sobota, 25 stycznia 2014

2 rozdział ,,Przewiduj nieprzewidywalne"

*Łucja*
Wracając do domu babci, zastanawiałam się, jak to będzie wszystko dalej wyglądać. Czy jeszcze kiedyś spotkam tego tajemniczego i nieśmiałego chłopaka...? Przedstawił mi się jako Dawid Kwiatkowski, a przed pożegnaniem poprosił mnie, bym nikomu o tym spotkaniu nie mówiła. Nie miałam pojęcia, dlaczego. Może był jakimś dilerem, mafią lub złodziejem...? A ja pieprzoną idiotką, która uwierzyła w bajeczkę o księżniczce i księciu na białym koniu?
Zapamiętałam jego oczy - śliczne, ciemne oczy, w których mogłabym bez trudu się zagubić...
Ale czy to nie głupie? Myśleć w ten sposób o kimś, kogo spotkało się absolutnie przypadkowo? A może to było zrządzenie losu... Wygrana loteria... Nigdy nie byłam osobą, którą prześladowało szczęście. Raczej odwrotnie. Gdy na chodniku pojawiał się pierwszy lód - oczywiście ja musiałam się przez niego przewrócić i to na widoku, tam, gdzie było pełno ludzi. Gdy piekłam jakiś placek - zapominałam o tym, że blacha jest gorąca i chwytałam ją gołymi rękoma, a następnie leczyłam poparzenia. W szkole też nigdy nie byłam królową piękności, a w domu wiele osób mnie ignorowało - głównie z powodu problemów finansowych. Jedynym moim oparciem stał się brat Kamil, który teraz, jak na złość, odwrócił się od całej rodziny i zaczął na przekór całemu światu prowadzić nocne życie.
Tak więc ten cały.. Dawid.. Nie mógł być tym, za kogo się podawał. Nie mógł być zwykłym chłopakiem, który przypadkiem przechodził przez park. Wyczułam to w jego spojrzeniu - zupełnie, jakby ukrywał nieodgadnioną tajemnicę.
Wchodząc do bloku, w którym mieszkała babcia, myślałam, jak bardzo bym chciała ponownie zamieszkać w Polsce.
Te odrapane i pobazgrane graffiti ściany klatki schodowej, słabe, pożółkłe światło lamp ulicznych i nierówne ulice.
I ten niezastąpiony urok, który był taki nieprzewidywalny..!
Kochałam to.
Otwierając drzwi i wchodząc cichcem do mieszkania pomyślałam, że przecież to normalne.
Ja zawsze traciłam wszystko, co kochałam.

*Dawid*
Padłem na łóżko w dodatkowym pokoju mojej ciotki i zgasiłem światło. Była już naprawdę późna godzina i pomimo to, że miałem osiemnaście lat, i tak musiałem wracać do domu o określonej godzinie. Dzisiaj się spóźniłem i nie chcąc cioci robić zawodu z jej metod wychowawczych, przeprosiłem najgrzeczniej, jak umiałem, potulnie wszedłem do pokoju, który mi użyczyła i zgasiłem światło, by była pewna, że zasnąłem.
Ale nawet, jakbym chciał spać, to nie mogłem tego ucznić.
Cały czas przed oczami majaczyła mi postać tej dziewczyny.
Łucja... Łucja... Łucja...
Takie niecodzienne imię, które tak łatwo zapadło mi w pamięci.
Czułem się okropnie, kłamiąc jej, że jestem zwykłym nastolatkiem na wakacjach u ciotki. Mogłbym sobie to wmawiać milion razy, ale nigdy nie będę zwyczajny. Uświadomiłem to sobie jakiś czas temu, gdy grupka nieznanych mi dziewczyn podbiegła do mnie w supermarkecie i zaczęła obcałowywać moje buty oraz pisać mi na ręce swoje numery telefonów.
Sława. Coś, na czym w głębi duszy zawsze mi zależało, ale bałem się do tego przyznać. Teraz zaczęła mnie ona odrobinkę... Przerastać.
Wpatrywałem się w ciemność i zastanawiałem się, czy jeszcze kiedyś zobaczę Łucję i te jej niebieskie oczy. Z tego, co się dowiedziałem, ona jest także znana nie tylko w Polsce, ale i w Anglii. I nie wahała się mnie o tym powiadomić.
Ja natomiast zrobiłem z niej.. Głupka.
Oszukałem ją, wykorzystując fakt, że mieszkała od dłuższego czasu w Anglii i nie znała nowo wybitych się gwiazd. I czułem się z tym niewyobrażalnie potwornie.
Mógłbym tłumaczyć to sobie strachem... Strachem, który zawładnął moją podświadomością i nakazał kłamać, by nie zepsuć pięknej chwili, gdy ta śliczna dziewczyna nie rzucała się na mnie. Okropnie bałem się, że jej zwyczajność i bezinteresowność minie w chwili, gdy wyjawię jej prawdę.
Kim ja jestem, by tak potwornie traktować drugiego człowieka?
Dawid Kwiatkowski.
Jestem nikim.
Odwróciłem twarz ku zasłoniętym oknie, przez które prześwitywało blade światło księżyca. Szafki w pokoju rzucały długie cienie, jakby sięgając po mnie swoimi złowieszczymi szponami. Na moim czole pojawiły się kropelki zimnego potu, które zdawały się być dla mnie obcym ciałem. Czymś, co miałem ochotę natychmiast usunąć ze swojej skóry.
Popatrzyłem na podświetlany zegar, który wskazywał dosyć zagmatwaną godzinę. Zmrużyłem oczy i dostrzegłem, że pozostało zaledwie kilka godzin do wschodu słońca. Zeskoczyłem więc z łóżka i po omacku doszedłem do pokojowej łazienki. Uchyliłem drzwi, wszedłem do środka, zaświeciłem światło i włączyłem prysznic. Popatrzyłem na swoje odbicie w lustrze, które zdawało się z biegiem czasu rozmazywać. Zastępowała je pojawiająca się wciąż nowa para.
Nawet nie zauważyłem, kiedy przestałem dostrzegać w tym odbiciu siebie. Wesołego, lekkomyślnego chłopaka, który niegdyś miał bardzo szalone pomysły i każdego potrafił rozbawić. Który pomimo swojego nieznośnego usposobienia osiągał dobre wyniki w nauce i był jednym z najlepszych uczni w klasie. Wprawdzie wmawiałem sobie, że jestem tym samym Dawidem, którym byłem zaledwie rok temu. Ale z każdym dniem uświadamiałem sobie coraz boleśniejszą prawdę...
Z łatwością pozbyłem się ubrań i wszedłem pod gorący prysznic. Syknąłem, gdy gorąca woda zaczęła parzyć moją skórę i niecierpliwie trąciłem dłonią kurek w drugą stronę. Moment później poczułem na swoim ciele lodowatą wodę, która przyprawiała mnie o gęsią skórkę. Podłożyłem głowę pod strumień i czekałem, aż on mnie dokładnie obmyje.
Nie wiem, dlaczego, ale miałem wrażenie, że to najlepsze, co mogłem w danej chwili zrobić.

*Kamil*
Nocne kluby - to to, czego potrzebowałem.
Nowe kontakty, osoby, lewe interesy.
Całkowita zmiana życia... Trudno powiedzieć, czy na lepsze.
Kiedyś wszystko wyglądało inaczej. Owszem, rodzice mieli problemy, by nas wszystkich wyżywić, ale nigdy nie chowaliśmy wobec nich urazy. Zawsze starałem się opiekować Łucją i ją wspierać. To ja się z nią bawiłem, gdy byliśmy dziećmi. To ja pokazałem jej tą śliczną polanę pośrodku parku. To ja chodziłem na jej wywiadówki, podczas gdy mama z tatą ciężko pracowali do późna. To ja doradzałem jej w sprawie chłopaków i przyjaciółek. To ja darzyłem ją prawdziwą miłością.
I nadal darzę.
Ale wszystko się zmieniło.
Stoję przed wejściem do klubu ,,All". Wszyscy tam doskonale mnie znają, więc wykrzykują moje imię z daleka. Wiedzą, że tej nocy odbędzie się największa impreza, jakiej byli świadkami. Wiedzą, że głównym bohaterem tej hisotrii jak zwykle będę ja.
Podchodzę do ochorniarza - jakiegoś przysadzistego mężczyzny, wyglądającego na gbura. Widzę jego srogi wzrok i wciskam mu w dłoń pęczek papierowych pieniędzy. Mężczyzna odsuwa się na bok i robi mi przejście, nawet się nie zastanawiając, skąd młoda osoba wzięła taką sumę. Przekraczam próg i moje oczy uderza fala świateł i reflektorów, a do uszu dolatuje głośna muzyka dubstep. Widząc te wszystkie wymalowane osoby zastanawiam się, ile procent z nich ma w tym momencie nieczyste myśli lub złorzeczne plany dotyczące przypadkowo spotkanych osób. Wchodzę do głównej sali niewielkimi schodkami - przy tylu pijanych ludziach stopnie muszą być niewielkie. Bez trudu wypatruję wolny stolik i podchodzę do niego. Siadam na miękkim siedzeniu i przypatruję się, jak zgromadzenie tańczy.
Myślę o Łucji i o tym, że za moment się rozkręcę, a impreza razem ze mną.

______________________________________________________________________________
No to mamy drugi rozdział :) Mam nadzieję, że jest tak samo interesujący, jak jego poprzednik :) Teraz w szkole mamy naprawdę wiele nauki i nie było czasu na napisanie dalszej części. Kolejny rozdział pojawi się jakoś w przyszłym tygodniu, o ile nie będzie mrozu i antena od internetu mi nie zamarznie xD
XXX
Klaudia
Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!

sobota, 18 stycznia 2014

1 rozdział

*Łucja*
Wzorowa uczennica. Ulubienica szkoły. Ale kim ja właściwie jestem? Nie znając w pełni życia, niewiele mogę o nim powiedzieć. To tak, jakby oceniać nieznajomego człowieka. Nie jestem Bogiem, by decydować o losie innych ludzi, ani nawet o swoim. Jestem, kim jestem – początkującą piosenkarką, która uważa, że ma okropny głos i nie ma pojęcia, jakim cudem on podoba się ludziom. Swoją karierę, tak sobie przypominając, zaczęłam w wieku szesnastu lat – już rok tkwię w tym bagnie. Ale kim jestem? Niewiele obchodzi mnie to, że jestem rozpoznawana na ulicach. Że stojąc w kolejce do kasy ktoś nagle woła: ,,To Łucja!” i nagle wokół mnie znikąd zjawia się masa ludzi. Kim jestem? Napewno nie sobą.
Rozmyślałam tak, idąc ulicą w stronę domu. Miałam nadzieję, że nie natknę się na grupę fanów, która opóźni mój powrót. Prawda jest taka, że mi sława niewiele daje. Dla mnie nie liczą się pieniądze, ani prezenty, którymi jestem obdarowywana. Właściwie... Sama nie wiem, co jest dla mnie ważne. Po wygraniu konkursu w Anglii zdobyłam naprawdę sporą sumkę, którą od razu oddałam do dyspozycji rodzicom. Zwykle oni mieli kłopoty, by wyżywić mnie, moje młodsze rodzeństwo i siebie oraz by utrzymać samochód i dom. Dzięki mojej wygranej nasza sytuacja finansowa znacznie się poprawiła. Wyprowadziliśmy się z Polski do Anglii, gdzie szczęśliwym trafem mama i tata dostali dobre stanowiska pracy. Ja jednak, razem ze starszym bratem, Kamilem, okropnie tęskniliśmy do ojczystego kraju. Postanowiliśmy więc przyjechać na te wakacje do naszej kochanej babci.
Rozejrzałam się dookoła i uznałam, że dzisiaj jest naprawdę piękna noc. Właściwie aż straszna. Słyszałam jedynie odgłos moich butów, które regularnie stukały o zarośnięty chodnik. Nie wiedziałam, dlaczego ludzie osadzeni w więzieniach, w ramach kary, nie mogliby tych ścieżek sprzątać. Czasem się zastanawiałam, co by było, gdyby moje życie potoczyłoby się inaczej. Gdybym nie znalazła ogłoszenia w internecie o zagranicznym konkursie, gdyby nie namówił mnie do tego Kamil, gdyby on nie zaciągnął mnie na przesłuchanie. Wtedy pewnie nadal byłabym zwykłą dziewczyną... I może tak byłoby lepiej?
Spojrzałam we gwiazdy. Tak bardzo żałowałam, że nie umieją mówić... Wpatrywałam się w konstelacje i inne rozmaite wzory, które tworzyły i starałam się rozszyfrować ich znaczenie. Właściwie... Nie zaszkodzi mi to, że trochę się spóźnię. Kamil pewnie i tak wróci jeszcze później ode mnie i babcia nawet nie zwróci na mnie uwagi.
Skierowałam się w stronę parku, w którym niegdyś uwielbiałam przesiadywać całymi godzinami. Ledwie odnalazłam moją własną ścieżkę, którą wydeptałam będąc jeszcze dzieckiem. Lawirowałam pomiędzy drzewami, zdając się na pamięć. Niewiele przydawał mi się w tych strasznych ciemnościach wzrok. Coraz częściej napotykałam na swojej drodze jakiś niewycięty krzak. Potykając się o gałęzie i pnie myślałam, że taki zawsze miałam sen, będąc w Anglii. Wracam późną nocą do miejsca, w którym zostawiłam całe swoje serce, a nade mną rozciąga się gwieździste niebo.
Nagle natrafiłam na wolną przestrzeń, którą oświetlał blady księżyc. Była to Moja Polana, którą odkryłam jako jedna z nielicznych razem z Kamilem, będąc sześcioletnim dzieckiem. Wówczas położyliśmy się na środku polanki, pod osłoną księżyca i rozmawialiśmy na wszystkie tematy, jakie nawinęły nam się na język. Wówczas to miejsce wydawało nam się magiczne – nie mogliśmy uwierzyć, by pośrodku miasta, w zwykłym parku był taki raj. Teraz niestety wszystko się zmieniło.
Położyłam się sama na miękkiej trawie, wpatrując się w księżyc i zastanawiając się, kiedy umknęły mi sprzed nosa te wszystkie lata i wspólna miłość braterska. Kamil stał się zarozumiały i niesamowicie pyskaty – już nie nazywa mnie, jak kiedyś, swoją kochaną młodszą siostrzyczką (uwielbiał używać tego określenia). Odkąd przeprowadziliśmy się za granicę i on dostał pracę w hotelu, nasza więź uległa zniszczeniu. Sama nie wiedziałam, dlaczego. Kiedy brat przestaje kochać siostrę?
Nagle usłyszałam czyjeś głosy dochodzące z oddala i przypomniałam sobie, że muszę wracać do babci. Ona pewnie teraz zamartwiała się na śmierć, podczas gdy ja wspominałam to, co było kiedyś i nigdy nie wróci.
Wstałam z trawy, otrzepałam ubranie i wyciągnęłam z ciemnych włosów kilka zaplątanych szyszek. Z ogromnym żalem ruszyłam w stronę głównej ścieżki, w głąb parku, którą miałam dojść do domu już w kilka chwil. Przecisnęłam się pomiędzy konarami, myśląc, że kiedyś przychodziło mi to z łatwością i nie obawiałam się otarć o gałęzie.
Już wkrótce dotarłam na ścieżkę, którą ruszyłam w stronę domu. Niespodziewanie usłyszałam za sobą czyjeś śmiechy. Obróciłam się na ułamek sekundy i natychmiast tego pożałowałam. Za mną podążała jakaś grupka chłopaków, na oko w moim wieku. Byli kilka metrów za mną i z każdą kolejną chwilą wydawało mi się, że przybliżali się coraz bardziej.
Z drżącym sercem przyspieszyłam kroku, a moje myśli zawirowały w szalonym tańcu. Co teraz będzie? Co teraz będzie?
- Hej! Poczekaj! – usłyszałam śmiały głos dochodzący zza moich pleców i następnie kilka rechotów.
Nieświadomie zaczęłam biec, byle dalej od nieznajomych i byle dalej od parku, który niegdyś wydawał się taki bezpieczny.
Biegnąc, słyszałam za sobą odgłosy kroków, które także zdawały się przyspieszać.
- Nie bój się – był to głos tego samego chłopaka, co wcześniej.
Nie było z nim już najwidoczniej kumpli.
Nagle poczułam na ramieniu mocny ścisk i krzyknęłam z bólu. Nie zdążyłam zareagować, gdy nastolatek popchnął mnie i upadłam na ziemię, przygnieciona jego ciężarem. Teraz dokładnie widziałam mojego dręczyciela.
Na głowie miał szary kaptur, a na ustach okropny uśmiech. W jego oczach czaił się nieprzenikniony dystans i jednocześnie chłodna radość. Miał jasne włosy opadające na czoło, które zlepiły mu się od potu.
- Nikt mi nie uwierzy, że spotkałem Łucję Helszmit. TĄ słynną Łucję Helszmit. Masz takie śliczne, niebieskie oczy... – mówił, przysuwając swoją twarz do mojej twarzy.
Nie zwracał uwagi, że miotałam się na wszystkie strony. Zdawał się nie słyszeć mojego krzyku. A ja już wiedziałam, co chce zrobić. Z przerażeniem w oczach zaczęłam wyrywać się jeszcze mocniej, co tylko nadal nie przynosiło rezultatów. Jego usta musnęły mój policzek, a ja zamknęłam oczy, okropnie się bojąc.


*Dawid*
Szedłem właśnie przez okoliczny park, w mieście, w którym byłem na wakacjach u mojej ciotki. Rozmyślałem o wydarzeniach, które nabrały tempa rok temu, w zeszłe wakacje. Tyle się zmieniło.. Sława, fani... Pomimo wszystko nadal staram się być tą samą osobą. Nie jestem pewien, czy mi to wychodzi, aczkolwiek przyjaciele nie narzekają.
Nie łatwo jest być sobą, podczas gdy wokół mnie tak dużo się dzieje. Wszystkie te wywiady, rozdania nagród, sesje zdjęciowe... Prawie nie mam chwili tylko dla siebie. Może nie licząc nocy, które zdają się być wybawieniem.
Dziwnie się czuję, gdy będąc w mieście podbiegając do mnie fani i proszą o autografy oraz zdjęcia. Nadal nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Jeszcze niedawno byłem zwykłym nastolatkiem... A teraz osiemnastoletnim chłopakiem, młodym artystą, znanym w całej Polsce.
O Boże.
Cieszę się, że wyjechałem do ciotki, chociaż na dwa miesiące. Może zdołam odpocząć od tego ciągłego nacisku.
To jest niesamowite – być idolem i autorytetem tylu ludzi! Wszystko, co zrobię i to, kim będę oraz co tworzę, wpływa na myślenia tysiąca ludzi. Czasem, czytając komentarze pod moimi moimi wpisami na różnych portalach społecznościowych, zastanawiam się, dokąd zmierza świat. Dlaczego ludzie krytykują wszystko, co robię..? Owszem, mogliby wyrażać swoją opinię, ale tylko ją uzasadniając. Natomiast często jestem wyzywany od najgorszych po prostu za to, kim jestem i za to, że udało mi się coś osiągnąć.
Sam siebie pytam – dlaczego?
Nagle zobaczyłem przed sobą jakiś ludzi leżących na ziemi. Dziewczyna krzyczała, żeby chłopak ją zostawił w spokoju, a ten tylko się śmiał. Dotąd czytałem o podobnych sytuacjach najwyżej w książkach i w różnych artykułach, a teraz wszystko ożyło.
Stanąłem w miejscu, nie wiedząc, jak postąpić. W pewnym momencie, nie wiedząc, co robię, zrzuciłem z pleców torbę i ruszyłem biegiem w stronę nastolatków. Adrenalina zaczęła pulsować w moich żyłach, rozchodząc się po całym ciele. Impulsywnie, z nową mocą chwyciłem napastnika za jego kaptur i odciągnąłem go siłą od dziewczyny. Nieznajoma natychmiast się podniosła i otrzepała ubrania. Nastolatek jednak, nie zwracając na mnie uwagi, ponownie rzucił się ku brunetce. Stanąłem pomiędzy nimi i uderzyłem chłopaka w twarz. Gdy się skulił, ponowiłem cios, chwyciłem dziewczynę za rękę i pociągnąłem za sobą.
Jej lodowata dłoń drżała, lecz nie zwracałem na to uwagi. Musiałem zabrać ją jak najdalej od tamtego człowieka – tego byłem pewien. Prowadziłem ją pewnie, nie przestając biec. Nieznajoma w pewnym momencie wyrwała się z mojego uchwytu i stanęła w miejscu.
Odwróciłem się ku niej i spojrzałem w jej oczy.
Błękit natychmiast mnie oszołomił, a przerażenie malujące się w jej oczach tylko spotęgowało wrażenie toni morskiej. Jej ciemne włosy były bardzo potargane, a twarz brudna, ale mimo wszystko wyglądała imponująco. Wyczuwałem w jej aurze niezwykłą pewność siebie i coś, co zdawało się mnie do niej przyciągać. Zupełnie niespodziewanie zapragnąłem ją przytulić, poczuć zapach jej perfum i muśnięcie jej ust na swoim policzku.
- Dziękuję – wyszeptała ochrypniętym głosem.
Czas zdawał się stanąć w miejscu. Ona nie ruszała się z miejsca i ja nie śmiałem zrobić kroku, ani nawet nic powiedzieć. Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja. Nigdy nie byłem tak bardzo poddenerwowany, nawet podczas koncertów czy wywiadów na żywo. Wówczas wiedziałem, że jeżeli coś nie wyjdzie, będę mógł jakoś to naprawić. Ale ta tajemnicza dziewczyna zdawała się być ruchym lodem, który lada moment mógł pęknąć. Nie chciałem się do tego przyczynić. Zdziwiła mnie jednak najbardziej jedna rzecz.
Że ona nie rzuca się na mnie w podzięce i że nie błaga o zdjęcie.
Nie, żebym był egoistą. Zdaję sobie sprawę, że spotkanie idola wywołuje u większości osób ogromne i niepochamowane emocje. Ale ta dziewczyna była inna. Emanował od niej spokój.
W końcu zebrałem się na odwagę.
- Cześć... Kim jesteś? – zapytałem nieśmiało, gardząc w duchu sobą i swoją bezpośrednością.
Bałem się, że to tylko piękny sen, który zaraz zniknie. Tak bardzo się bałem...
- To chyba ja powinnam ci się o to zapytać. To ty mnie uratowałeś – rzekła.
Pomimo ochrypniętego od krzyku głosu, dawało się w nim rozpoznać nutkę melodyjności i ciągłości, która mnie zafascynowała.
- Dawid Kwiatkowski – powiedziałem, przekonany, że w tej chwili nieznajoma zacznie piszczeć z radości.
Przymknąłem oczy, lecz nic takiego nie nastąpiło.
- Miło mi. Ja jestem Łucja Helszmit – odpowiedziała i podała mi swoją dłoń.
Ująłem ją i delikatnie potrząsnąłem.
- Ale... Ty... Ja... Ty...
- Tak, jestem TA Łucja Helszmit, która wygrała konkurs piosenki młodzieżowej w Anglii – powiedziała i uśmiechnęła się, pierwszy raz od momentu poznania, a niewytłumaczalny promień rozświetlił jej twarz.
- Tak... To znaczy, tak przeczuwałem... Przepraszam, że tak się jąkałem, ale nie na co dzień spotyka się sławną osobę...
W rzeczywstości nie miałem pojęcia, że ona jest znana. Następne kłamstwa już same cisnęły mi się na usta. Toczyły się, niczym niekontrolowany słowotok. Nie mogłem nic zaradzić. A może nie chciałem?
- Szczerze mówiąc, dziwię się, że nie prosisz o autograf lub zdjęcie. Chyba, że ty też jesteś piosenkarzem. Tak wielu się ich ostatnio pojawiało, a przecież ja byłam ostatnimi czasy w Anglii i przyjechałam tutaj tylko do babci na wakacje.
- Ja... Nie jestem piosenkarzem. Jestem zwykłym chłopakiem, który akurat przechodził przez park i chciał się zabawić w bohatera – powiedziałem i zaśmiałem się nerwowo.
Zacząłem brnąć w to bagno coraz bardziej...
- To obiecaj mi, superbohaterze, że nigdy mnie nie zostawisz – rzekła Łucja i przytuliła mnie.
Moje nozdrza zaatakował zapach jej delikatnych perfum różanych i fiołkowy zapach włosów.
- Obiecuję – powiedziałem, wtulając się w jej szyję.

Nie wiedząc kiedy, zatraciłem się.

___________________________________________________________________________
No i mamy pierwszy rozdział!! Jak już wiecie, wszystkie wydarzenia opisane są fikcyjne ;)
Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!

czwartek, 16 stycznia 2014

prolog

*Łucja*
Pamiętam to dobrze. Aż za dobrze. Cała historia, zawarte w mojej pamięci wspomnienia... Chwile, sekundy, minuty, godziny, wieczność... Wszystkie wydarzenia, których wtedy byłam uczestniczką, teraz zaczęły kotłować się w mojej głowie. Z każdym kolejnym uderzeniem serca przechodzą mnie ciarki. Bum. Bum. Bum... Krew dopływa do mózgu, który zadaje mi ból... Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam? Dlaczego teraz cierpię? Leżę i myślę. A może nie leżę? Nie wiem. Straciłam zmysły. Jedyne, co mam teraz sprawne, to mózg. I to on zadaje mi największy ból. Co się ze mną dzieje? Chciałam cos powiedzieć, ale zapomniałam, jak układać usta, by wypowiedzieć słowo. Chciałam otworzyć oczy, ale byłam zbyt słaba. Myśli. Myśli kotłujące się niczym wrzątek. Bum. Ból. Bum. Krew zdaje się rozciągać moje żyły. W głębi podświadomości słyszę: ,,Żyj" ,,Żyj", ,,Nie poddawaj się". A może to tylko wymysł? Teraz wszystko wydaje się być wymysłem. Chorym wytwórem wyobraźni. ,,Łucja!". Tak się nazywam? A może nazywałam? A może to nie ja? Może to tylko mara, zakrywająca mój rozum. Nie warto wierzyć. ,,Nie poddawaj się" słyszę, ale ja już dawno się poddałam. Po tamtym wydarzeniu... Bum. Nowa dawka bólu. Nie wiedziałam, że serce oprócz życia, pompuje w nas takie cierpienie. ,,Dasz radę" - dlaczego kłamiecie? Myślę. Przecież wiecie, że nie dam. Ale mimo wszystko kłamiecie. Całe moje życie było jednym wielkim oszustwem. Zmieniło się, gdy... Bum. Czuję drżenie w okolicy serca. Zaczynam gwałtownie łapać powietrze w płuca. Duszę się. Wielka gula staje w moim gardle i zagradza przepływ powietrza. Haust, kolejny... Raz, dwa, trzy...,,Oddychaj!" Słyszę. Dlaczego mam oddychać? Nie rozumiem. Przecież łatwiej jest przestać. ,,Obiecaj, że się nie poddasz! Obiecaj!" - dobiega głos do mojej podświadomości. - ,,Proszę!". Ktoś już kiedyś mi coś obiecał. Nie dotrzymał obietnicy. Bum. Sama ze swoimi emocjami. Z myślami. Wspomnieniami. Bum. Ból. Chcę krzyczeć. Chcę wić się, ale nie mogę. Boże, pomóż mi. Bum. Nie chcę słyszeć! Wszystko się zniszczyło. Wszyscy mnie zawiedli. Bum. Wszyscy? Jacy wszyscy? Bum. Zapadam się coraz głębiej. Już nie słyszę tajemniczych głosów, nie czuję dziwnych zapachów. Przede mną roztacza się ciemność. Nieprzenikniony mrok. Bum. I nagle sobie przypomniałam.
- Obiecaj, że mnie nie zostawisz - szepnęłam resztami sił, nie wiedząc, czy naprawdę wypowiedziałam to zdanie, czy też pozostało ono tylko i wyłącznie na zawsze dla mnie. - Obiecaj.
Głucha cisza. Boże, jak bardzo bym teraz chciała słyszeć!
Bum.
Zostałam sama.