu jej twarzy, jej pięknych oczu. Nie czułby jej delikatnych, różanych perfum i nie słyszałby w oddali jej śmiechu. To nie mogło być zauroczenie…
            Dawid poczuł, jak jego policzki stają się mokre od łez. Zaczął się karcić w duchu, że jest taki wrażliwy. W życiu nie miał nigdy wiele sytuacji, w których zdarzało mu się płakać. Gdy jednak takie chwile się zdarzały, były niesamowicie dla niego przejmujące. Przeczesał palcami grzywkę i skrawkiem rękawa otarł łzy.
- Jesteś debilem, jeżeli myślałeś, że to wszystko się uda. Jak mogłeś być taki głupi?  - powiedział sam do siebie i roześmiał się histerycznie.
            Usłyszał, jak bezpański kot szuka czegoś do jedzenia w pobliskim koszu na śmieci. Uświadomiło to nastolatka, że został sam. Że sam musi sobie teraz poradzić z nowym problemem – musi odnaleźć swoją bliźniaczą siostrę Patrycję, o której istnieniu nie miał pojęcia.
            Był niesamowicie zdenerwowany na rodziców, że mu nic nie powiedzieli wcześniej. Z każdą kolejną minutą nabierał podejrzeń, że może jego bracia coś o tym wydarzeniu wiedzieli. Przecież Michał musiał widzieć, że jego matka miała przez jakiś czas dwójkę dzieci, a nie jedno. Nie zastanawiał się, gdzie później podziała się jego siostra..?
            Nagły podmuch wiatru przypomniał nastolatkowi o jego nałogu. Wyciągnął z kieszeni pomiętą paczkę papierosów i zapalniczkę. Chwilę później trzymał ,,truciznę” w ustach i wdychał kojący dym do płuc, zaciągając się coraz bardziej. Czuł, jakby jego płuca miały za moment eksplodować od nadmiaru dymu, ale nie przestawał palić przesadnie mocno. Chciał, by dym przepalił jego krtań. Wprawdzie nie mógłby wtedy wyśpiewywać odpowiednich dźwięków, ale za to czułby, że zrobił wreszcie coś, na co miał ochotę od dłuższego czasu. Coś, na co nikt nie musiał mu pozwalać. Coś, co byłoby tylko jego decyzją.
- Dawid! – usłyszał głos matki dobiegający z okna na piętrze. – Chodź do domu! Jest już noc, chodź, musisz się wyspać, bo rano znowu nie będziesz mógł wstać!
- Już idę! – odkrzyknął chłopak, wstał z ławki i zaciągnął się papierosem po raz ostatni.
            Końcówka zajarzyła się na pomarańczowo, po czym odpadła, a dziewiętnastolatek wyrzucił wypalonego papierosa na ziemię i niedbale go zagasił. Wypuścił z płuc dym i odetchnął świeżym powietrzem.
            ,,Kiedyś to rzucę” obiecał sobie w myślach, po czym bez dłuższych rozmyślań wbiegł do bloku po schodach.
*
            Nic nie widziała. Czuła tylko ciepło, które zdawało się paraliżować ją od stóp do głowy. Sprawiało, że nie mogła się ruszyć. Słyszała nad sobą różne głosy, ale żadnego nie rozpoznawała. Wiedziała tylko, że wszyscy obecni w Sali, czy gdziekolwiek się znajdowała, martwią się o nią.
            Przez zamknięte powieki, które były tak ciężkie, że zdawało się, iż są zrobione z ołowiu, prześwitywały liczne światła. Dziewczyna słyszała wyraźnie powolne bicie swojego serca – miarowe uderzenia, które systematycznie wybijały ustalony rytm.
- Łucja… Łucja… - zdawało jej się, że ktoś ją nawołuje.
            Nie wiedziała jednak, czy rzeczywiście ktoś ją woła, czy może to tylko jej wyobraźnia, która zaczęła płatać jej figle.
- Łucja… - głos stawał się coraz wyraźniejszy, zdawał się dochodzić gdzieś jakby z dołu, odbijać się od ścian, jeżeli w tym pomieszczeniu w ogóle były jakiekolwiek ściany.
- Ona cię nie usłyszy, nie ma takiej opcji, więc nie masz co jej wołać – odpowiedział inny głos, który zaczął mieszać się z tym poprzednim.
            Barwa tego głosu nie była przyjemna dla ucha. Brzmiała szorstko, ostro i bardzo rzeczowo. Była jakby pozbawiona wszelkich emocji, tak służbowa, że aż raniła wnętrze człowieka. Tylko dzięki temu Łucja mogła odróżnić ten głos od poprzedniego, przepełnionego miłością i troską.
- To zróbcie coś, żeby usłyszała! Poza tym skąd możecie wiedzieć, że ona tego nie słyszy?! Siedzicie w jej głowie?!
- Nie, nie siedzimy w jej głowie. Po prostu wiemy, że ona tego nie słyszy.
- Wiecie, czy przypuszczacie? Jesteście jacyś dziwni. Jako lekarze powinniście dawać nadzieję nawet wtedy, gdy jej nie macie sami! A wy mi ją w tym momencie odbieracie! To nie jest normalne! Weź się człowieku zastanów nad tym, co ty tutaj robisz! Chcesz łapówkę? Nie mam pieniędzy, nie mogę ci nic dać! Mogę się, do cholery jasnej, zabić i wtedy weźmiecie moje serce, nerki i wątrobę! Sprzedacie je i będziecie mieli pieniądze na wyleczenie mojej siostry! Ale czy za dawanie nadziei też mam wam płacić?! Odpowiedz mi, kurwo!
            Łucja usłyszała trzask i dźwięk tłuczonego szkła. Głośne tupnięcie podpowiedziało jej podświadomości, że mógł to być dźwięk osuwającego się na ziemię człowieka. Dziewczyna nie czuła jednak żadnych emocji ani potrzeby, by otworzyć oczy i zobaczyć, co się stało. Leżała całkowicie bez ruchu, jakby pogrążona w jakimś mrocznym letargu.
- Odpowiedz! – kolejny dźwięk tłuczonego szkła i gwałtowne łapanie oddechu przez ,,nieprzyjemny głos”.
- Uspokój się gówniarzu, bo za chwilę wezwę ochronę! – wychrypiał ,,głos” i odetchnął gwałtownie kilka razy.
- Wzywaj sobie, kogo tylko chcesz, możesz na mnie nasłać nawet psy, niewiele mnie to obchodzi, ale wiedz, że jeżeli…
            Nagle głosy zaczęły zlewać się w jedno i utraciły całkowicie swoje odmienne barwy. Teraz dziewczyna nie potrafiła ich od siebie odróżnić. Mimo to, leżała nadal spokojnie, nie ruszając się i nie otwierając oczu. Nie miała na to ochoty. A może siły..?
            Nie czuła swoich rąk ani nóg, ani nawet żadnego kawałka swojego ciała. Zupełnie, jakby ono nie należało do niej. W momencie gdy głosy złączyły się w jedno, a wokół nastała przejmująca cisza, dziewczyna poczuła, że jest sama. Zaczęła się bać.
            Chciała krzyknąć, coś powiedzieć, ale nie mogła otworzyć ust i wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Chciała zawołać Kamila… Właściwie… Kim był Kamil?
            Jej bratem.
            Chciała zawołać swojego brata. Chciała otworzyć oczy i ujrzeć przed sobą swojego chłopaka, Dawida… Dawida?
            Nagle uświadomiła sobie,  że przecież nie ma chłopaka, bo on ją oszukiwał przez cały ten czas, gdy się spotykali. Że ona nie ma nikogo takiego, dla kogo chciałaby żyć. Kogoś takiego, dla kogo mogłaby się zmieniać, kogo darzyłaby miłością bezgraniczną, nie licząc swojego brata, rodziców i babci.
- Łucja… - usłyszała ponowny, cichy głos, wyłaniający się z mroku. – Zadzwonię po Dawida.
            Dawida…
            Może to tylko sen?
            Może całe życie to tylko jeden wielki, niespokojny sen?


___________________________________________________________________________




           


sobota, 17 stycznia 2015

29 rozdział

Dawid spacerował chodnikiem po przedmieściach i patrzył w świecące żółtym światłem uliczne lampy. Mijały go setki samochodów, które pędziły przed siebie szalonym tempem. Z pewnością nikt z kierowców nawet się nie zastanowił, że jadąc z taką szybkością może spowodować wypadek, w którym zginie niewinna osoba. Ludzie nie chcą się zadręczać takimi problemami, aby sobie nie psuć humoru. 
Gdybyśmy mieli pomyśleć przez moment o tym, jaka śmierć nas czeka, zaczęlibyśmy się bać życia. Unikalibyśmy wszystkiego, co ryzykowne. Sprawiłoby to, że stalibyśmy się bierni.
Dziewiętnastolatek spracerował tak co wieczór, niezależnie od tego, w jakiej aktualnie znajdował się miejscowości. Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego, postanowił ukończyć liceum, a karierę przełożyć w czasie. Mimo wszystko nadal miał ogromną rzeszę wiernych fanów, których miłość często przeradzała się w obsesję.
Stawiając kolejne kroki myślał o Łucji. Pomimo wielu starań, nie potrafił zapomnieć o tej dziewczynie, z którą przeżył niesamowite dwa miesiące wakacji. Ten krótki czas wydobył z niego wszystkie najlepsze ludzkie cechy. Chłopak zaczął postrzegać świat pod innym kątem. Łucja dała mu to, czego nie potrafiłaby zaoferować żadna inna dziewczyna.
Idąc i czując jesienny wiatr muskający włosy, Dawid naciągnął na głowę kaptur i włożył ręce do kieszeni bluzy. Zgarbił się nieco i zapatrzył w ziemię. Próbował sobie wyobrazić, że obok niego idzie Łucja.
Dochodząc do okolicznej kawiarenki, jednej z wielu w tej miejscowości, pomyślał z przerażeniem, że coraz słabiej pamięta rysy twarzy siedemnastolatki. Jedyne, co pozostało, to niewyraźne kontury, które z każdą minutą coraz bardziej zanikały.
,,Dlaczego byłem taki głupi? Mogłem zrobić sobie z nią zdjęcie. Miałbym chociaż jakąś pamiątkę” – pomyślał z wyrzutem.
Podszedł do drzwi kawiarenki i pchnął je delikatnie. Masa zimnego, jesiennego powietrza wzbiła się w powietrze i wleciała do pomieszczenia, wraz z wkraczającym tam Dawidem. Przy stolikach nie było prawie nikogo, więc nastolatek rozsiadł się wygodnie na uboczu i zdjął kaptur z głowy. Wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy i po raz kolejny nacisnął przycisk szybkiego wybierania numeru z ogromną nadzieją, że może.. Może jednak… Niestety cały czas odzywał się operator, oznajmiając, że numer jest nieaktualny.
Nagle do stolika podeszła kelnerka.
- Podać coś? – zapytała, ze znudzeniem przewijając kartki w bloczku.
- Nie, dzięki – odpowiedział Dawid i pozwolił sobie zerknąć w stronę dziewczyny.
Na oko wyglądała na siedemnaście, góra osiemnaście lat. Miała długie blond włosy, związane w wysoki kok i niebieskie oczy. Nastolatek doszedł do wniosku, że dziewczyna jest bardzo ładna i szczupła. Już chciał do niej zagadać, gdy nagle ona uśmiechnęła się delikatnie i odwróciła na pięcie, odchodząc w stronę baru.
,,Co ja robię..” – zapytał sam siebie i ukrył twarz w dłoniach.
Przypomniał sobie czasy, gdy miał piętnaście lat i podrywał każdą dziewczynę, która tylko wpadła mu w oko. Bez  zastanowienia wówczas rozpoczynał z nią rozmowę i starał się dowiedzieć o niej jak najwięcej.
Teraz tak nie potrafił.
Wychodząc z kawiarenki i ponownie włócząc się bez celu po mieście i okolicznych parkach, niespodziewanie dostał wiadomość z nieznanego numeru.
,,Dawid. Wracaj natychmiast do domu, musimy ci coś z ojcem powiedzieć. Mama”
Dziewiętnastolatek zaśmiał się pod nosem. Zapewne jego mama znowu zgubiła swój telefon i w pobliskim sklepie kupiła startówkę, pisząc z komórki ojca.
- Cała mama – westchnął i przyspieszył kroku.
Kilka minut później znalazł się pod blokiem. Wszedł po schodach do drzwi i zadzwonił dzwonkiem. Zdawało  się, że mama czekała na niego.
- Wreszcie jesteś!  - zawołała. – Dalej, chodź. Musimy ci coś powiedzieć.
- Coś się stało? – zapytał dziewiętnastolatek zaskoczony zachowaniem matki.
Agnieszka nigdy jeszcze nie była taka spięta i rzeczowa. Miała smutną minę i wyglądała na zmęczoną.
- Tak, proszę, ściągnij buty i chodź do pokoju. Tylko się pospiesz!
Mama niemalże wbiegła do gościnnego pokoju i usiadła na kanapie obok męża, który wydawał się tak samo nieswój.
- Co jest? – spytał zdziwiony Dawid i stanął w drzwiach.
Nigdy jeszcze nie czuł się tak dziwnie we własnym domu. Nawet wtedy, gdy wiedział, że rodzice będą go wyzywać, gdy jako piętnastolatek wiele rzeczy zbroił. Czuł się okropnie.
- Usiądź – powiedział tata.
Nigdy jeszcze nie był taki poważny. Nastolatek wykonał posłusznie polecenie i usiadł sztywno na kanapie, obok mamy.
- O co chodzi?
Kobieta westchnęła i chwyciła za rękę swojego męża. Uścisnęła ją, jakby rozpaczliwie dodając sobie siły i popatrzyła w oczy synowi.
- Dawid, wiesz, że urodziłeś się dziewiętnaście lat temu – zaczęła.
- Wiem, przecież chyba każdy zna swój wiek – odpowiedział chłopak ze śmiechem, starając się rozweselić całą sytuację.
Rodzice jednak nie załapali intencji syna i popatrzyli na niego z wyrzutem.
- Czy ty musisz ze wszystkiego sobie żartować? Bądź chociaż raz poważny – skarciła go mama.
- Mamy ci coś do powiedzenia – dodał ojciec. – I proszę cię, cokolwiek od nas usłyszysz, potraktuj to z pewnym dystansem.
- No dobrze… Ale o co chodzi? Wyglądacie na zmartwionych, jakbyście nie byli sobą!
- Dawid.. Urodziłeś się dziewiętnaście lat temu. Ja i Jacek nie byliśmy wtedy zamożną rodziną.
- Jaśniej? Byliśmy spłukani.
- Chcieliśmy zagwarantować Mateuszowi i Michałowi dobre warunki życia, z trudem wiązaliśmy koniec z końcem, a tu nagle się okazało, że ponownie jestem w ciąży… I to bliźniaczej.
Dziewiętnastolatkowi wydawało się, że mu się coś przesłyszało. Spojrzał ze zdziwieniem na matkę, myśląc, że coś jej się pomyliło. Ona jednak wydawała się bardzo spokojna, a ojciec także jej nie poprawiał. Czyli to jednak nie była pomyłka.
- Bliźniaczej..? – spytał cicho. – Dziewiętnaście lat temu..?
- Tak, Dawid. Bliźniaczej. Wyobraź sobie teraz moje i ojca zdziwienie, gdy się o tym dowiedzieliśmy. Już wtedy w życiu ledwie nam starczało pieniędzy na wyżywienie dwóch synów. Co by było, gdyby urodziła się kolejna dwójka dzieci..?
- Wraz z matką bardzo się przestraszyliśmy – dodał ojciec. – Gdy bliźniaki się urodziły, okazało się, że jeden z nich to chłopiec, a drugi to dziewczynka.
Rodzice dali nastolatkowi chwilę czasu na zastanowienie się, po czym kontynuowali opowieść.
- To był nasz błąd, że nie powiedzieliśmy ci tego wcześniej. Po prostu chcieliśmy o tym wydarzeniu zapomnieć… W szpitalu podjęliśmy szybką decyzję. Zatrzymamy syna, a córkę oddamy do adopcji. Nie chcieliśmy ryzykować, wychowując córkę. W wychowywaniu synów mieliśmy doświadczenie, tylko to zaważyło o naszej decyzji.
- Czekajcie chwilę, stop. Chcecie mi powiedzieć, że mam siostrę bliźniaczkę?! – zawołał Dawid, wstając z miejsca zbulwersowany. – I że oddaliście ją do adopcji?!
- Dawid, spokojnie, usiądź..
- Nie!
- To było najlepsze, co mogliśmy w tej sytuacji zrobić, zrozum. Nie poradzilibyśmy sobie, gdybyśmy mieli wychowywać i utrzymywać tyle dzieci.
- Ktoś by wam na pewno pomógł! Do cholery jasnej, trzeba było zaryzykować! – wrzasnął nastolatek, robiąc się czerwony na twarzy.
- DAWID! Opanuj emocje, pamiętaj, że mówisz do matki! – odpowiedział ojciec, unosząc się.
- Chłopcze, musieliśmy tak zrobić..
- I gdzie ona teraz jest? Gdzie teraz jest moja siostra bliźniaczka?! Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że nie wiecie, co się z nią obecnie dzieje?!
- Właśnie dlatego cię do siebie wezwaliśmy.. – zaczął zakłopotany ojciec.
-Twoja siostra nazywa się Patrycja i …
- Nie obchodzi mnie to, jak się ona nazywa! Dlaczego mnie do siebie wezwaliście i po dziewiętnastu latach łaskawie zgodziliście się wyznać mi prawdę?!
Rodzice popatrzeli na siebie zakłopotani.
- Bo Patrycja odezwała się do nas. Poszukiwała swoich rodziców.
- Żartujecie? Kiedy to było?
- Dwa miesiące temu..
- Dwa miesiące?!
- Dawid, nie chcieliśmy ci psuć wakacji… Tak dobrze się bawiłeś.. A przecież należała ci się chwila wolnego.
- Nie wmówicie mi, że to dla mojego dobra. Nie owijajcie w bawełnę. Mówcie teraz, natychmiast prawdę. W tej właśnie sekundzie. Albo stąd wychodzę.
- Dawid…
- Wychodzę – powiedział chłopak i obrócił się na pięcie.
- Czekaj! Patrycja podała nam swój numer telefonu… Jeżeli chcesz..
- Chcę.
Agnieszka i Jacek pospiesznie napisali coś na uszykowanej wcześniej kartce i podali ją zaskoczonemu Dawidowi. Nie spodziewał się, że tak łatwo pójdzie.

_______________________________________________________________________


SNAPCHAT: luxwell99


Podawajcie swoje SNAPY i zapraszajcie :) luxwell99



poniedziałek, 22 grudnia 2014

KOCHANI! :D

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, chciałabym życzyć Wam wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze! Abyście spędzili te święta w gronie najbliższych przyjaciół i rodziny! :D <3 Pamiętajcie, pogódźcie się z wszystkimi, z którymi byliście pokłóceni, koniecznie! Święta to czas przebaczania :D
Do usłyszenia w najbliższym rozdziale! :D


środa, 3 grudnia 2014

28 rozdział

,,Ku chwale spontaniczności, łapię chwile, nie ufając przyszłości!” ~ Bednarek

Kamil stanął zdenerwowany w drzwiach pokoju i wyraźnie się zaniepokoił, widząc zapłakaną Łucję, leżącą na łóżku, twarzą zwróconą ku poduszce. Zrobił nieśmiały krok naprzód i zatrzymał się, z ręką półwyciągniętą w stronę siostry.
- To nic takiego – wyjąkała Łucja, podnosząc się z łóżka.
Jej ciemne włosy, ociekające wodą, były niedbale pozlepiane, a przemoczone ubranie ściśle przylegało do ciała siedemnastolatki. Dziewczyna, starając się opanować emocje, otarła pospiesznie łzy ręką i wywinęła usta w dziwnym grymasie, który z pewnością przypominać miał uśmiech. Ściągnęła z siebie mokrą kurtkę, nie zwracając uwagi na stojącego w jej pokoju brata i rzuciła ją na łóżko. Już miała zrobić krok w kierunku drzwi, gdy nagle zauważyła przed oczami ciemne mroczki.
- Łucja.. Łucja! – zdawało się jej, że głos Kamila dochodzi jakby z oddali.
Brzmiał i brzmiał… Aż w końcu całkowicie zanikł i nastolatka nie słyszała już nic, oprócz głuchej, męczącej ciszy. Zamrugała szybko powiekami, starając się odpędzić z oczu narastającą ciemność. Ta jednak nie ustępowała. Dziewczyna zaczęła wyraźnie słyszeć bicie swojego serca. Szybkie, mocne uderzenia, które doprowadzały krew w żyłach do nieznośnego wrzenia. Nagle Łucja zaczęła gwałtownie łapać powietrze do płuc. Zdawało się jej, że za moment go zabraknie, ponieważ serce ciągle domagało się więcej tlenu. Niespodziewanie wszystko zniknęło.
Kamil, widząc, jak jego siostra upada bez przytomności na ziemię, pospiesznie podbiegł, by ją chwycić. Niestety nie udało mu się to i dziewczyna uderzyła mocno głową o wezgłowie łóżka. Z jej czoła zaczęła mocno cieknąć jaskrawoczerwona krew. Spływała po policzku i skapywała bez kontroli na jej bluzkę, barwiąc ją na czerwono. 
Przerażony chłopak chwycił w ręce bez zastanowienia poduszkę, ściągnął z niej poszewkę i przyłożył ją do czoła nieprzytomnej siostry. Ucisnął mocno, starając się niespokojnie zatamować krwawienie. Gdy zauważył, że krew wyciekająca z rany zmienia barwę na bordową, przeraził się. Wiedział, co to znaczy. Na biologii zawsze z chęcią uczył się medycyny. Jeżeli z ciała leciała bordowa krew, oznaczało to, że doszło do przerwania lub uszkodzenia jednej z głównych żył. I w takim  przypadku mówi się o krwotoku.
Nastolatek zawinął rozcięcie na czole Łucji w poszewkę, obijając się o ściany, z rękoma pobrudzonymi krwią, otworzył pospiesznie drzwi na zewnątrz mieszkania, wrócił po siostrę i uniósł ją na ramiona. Wybiegł z nią z mieszkania, nawet nie zadając sobie trudu, by je później zakluczyć. Nie zastanawiając się, zbiegł najszybciej, jak mógł, po schodach i wybiegł na zawnątrz.
Samochody nieustannie przejeżdżały przez ulicę, nawet nie zwracając uwagi na stojącego na chodniku chłopaka, z zakrwawioną siostrą na ramionach. Kamil zauważył, że poszewka zaczęła przeciekać, a krew ponownie zaczęła się sączyć ciurkiem i skapywać na ziemię.
- Stop! – wrzasnął nastolatek i wyskoczył na ulicę, uskakując przed maską rozpędzonego auta.
Kierowca nie tylko się nie zatrzymał, ale i zatrąbił klaksonem i wyminął bez uczuć zrozpaczonego chłopaka.
- Dupek! – wykrzyknął Kamil i wrócił na chodnik.
Nie wiedząc, co robić, ze łzami w oczach rozejrzał się dookoła. Od najbliższego przystanku autobusowego dzieliło go ponad kilometr. Choćby chciał, nie byłby w stanie tam dojść, z obficie krwawiącą Łucją na ramionach. Dodatkowo cały czas padał deszcz, co utrudniało sprawę.
Niespodziewanie chłopak poczuł na swoim ramieniu uścisk czyjejś dłoni. Kamil odwrócił się gwałtownie i zauważył stojącego obok w strugach deszczu jakiegoś chłopaka, najwyraźniej w swoim wieku. Krótko przystrzyżone, czarne włosy i oczy wydawały się odpychać, ale miły, lekko cwianiaczkowaty uśmiech nieweczył to początkowe, złe wrażenie, które się odbierało.
- Łucja! – krzyknął przerażony dziewiętnastolatek, gdy zauważył nieprzytomną, zakrwawioną dziewczynę.
Przyłożył dłoń do zimnego policzka dziewczyny i przytrzymał wyżej jej głowę, nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenie Kamila. Ten jednak postanowił nie robić wyrzutów nieznanemu nastolatkowi i starał się całkowicie skupić na rannej siostrze.
- Możesz mi pomóc? – zapytał gorączkowo. – Muszę się dostać do szpitala, a nie mam prawa jazdy!
Chłopak oderwał wzrok od dziewczyny i spojrzał w oczy Kamila z dziwnym błyskiem.
- Ja też nie mam prawka… Ale mój starszy brat ma samochód. On jest teraz w pracy, ale auto stoi nieużywane przed blokiem. Kiedyś uczył mnie, jak jeździć. Mogę was zawieźć.
Kamil zerwał się i natychmiast podbiegł do samochodu, który wskazał nieznajomy chłopak. Ten także podbiegł do auta i pospiesznie je odkluczył. Pomógł Kamilowi delikatnie ułożyć Łucję na tylnych siedzeniach i usiadł za kierownicą.
- Dzięki – wydyszał zmęczony, przemoczony dziewiętnastolatek, zamykając za sobą drzwi.
- Podziękujesz mi, gdy dotrzemy bezpiecznie do szpitala, bo musimy się spieszyć żeby Łucja się nie wykrwawiła, a pogoda nam widocznie nie sprzyja – odpowiedział chłopak. – Tak w ogóle jestem Nathan.
- Kamil, brat Łucji. Jedźmy już, pogadamy w szpitalu.
Są w życiu takie dni – może jest ich niewiele, ale są – gdy liczy się dla nas każda sekunda. Każda, nawet najmniejsza chwila, może przesądzić o życiu lub śmierci. To, czy wejdziemy na pasy na zielonym świetle i będziemy bezpieczni, czy zaryzykujemy i przejdziemy przez niebezpieczną jezdnię na czerwonym świetle, zależy tylko i wyłącznie od nas.
Podejmujemy decyzje – raz właściwe, innym razem mniej korzystne. Uczymy się na własnych błędach, które popełniamy. Poznajemy świat według własnych możliwości i chęci. Zakochujemy się , rzecz jasna nie zawsze szczęśliwie. Rozstajemy się, często myśląc, że to dla nas koniec. Zawala nam się świat, bojąc się, że nigdy nie poznamy równie fantastycznej osoby. Próbujemy zapomnieć, ale nie zawsze nam to wychodzi na dobre. W naszej pamięci pojawiają się luki, które staramy się zapełnić. Niestety rzadko się to udaje.
Jadąc szybko w strugach deszczu po ślizgiej nawierzchni, niebawem Nathan i Kamil dojechali pod ogromny budynek szpitalny. Nathan zagasił silnik i wybiegł z auta, pomagając bratu Łucji wyciągnąć dziewczynę. Z jej czoła cały czas leciała krew, której stale przybywało. Zrozpaczony Kamil nie czekał, aż Nathan  zakluczy samochód, tylko od razu pobiegł z dziewczyną na ramionach do szpitala.
Stanął zdezorientowany na środku przychodni, nabrał w powietrza płuca i krzyknął z całej siły:
- Potrzebuję lekarza!!!
Pacjenci zaczęli oglądać się na chłopaka. Na początku nie zauważali krwawiącej nastolatki. Dopiero po jakimś czasie zaczęli zakrywać usta dłonią, a rodzice zakrywali dzieciom oczy, by się nie przestraszyły.
Nagle chłopakowi wydało się, że w przychodni zrobiło się strasznie gorąco. Gdy podbiegł do niego młody lekarz, ubrany w biały kitel i zaczął coś wykrzykiwać gorączkowo, Kamil nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje.
Kilka pielęgniarek pospiesznie podbiegło, prowadząc przenośne łóżko na kółkach. Lekarz pomógł ułożyć Łucję na miejscu i bez słowa odwinął poszewkę z jej czoła. Oględnie obejrzał ranę, przycisnął do niej świeży bandaż i biegiem zaprowadził łóżko do sali obserwacji.
Kamil, widząc swoją siostrę, która leży bez ruchu na szpitalnym łóżku, uświadomił sobie, jak bardzo ją kocha. Zaczął żałować, że nie troszczył się o nią lepiej. Siadając na jednym z wielu krzesełek w poczekalni, ukrył twarz w dłoniach i zastanawiał się, co doprowadziło Łucję do takiego stanu. Starał się ignorować nachalne spojrzenia pacjentów, którzy pokazywali go sobie palcami.
Jedna z dziewczynek czekająca na przyjęcie przez lekarza ze swoją matką, spojrzała na rodzicielkę z pytającym wyrazem twarzy.
- Mamo, dlaczego ten chłopiec ma ręce i bluzę od krwi? – spytała. – Powinien iść się umyć.
Matka, zakłopotana bezpośredniością córki, bez słowa zaprowadziła ją do szpitalnej kawiarenki, gdzie z pewnością wszystko jej wytłumaczyła. Albo też kupiła jej jakieś ciastko, aby nie zadawała kłopotliwych pytań.
Nagle Kamil poczuł, że ktoś usiadł obok niego.
- Poznałem Łucję w szkole – powiedział Nathan, chowając telefon do kieszeni i wpatrując się w ścianę. – Ona jest niesamowita.
- Wiem. Bo to moja siostra – odpowiedział Kamil, nie podnosząc wzroku.
- Co jej się stało?
- Chciałbym to wiedzieć. Wbiegła do mieszkania zapłakana i nagle gdy wstała z łóżka, przewróciła się i uderzyła głową o wezgłowie łóżka.
Nastolatek poczuł odrętwienie kończyn – zupełnie, jakby należały do kogoś innego, całkowicie obcego.
- Mam nadzieję, że nic jej nie jest – odparł Nathan i wygodniej rozsiadł się na krześle.
Kamil poczuł, że polubił tego bezinteresownego chłopaka, który nawet nie zapytał się o zapłatę za paliwo. Dodatkowo zaczął się zastanawiać, jakie relacje łączą dziewiętnastolatka i jego młodszą siostrę.


______________________________________________________________________



sobota, 29 listopada 2014

PODPISYWANIE PŁYT DAWID KWIATKOWSKI POZNAŃ

Siemka wszystkim!! =)
Dzisiaj jeszcze nie przychodzę do Was z nowym rozdziałem, dlatego Was przepraszam, bo wiem, jak na niego czekacie ;** Jestem Wam bardzo wdzięczna, że nie tracicie cierpliwości - nowy rozdział pojawi się na 200% za tydzień w sobotę, Kochani!! =) Akcja zaczyna się rozwijać, pojawi się kilka nowych rzeczy, koniecznie monitorujcie =)

27.11.2014 roku, czyli w zeszły czwartek odbyło się w Poznań City Center, przed sklepem Saturn podpisywanie płyt przez Dawida Kwiatkowskiego! <3
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ja na ten dzień czekałam =) Zaraz po szkole poszłam do przyjaciółki, gdzie zostawiłam plecak i pożyczyłam od niej podręczną torbę. 
Udałyśmy się na stację kolejową, gdzie czekałyśmy na pociąg o 15:08. Gdy pojazd nadjechał, pożegnałyśmy się z przyjaciółką i jednocześnie w pociągu przywitałam kuzynkę. 
Razem dojechałyśmy do City Center, gdzie od razu pobiegłyśmy zobaczyć, jaka długa jest kolejka do podpisywania (była godzina 16). Przeraziłyśmy się jej długością i ilością ochroniarzy, którzy pilnowali, by żaden z fanów nie przedostał się przed podium. Zniechęcone, stanęłyśmy mimo wszystko w kolejce, która za nami zaczęła się drastycznie zwiększać.
 Wkrótce dołączyła do nas moja przyjaciółka z Lubonia, która ma dzisiaj urodziny xD ;** Nim się zorientowałyśmy, wybiła godzina 17:00 i zaczęło się podpisywanie. 
Jak się możecie domyślić, wszyscy nagle zaczęliśmy biec pod pierwsze bramki, by dostać jak najlepsze miejsce. Panował straszny ścisk i niektóre dziewczyny mdlały, a ochroniarze nie mogli sobie poradzić z fanami. ,,Odsunąć się od szyby!" ,,Do tyłu, mówię!!" ,,Bo nikt nie wejdzie!!" to tylko kilka tekstów, jakie używali. Chcieli wzywać w pewnym momencie policję, ponieważ ich nie słuchaliśmy. Podziałało jednak wzięcie przez jednego z nich magnetofonu, z którego włączał wycie syren alarmowych i, wpychając się pomiędzy fanów, robili pomiędzy nami przestrzenie, żeby było czym oddychać. 
Po 4 godzinach czekania, wpuścili nas za drugą barierkę, gdzie było o wiele, wiele lepiej. Wtedy z innymi jeszcze, nowo poznanymi dziewczynami, zauważyłyśmy, że spóźniłyśmy się na pociąg o 20:01. Podjęłyśmy szybką decyzję, że wrócimy pociągiem o 22:40. 
Godzinę później znalazłyśmy się obok Dawida i czekałyśmy na swoją kolej, na podpisanie płyty. Gdy przed nim stanęłam, zaczęłam piszczeć, a Dawid, z uśmiechem na twarzy, zapytał, dla kogo ma podpisać. Podałam mu swoje imię i powiedziałam, że czekałyśmy 5 godzin na podpisanie i  że uciekł nam pociąg. Dałam mu do podpisania także plakat, a on zapytał, czy mamy czym wrócić do domu. Powiedziałam, że mamy, wrócimy późniejszym pociągiem, a jego przyjaciel, Wrzosek, pytał mi się, skąd jestem. 
Zaczęłam z nim rozmawiać i nawet nie zauważyłam, że Dawid skończył podpisywać i chce mi przybić piątkę. Po kilku sekundach dopiero się zorientowałam, przybiłam mu piątkę i podskakując (Dawid zaczął się śmiać =D), wybiegłam przed scenę i czekałam na Paulinę i Weronikę. Wkrótce i one do mnie dołączyły i stwierdziłyśmy, że lepiej będzie wrócić do Lubonia tramwajem, a później autobusem. Z Lubonia miała nas odebrać moja mama.
Nieszczęśliwie się jednak złożyło, że po przyjeździe tramwajem na Górczyn, okazało się, że autobus odjechał nam 2 minuty temu, a my zastanawiałyśmy się, czy to nie przypadkiem dlatego, że odwiedziłyśmy po drodze McDonald xD
Postanowiłyśmy czekać na następny autobus, który jednak nie nadjechał. Weronika zadzwoniła po swojego tatę, który po nas podjechał i zawiózł nas do Lubonia, skąd moja mama odwiozła mnie i kuzynkę do domu. 
Niby wydaje się, że 5 godzin czekania to naprawdę wiele, ale wcale tak nie jest. Gdybym miała możliwość, pojechałabym na takie podpisywanie jeszcze raz <3





















Co się okazało?? Że jestem na zdjęciu Managera Dawida =) xD



A z kim z Was widzę się 19.12 na koncercie w poznańskim Eskulapie?? :D

niedziela, 23 listopada 2014

About Me

Cześć wszystkim!! :D
Na początku chciałabym serdecznie podziękować za stałą liczbę obserwatorów i ciągle wznoszące się liczby statystyk wyświetleń - są naprawdę imponujące :)
W związku z tym, że zbliżają się z dnia na dzień coraz bardziej święta Bożego Narodzenia (oglądaliście wczoraj ,,Kevina samego w domu"?), postanowiłam na tym blogu dodać dość odmienny wpis od poprzednich - wpis, w którym się pokrótce przedstawię.

Kim jestem?

imię: Klaudia 
wołają na mnie: Klaudyna, Alex, Dinuś (długa historia ;D)
nazwisko:  Jankowska
wiek:  15 lat 
wzrost: 164/165 cm
waga: nie przyznam się xd
szkoła: chodzę do klasy trzeciej gimnazjum, później planuję technikum logistyczne lub LO profil humanistyczny
kolor oczu: niebieskie
kolor włosów: ciemny blond
sylwetka: szczupła
interesuję się: dziennikarstwem (piszę teksty do lokalnej gazety), wizażem, architekturą (szczególnie zagraniczną) , szkicowaniem (budowli architektonicznych typu ,,Big Ben", zwierząt), jazdą na rolkach, łyżwach i deskorolce :)
słucham: Dawida Kwiatkowskiego (Kwiatonator od ponad roku dzięki przyjaciółce <3), koreańskiego popu (C-CLOWN) i rapu (Słoń&Mikser, Ganja Mafia, Paluch, Chada, Buka, K2, etc)
lubię: wszelkie słodkości i jogurty naturalne, cytrynę, mleko, naleśniki z musem bananowym <3
nienawidzę: wszelkich tłuszczów pochodzenia zwierzęcego, ani mięsa (nie, nie jestem wegetarianką, po prostu tego nie lubię)
ulubiony film: ,,Igrzyska Śmierci" ,,I wciąż ją kocham" ,,Nigdy więcej"
ulubiony program w tv: ,,Szkoła" , ,,Szpital" <3
rodzeństwo: dwie młodsze siostry xd
zwierzęta: pięcioletni, biszkoptowy, przerośnięty labrador który wabi się Prezes (miałam 10 lat jak go tak nazwałam xd), ważący ponad 60 kg i czteroletni labrador czarny, wabiący się Lola :)
piosenka, która ostatnio cały czas chodzi mi po głowie: ,,Bezsenność" Kajman, etc
bloguję od: dwóch lat, aczkolwiek dopiero w tym roku zaczęłam się bardziej przykładać do prowadzenia swoich blogów :)
powód założenia tego bloga: kocham pisać opowiadania, chciałam się zacząć w pewien sposób spełniać. Tak w sumie to niedługo ten blog będzie miał 1 rok (dokładnie 2 stycznia), poza tym jestem fanką Dawida Kwiatkowskiego od roku, a zawsze interesowały mnie blogi FanFic z idolami, a o Dawidzie rok temu żadnego takiego bloga nie było więc postanowiłam go założyć. I opłacało się, ponieważ został uwzględniony w Newsweek'u :)

Na koniec łapcie kilka zdjęć ;**
Do następnego wpisu!!! :D


poniedziałek, 17 listopada 2014

27 rozdział ,,Stereotyp''

,,Zamknij oczy, policz do dziesięciu, pstryczek, nim otworzysz je, życie nabierze sensu i kolory tęczy znów chwycisz bez trudu, bo życie to największe ze wszystkich cudów” ~ Buka

Po zakończeniu lekcji Łucja powoli wyszła z budynku szkolnego i niepewnie, pełna wątpliwości, rozejrzała się dookoła.                 
Uczniowie rozchodzili się w różne strony, podąrzając albo do swoich domów, albo do znajomych, zbijając się w niewielkie grupki. Nieliczni wsiedli do autobusu, który miał podwieźć ich do oddalnego o kilka kilometrów klubu dla młodzieży (jedynego w okolicy), gdzie mogli potańczyć, pozabawiać się i popoznawać nowe osoby. Była to tutaj dość powszechna forma rozrywki, ponieważ uczniowie zwykle chcieli się rozluźnić po ciężkim dniu w liceum, relaksując się przy dobrej muzyce. Rodzice nic o tym nie wiedzieli, myśląc, że ich dzieci uczą się u znajomych, pozostają na kółkach pozalekcyjnych lub też zwyczajnie nie przejmowali się, co porabia młodzież w wolnym czasie (o ile w ogóle wiedzieli, że mają wolny czas).
Ciemnowłosa siedemnastolatka stała jednak w miejscu, wyczekując na Nathana, który miał czekać na nią przed szkołą. Sprawdziła niecierpliwie godzinę w telefonie i wzdychnęła głęboko, uświadmiając sobie, że nastolatek najprawdopodobniej właśnie ją wystawił.
,,Ładnie zaczyna się nasza znajomość” – pomyślała zirytowana, podczas gdy mijały kolejne długie minuty. Pogoda ponownie zaczęła się psuć, a na niebie pojawiły się burzowe chmury, zwiastując deszcz. Ostatni z uczni wybiegł ze szkoły, trącając lekko dziewczynę w ramię.
- Sorry! – krzyknął przez ramię, nawet się nie oglądając i wkrótce zniknął za rogiem.
Nagle Łucja poczuła, że jest jej bardzo zimno. Zatrzęsła się i grubiej opatuliła czerwonym szalem. Stojąc sama pod szkołą, przy krawędzi chodnika, czuła się strasznie głupio, więc postanowiła pójść do domu sama, nie czekając na nowo poznanego dziewiętnastolatka. Niespodziewanie poczuła na swoim karku czyiś ciepły oddech. Podskoczyła przestraszona i odwróciła się przodem do chłopaka.
- Cześć  - powiedział i uśmiechnął się. – Fajnie, że zaczekałaś na mnie.
- Spóźniłeś się! Musiałam na ciebie czekać i marznąć! Mam nadzieję, że masz dobre usprawiedliwienie na początek naszej znajomości.
Nastolatka zauważyła, że coś w wyrazie twarzy chłopaka drastycznie się zmieniło, odkąd widziała go po raz pierwszy. Znikła resztka powagi z jego tonu głosu,  pojawił się niekontrolowany uśmiech, a jego ciemne oczy były jakby poszerzone. Nathan naciągnął na głowę czapkę i roześmiał się.
- Nie sądziłem, że naprawdę będziesz na mnie czekać. Nie boisz się spotkać z obcym chłopakiem? W dodatku starszym od ciebie?
- Jesteś ode mnie starszy tylko o dwa lata, to nie tak dużo. Czego miałabym się bać?
- Na przykład tego, że jestem od ciebie silniejszy i że cię uprowadzę … - zamruczał chłopak i chwycił Łucję w pasie.
Siedemnastolatka zaczęła przyglądać się Nathanowi tak samo niespodziewanie, jak umilkła.
- Przecież żartowałem! Co mi się tak przypatrujesz? – zapytał, odsuwając się kawałek od niej. – Ja się zaczynam ciebie bać.. Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha!
W rzeczywitości Łucja zauważyła, że Nathan miał takie same oczy, jak Dawid. Wpatrywała się w nie intensywnie i wkrótce zaczęło jej się wydawać, że całą tą sytuację kiedyś już przeżyła. Takie dziwne deja’vu. Pojawiło się także dziwne przeczucie, że nie powinna wdawać się w znajomość z tym chłopakiem. Coś ją od niego zdawało się odpychać. Widziała w jego oczach sztuczną radość, ale jednocześnie dziwną głębię, którą do tej pory zauważała tylko u Dawida. Wiedziała, że chłopak ma ,,swoją historię”.
,,Przecież to normalne, głupia!” – pomyślała. - ,,Przecież jak go jeszcze nawet nie poznałam!” W głębi duszy wiedziała, że nie powinna nikogo porównywać do swojego byłego chłopaka, ale mimo wszystko nie mogła się powstrzymać. Zauważyła, że szuka u niego tych samych cech, które kochała u Kwiatkowskiego i pomyślała, że to nie jest normalne. Pospiesznie wyrzuciła ze swojej głowy obraz osiemnastolatka i postarała skupić się na chwili obecnej.
- Łucja…
- Co? – spytała dziewczyna, opamiętując się.
- Masz szkliste oczy, czy coś się stało? – spytał Nathan z troską w głosie.
- Nie… Nie ważne – wyjąkała Łucja i poczuła mocniejszy uścisk dziewiętnastolatka.
- Skoro nie chcesz mówić.. Idziemy? Marzę już tylko o ciepłej herbacie i jakimś dobrym senansie na rozluźnienie.
- Seansie? – zdziwiła się dziewczyna, przystając nagle w miejscu.
- Oczywiście, zapraszam cię do siebie, obejrzymy jakiś film, trochę porozmawiamy.. No i się poznamy. No chyba, że nie chcesz. Wiesz, nie chcę wyjść na jakiegoś nachalnego typa… - powiedział Nathan i odsunął się od nastolatki, dając jej wolną przestrzeń, czym niezmiernie jej zaimponował.
- Nie mam w sumie nic przeciwko – powiedziała i zastanowiła się. – Mieszkamy kilka metrów od siebie, prawda? Muszę powiadomić brata, że…
W tym momencie tak samo nagle, jak niespodziewanie zniknęło słonce, na ziemię zaczął padać obfity deszcz, uderzając swoimi wielkimi kroplami o chodnik i odbijając się z impetem od okolicznych rynn, spadając w dół.
- Aaa!! – krzyknęła Łucja, starając się osłonić głowę rękoma przed wodą.
Nathan zaczął się śmiać, chwycił gwałtownie siedemnastolatkę za rękę i pociągnął w stronę bloku.
- Chodź, bo całkiem przemokniemy! – zawołał, po czym obydwoje, cały czas się śmiejąc, zaczęli biec do mieszkania.
Deszcz niebawem zamienił się w ulewę, niemal całkowicie przesłaniając świat szarą mgiełką. Łucja i Nathan po drodze wpadali w liczne kałuże, rozśmiewając się jeszcze bardziej. Gdy stanęli wreszcie u progu klatki schodowej, woda dosłownie z nich ściekała, tworząc niewielkie kałuże u ich stóp.
- Ale przygoda! – krzyknęła Łucja, łapiąc oddech. – Teraz nawet nie opłaca nam się wchodzić do bloku, jesteśmy tacy mokrzy, że bardziej już się nie da!
- Masz rację, deszcz już po mnie spływa! – zawołał równie wesoło Nathan i wpatrzył się w szczupłą, delikatną twarz dziewczyny.
Siedemnastolatka odgarnęła włosy do tyłu i ściągnęła z szyi swój czerwony szal. Deszcz cały czas ulewnie padał, nie przestając ani na moment. Dziewczynie zaczęło robić się zimno, więc wycisnęła odrobinę szal i ponownie się nim owinęła. Czując na swojej szyi wilgoć, roześmiała się i nawet się nie zorientowała, gdy Nathan zbliżył się do niej i chwycił jej głowę w swoje ręce.
- Jesteś niesamowita – wyszeptał i złożył na zimnych ustach dziewczyny delikatny pocałunek.
Poczuł, że Łucja nagle się spięła. Strugi deszczu spływały po nich nieustannie, jakby dopełniając pełni obrazu. Niespodziewanie dziewczyna odsunęła od siebie Nathana, rzuciła krótki, niepewny uśmiech i wyminęła chłopaka, wbiegając do bloku.
- Coś się stało? Łucja! – krzyknął i wbiegł za nią po schodach. – Mieliśmy obejrzeć razem film!
-  Innym razem – odpowiedziała siedemnastolatka i bez słowa pożegnania wbiegła do mieszkania brata.
Trzasnęła drzwiami i przemknęła tuż obok siedzącego w pokoju przechodnim brata. Ten, widząc płaczącą, przemokniętą siostrę, pobiegł za nią do jej pokoju.
- Co się stało? – zawołał, stając zdezorientowany w drzwiach.

________________________________________________________________________________
Oto i kolejny rozdział :3 Mam nadzieję, że pomimo tego, iż jest krótki, Wam się spodoba :D 
A u mnie co nowego? W sumie nic takiego. Szkoła, dom, przyjaciele ;3 Wczoraj doszła do mnie przesyłka z etui do telefonu ^^ A co u Was ciekawego?? :D
W wolnej chwili zapraszam na 
Klaudia :)