piątek, 28 lutego 2014

7 rozdział ,,Przeszłość nie umiera. Przeszłość to teraźniejszość"

,,Okres dzieciństwa nie trwa od momentu narodzin do chwili osiągnięcia pewnego wieku. Nie jest tak, że dziecko dorasta i odkłada na bok swoje dziecięce sprawy. Dzieciństwo to królestwo, w którym nikt nie umiera” ~ Edna St. Vincent Millay

*Ola*
Ustaliliśmy z Dawidem, że w razie gdyby nagle pojawiły się fanki, to ja będę je odciągać w inne miejsca. Ja, jako przyjaciółka z dzieciństwa. Mała, posłuszna Aleksandra. Głupia gąska, jak to nazywał mnie mój ojciec.
Nigdy mi się ten zwrot nie podobał, ale cóż mogłam zrobić. Byłam tylko dzieckiem, które nie miało własnego zdania.
Mimo wszystko miałam udane dzieciństwo. Praktycznie... Dwie kochające matki. Babcia Ala nigdy nie pozwoliła mi czuć się niedoceniona. Dla niej zawsze byłam na pierwszym miejscu, co niesamowicie mi schlebiało. Szczególnie, że przecież nie byłam właściwie jej rodziną.
Coraz bardziej zbliżałam się do grupki dziewczyn, które zafascynowane rozglądały się dookoła, pokazując sobie nawzajem różne domy. Wyglądały, jakby znały się od dawna i były ze sobą bardzo związane. Przypatrzyłam się lepiej i zauważyłam, że za nimi w niewielkiej odległości idzie jakiś blondyn w grzywce ułożonej pod górę.
Gdy tylko zobaczyłam jego fryzurę, na myśl przyszedł mi Justin Bieber. Nie byłam jakąś jego wielką fanką, ale tyle się o nim mówiło w telewizji i pisało w gazetach, że co nieco o nim wiedziałam.
Wkrótce znalazłam się tuż przed nimi i nadszedł czas, by nieco zamydlić im oczy.
- Cześć! – zawołałam radośnie, mahając ręką na powitanie.
Nastolatkowie popatrzeli po sobie zdziwieni, a chłopak zbliżył się nieco bardziej.
Obserwując ich zachowanie mogłam się domyślić, że blondyn nie jest z żadną związany bardziej, niż jako przyjaciel. Nie mam pojęcia, dlaczego, ale poprawiło mi to ponury nastrój, w który popadłam.
- Eee.. No cześć – odpowiedziała nieśmiało ciemnowłosa dziewczyna o jasnych oczach.
Mogłam z łatwością wyczuć zmieszanie, którego wszyscy w tym momencie doświadczyli. Tak sobie rozmyślając, gdyby mnie tak przywitała obca osoba, pomyślałabym sobie, że jest jakąś wariatką i zwiałabym od niej jak najszybciej.
Uśmiechnęłam się szerzej.
- Jestem Ola, a wy? – zapytałam.
- Ja jestem Sara, a to Klaudia, Julia i Agnieszka oraz Damian – przedstawiła ich tamta dziewczyna.
Nie wiedząc, dlaczego, miałam dziwne wrażenie, że ten cały Damian się na mnie patrzy, ale nie mogłam pochwycić jego wzroku. To było dosyć dziwne... I miłe.
Na oko grupka wydawała się być interesująca.
- Tak.. Może się dziwicie, że tak bezpośrednio.. – zaczęłam.
- Nic się nie stało. Jesteśmy tylko trochę zdziwieni, bo jeszcze nigdy nikt tak po prostu, na ulicy, nie chciał zawrzeć z nikim znajmości... – przerwała szybko szatynka, chyba Klaudia, stojąca obok Sary.
- Tak, to dość niezwykłe.. Zaszokowałaś nas – podpowiedziała jasnowłosa Julia.
Poczułam, że na moje policzki wypływa rumieniec. Postanowiłam, że gdy tylko znowu spotkam Dawida, stłukę go na kwaśne jabłko za to, w co mnie wplątał.
- No.. Ja jestem znana z szokowania. Tak sobie do was zagadałam, bo wydawało mi się, że jesteście dość fajną grupką. Chciałam wam pokazać nieco to miasto – to taki projekt szkolny. Odkrywamy tajemnice naszych miejscowości dla przejezdnych.
,,Odkrywamy tajemnice dla przejezdnych”?! Nie mogłam wymyślić czegoś bardziej kreatywnego?!
- Spoko, możemy trochę pozwiedzać, bo i tak pewnie nie znajdziemy tego, kogo szukamy, a przecież mamy jeszcze dużo czasu – powiedziała wesoło niższa brunetka, którą prawdopodobnie była Agnieszką. – Co ty na to, Damian? Tak tam stoisz cicho.
Chłopak poruszył się niespokojnie. Na oko wyglądał na jakieś osiemnaście, dziewiętnaście lat, podobnie zresztą ta Sara. Klaudia była prawdopodobnie szesnastolatką, a Julia i Agnieszka wyglądały mi na jeszcze młodsze.. Czternaście, maksymalnie piętnaście lat.
- I tak was jest większość, więc nie mam prawa głosu – powiedział i wywołał tym u nas atak śmiechu.
Wydawał się jakby stłamszony, co jeszcze bardziej mnie rozbawiło.
- Haha.. Dobra.. To może chodźmy się przejść przez główny rynek, na pewno znajdziecie tam wszystko, co byście chcieli. Apropos, jaki jest cel waszej podróży? Nie zapytałam o to, a to przecież podstawowe pytanie...
- Przyjechaliśmy zobaczyć Dawida Kwiatkowskiego – tego piosenkarza, chociaż nie wiem, po co ci to wyjaśniam. Większość osób wie, kto to taki. Sara i Klaudia wyczytały na jego twitterze, że wyjeżdża tutaj na wakacje do swojej ciotki, niestety nie mamy pojęcia, gdzie zacząć poszukiwania – powiedziała Agnieszka.
,Niestety nie mogę wam tego zdradzić’ – pomyślałam. A mądry Kwiatek mógłby nieco pomyśleć, a nie wszystko pisać od razu fankom na swoim profilu. Teraz to ja muszę ratować mu tyłek.
- Zacznijmy od rynku. Chodźcie za mną. A ty, Damian, uśmiechnij się trochę! Dziewczyny zaciągnęły cię siłą do tego miasteczka? – zapytałam ze śmiechem.
- Nie.. Ja jestem ogólnie takim przyjacielem... Poznaliśmy się z Sarą w liceum i ona przedstawiła mnie kiedyś dziewczynom. One chciały tutaj jechać, więc postanowiłem też się wybrać.
Gdy przyjrzałam się mu bliżej, wydawał się nawet przystojny. Niebieskie oczy, jasna cera, niewielki, naprawdę malutki tunel w uchu i kolczyk przy brwi.
Zawsze brzydziłam się tunelami - ,,przecież to rozrywa skórę ucha!” – mówiłam. Ten jednak wydawał się wyjątkowo uroczy i wpasowujący się w Damiana, jakby odzwierciedlając jego charakter buntownika.
- W takim razie chodźmy – rzekłam i ruszyłam naprzód, myśląc, że Kwiat nigdy mi się nie zdoła odwdzięczy
.
*Dawid*
Gdyby się nad tym zastanowić, miałem niesamowicie udane dzieciństwo i okres nastoletni, gdy to robiłem różne głupstwa, o których teraz bym nawet nie pomyślał, chyba, że w najskrytszych snach. Teraz zaistniały pewne ograniczenia, do których musiałem się stosować, pomimo mojej ,,natury kota” chodzącego własnymi ścieżkami.
Moja mama zawsze darzyła mnie ogromną miłością i dzięki niej jestem, kim jestem – można by rzec – wrażliwym człowiekiem, za co jej dziękuję po dziś dzień. Tata rozbawiał mnie każdego dnia i doradzał, jak mężczyzna synowi, co powinienem robić i jak się zachowywać w danych sytuacjach. Michał, gdy tylko wyjeżdżałem do niego, do Francji, pomagał mi przy wielu sprawach i wierzył we mnie, co było na wagę złota. Później, gdy byłem już starszym, ale jednocześnie nadal głupim nastolatkiem, Mateuszek uczył mnie odpowiedzialności. Stałem się dla niego wzorem, więc starałem się zmieniać na lepsze.
I dzięki mej rozdzince, nieco szalonej, jestem, kim jestem.
Jestem Dawid Kwiatkowski.
Biorę z życia najwięcej, jak się da i cieszę się z każdego dnia. Mam wspaniałych przyjaciół i wiernych fanów.
Czego chcieć więcej?
Teraz, gdy przedzieraliśmy się z Łucją przez jakieś krzaki w parku, szukając niewidocznej ścieżki, zaczynałem o tym myśleć.
Czego chcieć więcej?
Czego mi brakuje?
Usłyszałem radosny śmiech Łucji, gdy jakaś gałąź przez nią odchylona uderzyła mnie w głowę i zauważyłem, że jej włosy nieco się poplątały. Mimo wszystko nadal wyglądała uroczo, a w jej jasnych oczach mogłem dostrzec ogniki szczęścia.
Czego chcieć więcej?
Przedarliśmy się w końcu przez gąszcze i stanęliśmy na skraju jakiejś niewielkiej polanki. Zdziwiłem się, że pośrodku zwyczajnego, miejskiego parku może być tak piękne miejsce.
- Wow.. – wyszeptałem, gdy Łucja puściła moją dłoń i oczekiwała jakiejś reakcji.
Czego mi brakuje?
- Wiedziałam, że ci się to miejsce spodoba – powiedziała i przysiadła na trawie. – Kiedyś przychodziłam tu razem z bratem, jednak teraz wszystko się pozmieniało...
Usiadłem obok niej i popatrzyłem na niebieskie niebo. Zaczęło mi ono przypominać jasne oczy Łucji, chociaż nawet nie zauważyłem, kiedy.
Czego chcieć więcej?
Już wiedziałem.
Spojrzałem się na zamyśloną dziewczynę i wyciągnąłem z jej włosów jakiś liść. Ona zaśmiała się i potargała mi grzywkę, wytrzepując z niej igliwia.
- Może opowiesz mi coś o sobie? – poprosiłem, wchodząc na niebezpieczny grunt.
Wówczas Łucja zaczęła mi szczegółowo opisywać swoje życie. Jej niebyt bogatą rodzinę, kłopoty w kontaktach z wiecznie poddenerwowanymi rodzicami, wspaniałego brata, Kamila, jej dzieciństwo, częste odwiedziny u ich babci, spędzony czas na tej polance, propozycja brata, by zaśpiewała w zagranicznym konkursie o dużą sumę pieniędzy, która miała dopomóc ich rodzinę, niepewność we własne siły, wiara brata w siostrę, zwycięstwo, przeprowadzka do Anglii, trzy lata tam spędzone i na końcu pierwsze wakacje od czasu wyjazdu w Polsce, u babci.
Gdy mówiła mi o swoich uczuciach podczas śpiewania i o tym, co się działo, gdy wygrała, odnajdywałem w tym opowiadaniu siebie.
Dokładnie rozumiałem jej uczucia i emocje, bo w końcu sam takich doświadczyłem. Chociaż może w nieco innym wymiarze.
Moja historia zaczęła się od internetu, bo niestety nie udało mi się w Must Be The Music.
Patrząc na osobę, która znała doskonale plusy i minusy takiego życia, jakie ja prowadziłem, zaczynałem w głębi duszy krzyczeć, w rzeczywistości nie mogąc wypowiedzieć ani słowa. Chciałem jej się zwierzyć, że ja przeżywam to samo, że wiem, jak to jest być osobą rozpoznawalną. Chciałem dzielić się z nią wrażeniami – i tymi pozytywnymi, i tymi mniej przyjemnymi. Wzlotami i upadkami. Chciałem usłyszeć z jej ust słowa pociechy i zachęty do dalszego takiego życia. Chciałem to usłyszeć od osoby, która wie, która doświadczyła tego, co ja.
Ale nie mogłem na to liczyć.
Czego chcieć więcej?
I już znałem odpowiedź na swoje pytanie.
Zrozumienia.

*Łucja*
Gdy mówiłam Dawidowi o swoim życiu, miałam wrażenie, że mnie nie słucha, jednocześnie będąc pewną, że zatapia się w każdym mym słowie. To było dosyć dziwne uczucie – tak bardzo wczuwał się w moją historię, że miałam wrażenie, jakby od niego biły do mnie te wszystkie emocje dwa razy pogłębione.
Niesamowite.
Niewielu chłopaków spotkałam w moim życiu, którzy potrafili być tacy uważni.
Zastanawiałam się jednocześnie, jaką przeszłość skrywa ten tajemniczy, wesoły osiemnastolatek. Niewiele do tej pory o sobie mówił, a mnie niezmiernie ciekawiło to, kim był. Nie chciałam jednak zadać mu tego pytania zbyt wcześnie, by go nie spłoszyć.
Miałam przeświadczenie, że on nie chce o sobie rozmawiać.
Więc mówiłam mu o różnych błahostkach.
O tym, że kilka razy przecięłam sobie palec, że nie lubię gotować, chociaż często wbrew sobie to robię, że nie lubię mrozu, ani upałów, że w Anglii często pada, więc brakowało mi słońca i tym podobne. On zdawał się być niestrudzonym słuchaczem.
Nagle zechciałam podzielić się z nim całym swoim życiem i wszystkimi moimi problemami oraz radościami.
Chciałam, by dzielił ze mną każdą emocję, każdą chwilę.
A Dawid był kimś, kto zdawał się mnie doskonale rozumieć.




______________________________________________________________________________
No i oto jest wyczekiwany 7 rozdział . Jak obiecywałam, dałam więcej opisów uczuć i przemyśleń. Nadal, pomimo tylu minionych lat, od dzieciństwa TO właśnie wychodzi mi najlepiej. Pisanie. :) Chwilami potrafiłabym sie rozpisać nawet na kilkanaście stron - byłyby to moje przemyślenia z aktualnej chwili. Milion myśli na sekundę. Ale gdybym miała komuś to opowiedzieć słownie, na pewno coś bym pominęła i zajęłoby mi to ledwie kilka minut.
Tak to już jest. Każdy z nas posiada zalety i wady, talenty bardziej przydatne i mniej praktyczne.
Do mniej praktycznych można zaliczyć pisanie opowiadań na blogach - bo w końcu co ja z tego mam? Nic. Zupełnie nic.
Ale mimo to piszę. Piszę i się z tego bardzo cieszę - robię to, by spełniać siebie, swoje aspiracje i rozwijać wyobraźnię.
Nie dostaję za to ani pieniędzy, ani nie jestem jakoś szczególnie rozpoznawana, ani też nie dostaję niczego od tzw. sponsorów.
Nie wiem, czy wiecie, ale kilka miesięcy temu dostałam propozycję od wydawnictwa, bym wydała własną książkę. Zgodzili się pokryć połowę kosztów, ponieważ stwierdzili, że moje opowiadanie, które im wysłałam, ,,ma potencjał". Byłabym przez nich promowana, dostawałabym realne pieniądze i byłabym znana.
Zrezygnowałam jednak z osobistych (i nie tylko) powodów.
Bałam się, że ,,woda sodowa uderzy mi do głowy" i wówczas stracę tę pasję i przyjemność z pisania, co posiadam teraz.
I tego nie żałuję.
Piszę do lokalnej gazety, do szkolnej gazetki i prowadzę dwa blogi z opowiadaniami.
I będę pisać do końca - dla was.
Na zawsze.
Klaudia.
Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!
POZDERKI ;****
JAK SIĘ PODOBA NOWY DESIGN BLOGA?? LEPSZY OD POPRZEDNIEGO? :33

sobota, 22 lutego 2014

6 rozdział ,,Chwytaj dzień najbardziej, jak umiesz"

*Łucja*
Czas dłużył mi się niemiłosiernie, a z każdą kolejną chwilą denerwowałam się coraz bardziej. Czułam niemiły ucisk w żołądku, jakbym miała za moment zwrócić całe swoje śniadanie. Rozejrzałam się dookoła lecz żaden z przechodni nie wyglądał jak ciemnowłosy nastolatek.
Zastanawiało mnie, dlaczego właściwie nie boję się tutaj nadal przychodzić..?
Przecież wczorajszej nocy omal nie zdarzyło się coś okropnego i to w tym parku, który teraz podziwiam.
W dodatku czekam na całkowicie obcego chłopaka, o którym wiem tylko tyle, że nazywa się Dawid Kwiatkowski i że nie boi się pomóc nieznajomej osobie w potrzebie.
Ale czy jestem głupia..?
Myślę, że tak jednak nie mogę o sobie powiedzieć.
Byłabym niemądra, gdybym zrezygnowała z okazji poznania bliżej wybawcy.
Z każdą chwilą coraz bardziej żałowałam, że wygrałam ten przeklęty konkurs w Anglii i że się tam wyprowadziliśmy.
Ale nie można zmienić przeszłości, a jedynie przyszłość. Trzy lata w Anglii bardzo mnie odmieniły. Trudno jednak powiedzieć, czy na lepsze...
Nagle poczułam w ciemnych włosach powiew wiatru, który jakby szeptał mi do ucha miłe słówka.Zdawał się mówić: ,,Dobrze.. Dobra jest ta droga, którą podąrzasz..", co było całkowicie sprzeczne z moimi odczuciami.

*Dawid*
Biegłem najszybciej, jak umiałem, trzymając za rękę ledwie nadąrzającą za mną Olę. Mijaliśmy kolejne uliczki, domy, aż w końcu dotarliśmy do parku. Zwolniłem nieco, uważnie rozglądając się na boki i szukając tej dziewczyny, która tak bardzo namieszała mi w głowie.
Teraz żałowałem, że na wychowaniu fizycznym nie przykładałem się do biegania - nigdy tego nie lubiłem. W tym momencie przydałaby mi się umiejętność tych wszystkich sprinterów, którzy potrafią w niecałe kilka minut dobiec na miejsce.
- Dawid, poczekaj, daj mi złapać oddech! - dyszała Aleksandra, więc puściłem jej dłoń i pozwoliłem, by została kilka kroków za mną.
Nagle zobaczyłem ją.
Siedziała na ławce, patrząc w zupełnie inną stronę. Wyglądała na spiętą i poddenerwowaną, ale i dziwnie wesołą jednocześnie.
Moje serce zabiło szybko, gdy wiatr ponownie przeczesał jej włosy. Będąc zaledwie trzy metry od niej, czułem zapach jej pefrum.
Zwolniłem kroku i przeczesałem grzywkę, żałując, że nie zdąrzyłem jej porządnie ułożyć. Usłyszałem za sobą czyjeś kroki i zamarłem. Ola stanęła za mną i położyła mi dłoń na ramieniu.
- To ona? - spytała szeptem, przybliżając swoje usta do mojego ucha.
Przeszły mnie ciarki, czując na swej szyi jej oddech.
- Tak - powiedziałem cicho. - Tylko pamiętaj, nie mów jej, kim jestem.
Podszedłem do Łucji i zacząłem się dziwić, dlaczego ona nie patrzy w moją stronę. Zupełnie, jakbym był niewidzialny. To było dla mnie coś innego.. Nowego.. Dziwnego. Dawno czegoś takiego nie doświadczyłem. Pewnego spokoju i samotności. Przez ten jeden moment zechciałem się podzielić swoimi myślami tylko i wyłącznie z tą siedzącą na ławce, równie zamyśloną jak ja dziewczyną.
Łucja odwróciła się w moją stronę i jej usta rozciągnęły się w niekotrolowanym uśmiechu. W policzkach zrobiły jej się urocze dołki, które zaczęły mnie fascynować.
- Dawid - powiedziała i przytuliła mnie.
A ja poczułem, że świat nie istnieje.

*Ola*
Widziałam, jak bardzo Kwiat się rozpromienił gdy Łucja go przytuliła. Znając go od dzieciństwa, pomimo tych wszystkich lat, które nas ominęły, nadal mogłam wyczuć promieniujące od niego szczęście. Bałam się jednak, że to wszystko może się nie udać.
Niepotrzebnie skłamał tej dziewczynie. Ona otworzyła się przed nim, a on zwyczajnie się przestraszył. Z jednej strony jest to zrozumiałe, z drugiej jednak bardzo chamskie.
Dawid i Łucja wstali z ławki, śmiejąc się w głos z niczego. Kiedyś to my tak wyrażaliśmy swoje uczucia. Jeżdżąc koparką po piaskownicy i obrzucając inne dzieci ziemią.
To były niesamowite dni, które jednak bardzo szybko przeminęły.
- Spóźniłeś się - powiedziała nastolatka i popatrzyła na mnie pytająco.
- Eee.. Cześć.. jestem Aleksandra, przyjaciółka Dawida z czasów dzieciństwa - rzekłam i uścisnęłam rękę tamtej dziewczynie.
- Ja jestem Łucja Helszmit, miło mi cię poznać.
Zapanowała chwila ciszy, którą Kwiat postanowił przerwać.
- Tak.. Skoro się już zapoznaliśmy, to może pójdziemy się przejść na lody, a później do parku? Co wy na to? Ola? Łucja?
Chłopak zarzucił nam ręce na ramiona i popatrzył na nas.
- Nie mam nic przeciwko - powiedziała Łucja.
- I ja mogę się skusić na coś słodkiego - odpowiedziałam.
- No to super! Chodźmy, bo jestem głodny! - zawołał radośnie Kwiatkowski.
Wieczny głód nadal go nie opuścił - pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.

*Dawid*
Na początku rozmowa niezbyt się kleiła, lecz później wszystko zaczęło się układać. W pobliskiej kawiarni zamówiliśmy sobie po dwie gałki lodów truskawkowych i usiedliśmy przy stoliku. Słońce tak bardzo nagrzało ziemię, że biło od niej gorąco, niczym od grzejnika.
Przyciągnąłem sobie krzesełko stojące naprzeciwko mnie bliżej i położyłem na nim nogi.
- Nie za wygodnie ci? - zapytała z sarkazmem Ola.
- On zawsze tak? - spytała za śmiechem Łucja, co przypomniało mi o moim kłamstwie.
Nie mogąc się wyluzować przez dłuższą chwilę, odchyliłem głowę do tyłu i przymknąłem oczy. Nagle usłyszałem dźwięk mojego telefonu - jedną z wielu wspaniałych piosenek Rihanny. Szybko wygramoliłem go z kieszeni i ujrzałem zdjęcie mojego managmenta z podpisem: ,,Igor".
Bez namysłu wcisnąłem czerwony przycisk i znów wszystko ucichło. Na wszelki wypadek wyłączyłem cały telefon, by Igor nie dzwonił do mnie w tej chwili.
- Kto to był? - spytała ciekawie Łucja, wycelowała i wrzuciła papierek do kosza na śmieci.
Ola spojrzała się na mnie znacząco, a ja kiwnąłem głową w nadziei, że Łucja nie zauważy naszych gestów.
- Moja mama - skłamałem. - Chciała się pewnie zapytać, co robię. Oddzwonię do niej później.
Przerażało mnie to, że kłamstwa wychodziły z moich ust coraz łatwiej. Niczym słowotok, którego nie potrafiłem zatrzymać.
Wielu ludzi zarzucało mi gadatliwość, ale nigdy nie brałem tego do siebie, na poważnie. Teraz pożałowałem, że nie słuchałem Michała, który doradzał: ,, Może się trochę przymkniesz.?".
Nagle zauważyłem wychodząca zza rogu grupkę dziewczyn. Dwie z nich miały ciemne, długie włosy i były dosyć wysokie, jedna wyglądała na blondynkę i jedna na szatynkę. Ich głosy były słyszalne aż tutaj, kilka metrów dalej. Nie mogłem jednak doczytać, co pisze na ich koszulkach, które wyglądały dziwnie znajomo...
- To.. Czym się interesujesz? - spytała Ola.
- Nie mam zbyt wielu hobby.. Jeżdżę na łyzwach, śpiewam, chociaż uważam, że nie mam talentu i coś od czasu do czasu rysuję. A ty? - odpowiedziała Łucja.
Cieszyłem się, że dziewczyny się poznają. Zależało mi na tym.
- Na pewno umiesz ładnie śpiewać! Dawid opowiadał, że wygrałaś konkurs w Anglii. To nie małe osiągnięcie. Ja nie mam żadnego hobby, chyba, że nie licząc jazdy na deskorolce.
Zdjąłem nogi z krzesła i poprawiłem się na siedzeniu. Coraz bardziej zaczynały mnie intrygować tamte dziewczyny..
- Żartujesz?! Zawsze chciałam się nauczyć jeździć na deskorolce! Nigdy jednak nie miałam żadnego nauczyciela...
- Ja cię mogę nauczyć. To jest bardzo proste, wystarczy nauczyć się utrzymywać równowagę.
- Jak na łyżwach?
- Nie wiem, nigdy nie jeździłam. Za to wiem, że nie można się bać.
Po dłuższym wpatrywaniu się w tajemnicze napisy wreszcie je odczytałem: ,,9893" i ,,Na Zawsze". Zerwałem się z krzesła, przewracając je i skuliłem się za Olą.
- Fani - szepnąłem jej do ucha, a ona już wiedziała, co ma zrobić.
- To wy może idźcie na ten spacer, ja nie mam jednak ochoty. Bardzo smakowały mi lody i cieszę się, że cię poznałam.. Teraz jednak muszę już iść. Obiecałam mamie, że będę o umówionej godzinie.
Nawet, jeżeli Łucja była zdziwiona naszym zachowaniem, to starała się to ukrywać. Wstała ze swojego miejsca i ignorując fakt, że nadal chowałem się z Olą, odpowiedziała ze stoickim spokojem:
- Ok, ja też się cieszę z naszego spotkania.
- Fajnie, super.. Eee.. Chodźmy już - powiedziałem i pociągnąłem dziewczynę za rękę w przeciwnym kierunku.
Ola ruszyła przed siebie, prosto w stronę fanek.

_____________________________________________________________________________
Już niedługo pojawi się więcej postaci ;) Mam nadzieję, że zdołałam Was zaciekawić:) Czy mam coś zmienić w opowiadaniu lub blogu?
Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!



poniedziałek, 17 lutego 2014

Coś od siebie

Yeloo, skarby ;**
Ostatnio uwierzyłam w siebie, mając w głowie teksty piosenek Dawida i udało się . . .
SPRÓBOWAŁAM JEŹDZIĆ NA ŁYŻWACH NA POCZĄTKU FERII!!
polecam xd
Spodobało mi się i teraz codziennie do dziś organizuję sobie podwózki na lodowisko, bo to... pokochałam.
Filmik z dzisiaj:
video

Nauka musi być ;3

Szczególnie te nowe znajomości xd
Tak jakoś fajnie się jeździło tyłem, mijając się na zmianę z jakimś chłopakiem, który też zajebiście jeździł. I ta Święta Krowa na środku lodowiska, krzycząca: ,,UWAŻAAAAAJCIE, JAK JEŹDZICIE TYŁEMM!" no jakaś masakra no XD Przez nią nie można było trików robić -.-
Nie ważne, że ten chłopak wleciał na nią... Nie ważne, że musiał ją mąż łapać.. Nie ważne XD
Bo ,,Mów mi jaaak, mów mi jaak, ja swoje wiem, mów mi jaak, mów mi jaak, zrobie co chce" XD
A teraz narka, wpierdzielam Rafaello, prosiłabym, żebyście komentowali te rozdziały bo cos mało tego xd



sobota, 15 lutego 2014

5 rozdział ,,Strach to paraliż szczerości"

*Kamil*
Wszyscy mi się dziwili, gdy w wieku szesnastu lat zacząłem tańczyć na przerwach szkolnych. Do muzyki, która leciała ze szkolnego radia, z komórki, MP4... Tańczyłem wszędzie i zawsze. Tylko nie w domu.
Nie wiedzieć, dlaczego, zawsze bałem się reakcji rodziców na to, że moją pasją jest taniec. Nigdy nie byliśmy bogatą rodziną, ale mimo wszystko mama z tatą bardzo kochali mnie i Łucję. Otaczali nas najlepszą opieką, na jaką było ich stać. To samo dotyczyło nauki.
Nieźle musieli się natrudzić, by zerowego ucznia przyjęto do jednego z najlepszych liceów. Zależało im na tym, byśmy wykształcili się maksymalnie, jak jest to możliwe. Wiedzieli, że w dzisiejszych czasach do dobrej pracy przyjmują przede wszystkim ludzi wykształconych.
A ja zacząłem brnąć pod prąd.
Przestałem przykładać się do nauki i swoją uwagę skupiłem na tańcu, oczywiście robiąc to jak najbardziej skrycie.
Bałem się, że któregoś dnia prawda wyjdzie na jaw.
Nagle, przeglądając strony internetowe w poszukiwaniu taniego kursu tańca, znalazłem ogłoszenie o jakimś zagranicznym konkursie piosenki młodzieżowej. W Anglii.
Wiedząc, że moja siostrzyczka pięknie śpiewa, namówiłem ją na ten pomysł i razem pojechaliśmy, by spełnić jej marzenie.
No i się udało.
Hojna nagroda pozwoliła nam zamieszkać w tamtym kraju i utrzymywać tam całkiem dostatnie życie. Przy okazji szczęśliwie się złożyło, że ojciec znalazł dobrze płatną pracę, więc nasze życie od tamtego momentu się zmieniło.
A ja nadal marzyłem o tańcu.
W Anglii dostałem się tylko do podrzędnej szkoły, ponieważ mają tam zupełnie inny program nauczania, niż w Polsce. Jeszcze bardziej opuściłem się w nauce i nie przykładałem się do zajęć pozalekcyjnych. Ale jedna rzecz się nie zmieniła. Nadal, ze słuchawkami w uszach, tańczyłem. Na każdej przerwie. W każdej wolnej chwili. Nie przejmowałem się spojrzeniami innych ludzi. Nie miałem w tej szkole dobrych kolegów.
Prawdziwych znajomych miałem wśród osób uczęszczających do nocnych klubów, do których przybywałem regularnie. Nie tańczyłem jednak na rurze i nie byłem striptizerem. Było to dla mnie coś nie do pomyślenia.. Po prostu bym tak nie potrafił.
Tańczyłem więc co noc tak, jak potrafiłem, na każdej imprezie. Zwykle wstrząsałem parkietem i otaczającymi ludźmi. Zachęcałem ich do tańca i ożywiałem atmosferę, za co dostawałem całkiem niezłe dochody od właścicieli klubów.
Realizowałem się.
Ale nie mogłem o tym opowiedzieć ani Łucji, ani rodzicom, ani babci.
Nie mogłem.

*Łucja*
Wyszłam na dwór i odetchnęłam świeżym powietrzem, rozkoszując się ciepłem lata. Niewiele myśląc, zaczęłam biec w stronę parku. Kompletnie nie przejmowałam się tym, że może się tam znajdować ten sam napastnik, który wczoraj chciał się do mnie dobrać. W tym momencie liczyła się dla mnie obietnica Dawida: ,,Nie zostawię cię”.
Nie znałam go jednak i dlatego na dzisiaj, tuż przed rozejściem, umówiliśmy się na mały spacer. Dokładnie za pół godziny miał się zjawić w parku, na jednej z ławek. Ja chciałam być nieco szybciej, by przygotować się emocjonalnie.
Wkrótce dotarłam do parku, weszłam na ławkę i usiadłam na poręczy, jak to zwykle robiłam. Pod drodze mijało mnie wiele osób, żyjąc swoim życiem. Obserwując ich, można się było wielu rzeczy domyślić. Bo życie prywatne niewiele różni się od publicznego.
My żyjemy swoim życiem, nawet nie wiedząc, że ktoś, kto stoi obok nas może nas przejrzeć na wylot. Poznać nas, chociaż my nie będziemy znali drugiego człowieka.
Nagle, głośno rozmawiając, minęła mnie jakaś podekscytowana grupka dziewczyn. Wyglądały na oko na jakieś nastolatki-turystki. Wszystkie miały plecaki lub torby, a w rękach telefony komórkowe. Rozglądały się dookoła tak energicznie, że trudno było nie zwrócić na nie uwagi.
- Sara! – zawołała jedna z nich do najbardziej opanowanej, ciemnowłosej dziewczyny. – A wiesz, gdzie on mieszka?
- Nie, dlatego musimy się dowiedzieć. Przecież po to tutaj przyjechałyśmy taki kawał z Poznania – odpowiedziała Sara i uśmiechnęła się.
- Ciekawe, czy będziemy mogły prosić o autograf i zdjęcie... – podjęła wątek jeszcze inna nastolatka.
Fajnie. Fanki.
Ale czyje..? Czy w tym niewielkim mieście mieszkała jakaś słynna gwiazda? Może moja babcia wiedziała... Ale nie. Zwykle nastolatki nie interesują się starszymi gwiazdorami, a babcia pewnie takich by tylko kojarzyła.
Już miałam pójść w ślad za tamtymi dziewczynami, by podsłuchać, o kim rozmawiają, albo chociaż im się prosto o to zapytać z czystej ciekawości, ale się powstrzymałam. Na pewno wkrótce się tego dowiem, a teraz miałam czekać na Dawida.

*Ciotka Ala*
Wiedziałam, że Olcia i Dawidek bardzo się ucieszą ze swojego spotkania, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo. Zaraz po zjedzeniu śniadania poszli do pokoju Dawida, gdzie pewnie był niezły bałagan i siedzą tam przez cały czas, słuchając muzyki, śmiejąc się i rozmawiając.
Jestem taka radosna, że mogłabym skakać. Pierwszy raz od kilku lat...

*Ola*
Było wspaniale. Byłam naprawdę w swoim żywiole. Uwielbiałam rozmawiać z Dawidem. Każde zdanie przez nas wypowiedzane kończyło się śmiechem.Nagle jednak opdłam na jego łóżko i usłyszałam jakiś zgrzyt. Podwinęłam kołdrę, która leżała niemalże na ziemi i zajrzłam pod kanapę, nie zwracając uwagi na ostrzegawcze spojrzenia Kwiatkowskiego.
- Woow – powiedziałam, widząc porozwalane ubrania, zupełnie, jakby ktoś je tam celowo wrzucił. – Dawid? Wytłumaczysz to jakoś?
- No bo wiesz... Nie miałem ostatnio czasu i w ogóle... Czuj się jak u siebie – powiedział osiemnastolatek i przeczesał palcami grzywkę.
- Każda wymówka jest dobra. Nie wiedziałam, że nadal jesteś takim bałaganiarzem. Wiele się nie zmieniłeś. Nie licząc sławy i .. Fanek – mówiłam, wyciągając ubrania spod łóżka i składając je w kostkę.
Kątem oka zauważyłam, że Dawid rozsiadł się wygodniej na fotelu i położył nogi na stole.
- Kwiatonators – poprawił mnie i zajął się pisaniem SMS-a.
Zauważyłam pewien dystans, który zaczął nas rozdzielać.
- Yhm – odparłam.
- Ty też jesteś moją fanką?
- Co proszę?
- Ty też jesteś moją fanką? – powtórzył pytanie z ognikami w oczach.
- Ja... Jestem twoją przyjaciółką. Ja...
- Ok, ok, wiem, tylko się z tobą chciałem trochę podrażnić... Kiedyś zaśmiałabyś się z tego.
- Kwiat. Kiedyś nigdy byśmy nie pomyśleli, że będziesz sławny. Chyba, że dla zabawy.
- No w sumie masz rację. Niby nic się nie zmieniło ale jednocześnie wszystko uległo przemianie.
Ponownie zapanowała cisza, gdy Dawid nagle wykrzyknął:
- Fuck! Jestem spóźniony! – krzyknął histerycznie, spadł z krzesła i szybko się pozbierał.
Gorączkowo wpakował swój telefon do kieszeni i zwrócił się do mnie:
- Ola, chodź ze mną! Poznasz Łucję Helszmit, taką dziewczynę, którą...
- Zaraz zaraz. TĄ Łucję Helszmit? – spytałam zdezorientowana, zaczynając się szykować do wyjścia.
- Tak, ale muszę ci wszystko wyjaśnić, zanim dojdziemy do parku.

*Dawid*
Niemal przeżyłem zawał serca, gdy zobaczyłem godzinę na moim iphonie. Okazało się, że spóźniam się na spotkanie już ponad dwadzieścia minut. Owszem, często się spóźniałem, ale tym razem nie chciałem niczego spieprzyć.
Na szczęście Ola zgodziła się pójść ze mną i nie zadawała zbędnych pytań, cierpliwie czekając, aż sam jej o wszystkim opowiem.
Trochę się zdziwiła, gdy dowiedziała się o moim ,,bohaterskim” czynie i o tym, że Łucja nie wie, iż jestem znany bardziej, niż przeciętny nastolatek.
Z pewnością gardziła moją tchórzliwą postawą, ale ja nie chciałem niczego niszczyć...
Bo się bałem.


______________________________________________________________________________
Mamy 5 rozdział!!!! Mam nadzieję, że się spodoba :33 Starałam się, pisząc go, ponieważ Wszystko Dla Przyjaciółki Sary :***. Spokojnie, dotąd nie miałam zbytnio czasu dodawać new rozdziału, bo jeździłam na łyżwy, 13 lutego wyprawiałam urodziny dla przyjaciół (był sztoooos XD , roznieśli mi pokój no :( XDDDD), a dzisiaj sobie mam urodziny XD Jestem już staraaaaraaraaaa xd Caaałe 15 lat xd Tak jakoś szybko to zleciało. No i nauczyłam się jeździć na łyżwach juuż całkiem spoko - niedługo może wstawię filmik ;3 Rozwaliła mnie dzisiaj jakaś dziewczynka w bluzce w paski. ,,Ejj! Zobacz! Ona jeździ tyłem, też tak chcę!" i próbuje mnie naśladować XD PRÓBUJE. ale cóż, każdy musi się od kogoś uczyć, co nie? ;)
Fajnie być wzorem xd
Starszym xd
15 letnim xd
Pozderki ;***
SARA SPOKOJNIE - NEXT ROZDZIAŁ ZA TYDZIEŃ XD
DLACZEGO SPIERDOLIŁO MI SIĘ YOU TUBE?? ZEPSUŁAM YOU TUBE :((((((((
Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!

niedziela, 9 lutego 2014

4 rozdział ,,Przeciwnościami losu dąrzysz, ale nigdy się nie poddasz"

*Dawid*
Już nie mogłem się doczekać przyjazdu Oli. Wbiegłem do mojego pokoju w podskokach i zobaczyłem ogromny bałagan. Mnóstwo rzeczy, które sobie ostatnio kupiłem, leżało na ziemi. Teraz zaczęły przypominać góry, piętrzące się aż do sufitu - jak mogłem tutaj przyprowadzić Olę - moją przyjaciółkę z czasów dzieciństwa?
Załapałem się za głowę i pożałowałem, że nie ma w pobliżu mamy, która oczywiście wypomniałaby mi bałagan wczesniej.
Samodzielność.
- Uff... - odetchnąłem i zabrałem się za sprzątanie biurka.
Wyrzuciłem do kosza na śmieci puste pojemniki po pizzach, chipsach, napojach i zgarnąłem okruszki na bok. Przeraziłem się, gdy tuż obok mojego łóżka zobaczyłem brudny kubek po herbacie, najwyraźniej sprzed tygodnia.
- No.. Trochę bałaganiarski to ja jestem - przyznałem, wrzucając ubrania jak popadnie do szafy.
Miałem pewność, że gdyby właściciel sklepu 9893 zobaczył teraz, jak dbam o bluzy przez niego projektowane, załamałby się.
Schowałem laptopa do torby, który stał na tym samym miejscu na łóżku od kilku dni pobytu u ciotki. Nigdy nie lubiłem pięćdziesiąt razy wyciągać go z ,,kryjówki", czasem nie mogąc zresztą go znaleźć, więc ulokowałem go na widoku.
Przez cały czas, gdy ogarniałem pokój i siebie, przypominałem sobie o Łucji Helszmit.
Ona była naprawdę piękna.
Ciemne włosy i niebieskie oczy utkwiły w mojej pamięci naprawdę głęboko.
Czy to tylko zbieg okoliczności?
Była taka piękna, cicha i spokojna noc...
Wracałem właśnie z oględzin miasta, w którym mieszkała ciocia. Bardzo dużo się tutaj zmieniło i nieco się zgubiłem. Na domiar złego nie spotkałem nikogo, kto wskazałby mi kierunek do mieszkania cioci Ali. Nagle zobaczyłem park, po którym kiedyś chodziliśmy z mamą i tatą oraz Michałem na spacery. Postanowiłem przejść przez niego i przypomnieć sobie drogę powrotną, co na szczęście nastąpiło zaraz po minięciu bramy wprowadzającej.
Wówczas przyspieszyłem, nie chcąc natknąć się na fanki.
Nie, żebym ich unikał. Po prostu nie chciałem mieć opóźnionego powrotu do domu bardziej, niżli to by było konieczne. Poza tym wczorajszego dnia kompletnie nie miałem ochoty na zdjęcia i autografy oraz wysłuchiwanie komplementów.
To się czasem staje strasznie uporczywe. Potrafię nawet kilkaset razy usłyszeć ,,Kocham Cię, Dawid!" jednego dnia. Na początku wydawało mi się to słodkie, urocze i bardzo oddane... teraz także, ale co za dużo słodyczy, to niezdrowo.
Kolejnym minusem jest to, że wiele osób bierze ze mnie przykład... A ja, jak na pozytywny autorytet przystało, muszę uważać na to, co robię i co mówię.
Chwilami tęsknię do stanu, w którym byłem kiedyś.
Umiarkowana sława, kilku wiernych fanów, którzy jednak zachowywali pewne granice przyzwoitości i beztroskie życie nastolatka.
Teraz jestem dorosły.. Dorosły.. Dorosły.. Tak wiele jest w tym słowie powagi. W samym słowie. A co dopiero w życiu..!
Nie chcę się zmieniać - odradza mi to wielu fanów. Piszą ,,Dawid, nie zmieniaj się!". Ja nie chcę się zmieniać, ale chwilami tego nie kontroluję. Jakby nie patrzeć, w młodym wieku zacząłem swoją karierę. Taką PRAWDZIWĄ karierę piosenkarza i artysty. Bo sławę miałem dzięki photoblogowi i coverom. I przyjaciołom.
W te wakacje postanowiłem odpocząć. Ostatnio bardzo ciężko pracowałem przez cały rok, starając się dawać z siebie wszystko, co jednak doprowadziło mnie w pewnym momencie do wyczerpania. Jednak jestem tylko człowiekiem. I człowiekiem być muszę.
Po pracy, jak każdy inny normalny człowiek, odpoczywać, a nie na siłę do późnej nocy siedzieć przed komputerem, prowadzić blogi, ask, twitter, instagram, facebook... Myślałem, że dam radę. I dam. Teraz tylko wiem, że mam jakieś słabości i dzięki nim chcę się stać silniejszy.
Tak sobie myślałem, gdy nagle zauważyłem jakiś ludzi się szarpiących...
No i później poznałem Łucję.
Uciekliśmy od napastnika...
I obiecałem jej coś.
Właściwie dlaczgo obiecałem coś obcej osobie?
Utonąłem w jej niebieskich oczach i się zatraciłem - tak, na pewno wtedy nie myślałem zbyt wiele.
Obiecałem jej coś, czego nie mogę dotrzymać.
Obiecałem, że nigdy jej nie zostawię..
Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi, co wyrwało mnie z rozmyślań. Rzuciłem na podłogę wszystko, co trzymałem w rękach i pożałowałem, że nie ma przy mnie Mateuszka, który może by mi pomógł w sprzątaniu.
Spanikowany, usłyszałem, jak ciocia Alicja wita Olę z radością, zachęcając jednocześnie, by przeszła do kuchni na śniadanie.
Kopnąłem upuszczone rzeczy pod łóżko i starannie ułożyłem pościel tak, by nie było widać bałaganu. Spojrzałem w lustro, machnąłem głową, układając grzywkę na jej pierwotne miejsce i wyszedłem z pokoju.

*Ola*
Jako córka najlepszej przyjaciółki pani Ali, poznałam ją, gdy byłam jeszcze malutkim dzieckiem. Ona się wtedy mną także opiekowała, jakbym była jej wnuczką, ponieważ sama nie mogła mieć dzieci.
Tolerowałam to i nawet mi się to podobało.
Miałam jedną babcię więcej.
I to jeszcze taką kochaną!
- Olcia! - zakrzyknęła babcia, gdy zobaczyła mnie w progu. - Ależ ty wyładniałaś! Dawno się u nas nie było!
,,Nas" - przyzwyczajenie, które pozostało jej po śmierci męża.
- Tak, babciu, przepraszam - powiedziałam i przytuliłam babcię Alę. - Nie miałam kiedy przyjechać... Zaczęłam dodatkowo pracować i jeszcze ta szkoła...
- Ale nic się nie stało! Nic się nie stało! Wchodź, przygotowałam śniadanie!
Weszłam posłusznie do kuchni, czując się nieco nieswojo. Odgarnęłam długie, jasne włosy z czoła i rozejrzałam się ciemnymi oczami po pomieszczeniu. Kiedyś tak je uwielbiałam!
A teraz czuję się w nim obco.
Usiadłam na krześle i spojrzałam zdziwiona na trzy talerze stojące na stole. Kto tu był jeszcze?
- Ola! Kochana! Zapomniałam ci powiedzieć, ah! Ta moja skleroza! Dawidek jest u mnie na wakacjach! Daaawid!!
Odwróciłam się do drzwi z pokoju, w których lada moment pojawił się Dawid.
Moje serce zabiło szybko.
Bardzo szybko.
Dawid Kwiatkowski nie był tym dawnym, malutkim chłopaczkiem, z którym bawiłam się samochodzikami i biegałam wokół bloku. Może się to wydawać historią jak z bajki, ale taka właśnie była rzeczywistość. Nasza rzeczywistość.
Kwiat był dosyć wysoki i miał ściętą grzywkę - takiego go właśnie znałam ze zdjęć, z internetu, z teledysków i nagrań.
A w rzeczywistości nadal widziałam te ogniki w jego oczach, tą niezwykłą chęć życia i robienia szalonych rzeczy i przede wszystkim ten uśmiech..
On się nigdy nie zmieni.
- Ola? - zapytał z uśmiechem, podszedł do mnie i podał mi rękę.
Zignorowałam jego gest i przytuliłam go - nie widzieliśmy się dobre kilka lat!
Ciekawiło mnie, co on sobie o mnie pomyślał. Czy także analizuje moje rysy twarzy i zgaduje, co się we mnie zmieniło, a co nie.
- Dawid.. - wyszeptała ze łzami w oczach. - Wyrosłeś.
Osiemnastolatek zakasłał ze śmiechu.
- Ty też... I urosły ci włosy.
- Tobie nie. Byłeś u fryzjera?
- Nawet nie wiesz, ile razy.
- Pewnie gdy grałeś w teledyskach lub miałeś jakieś wywiady, sesje zdjęciowe... Tyle się w twoim życiu wydarzyło. Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że zwykły chłopak, który lepił ze mną babki z piasku i jadł je, zostanie sławnym piosenkarzem.
Zapadła chwila niezręcznego milczenia - typowe dla dwóch osób, które ominęły pół swojego życia.
- Dobrze, dzieci, później pogadacie, a teraz Olcia musi zjeść śniadanie.

*Dawid*
Minęło tyle lat, tyle wydarzeń nabrało tempa, ale tutaj, u cioci Ali, wszystko wydaje się dokładnie takie same, jak sprzed lat.

*Łucja*
Nie miałam pojęcia, dlaczego, ale wydawało mi się, że coś zaczęło się zmieniać... I jeszcze te myśli... Obietnica...
,,Nigdy cię nie zostawię"
Wiem, że nie zostawi.
_______________________________________________________________________________
Aaa oto i 4 rozdział!! :-) W.R.E.S.Z.C.I.E. Albo nie miałam dotychczas czasu, albo nie miałam ochoty - teraz jednak się postarałam, usadziłam tyłek przed komputerem i opłaciło się! :D Myślę, że to dzięki ostatnim wydarzeniom.
W poniedziałek byłam u przyjaciółek, by robić projekt edukacyjny, ale skończyło się na tym, że jeździłyśmy na rolkach (pomimo śniegu), projektowi poświęciłysmy tak z godzinę, zeżarłyśmy chruściki i takie coś chruścikopodobne z dżemem, na wieczór byłyśmy na dłuuuuugim spacerze, nad jeziorem i nie tylko (to ,, nie tylko" łączy się z leżeniem na śniegu kilka razy, ataki głupawki i moje wykrzykiwanie ,,Weronika!!" pod jej domem - nawet pomachała z okna, co chyba oznaczało ,,Idźcie już sobie, bracia słyszą" XD). Od wtorku do czwartku jeździliśmy na łyżwy do Grodziska, a w jakiś dzień w tym tygodniu dowiedziałam się o 21 przez Fb, że gdzieś był jakiś wypadek i że mógł on dotyczyć moich przyjaciółek i kolegi oraz dziadków przyjaciółki, bo wracali oni z występów. Oczywiście się zdenerwowałam, zadzwoniłam do przyjaciółki i okazało się, że to prawda, ale że na szczęście nic poważnego się nie stało. Ale zawał u mnie był i mega, mega wielki strach. Byłam tym wydarzeniem przygnębiona przez cały kolejny dzień. Wczoraj była u mnie kolejna przyjaciółka (właściwie moja siisss Kwiatonators) z Lubonia i była zwaaała XD Nie Ma To Jak Omegle Weronika ;**** Dzisiaj siedzę w domu i się cholernie nudzę - może to pchnęło mnie do napisania tego rozdziału, nwm. Wiem, że mam ochotę na słodkie.
Teraz.
Now.
Czeeść idę okupywać sklep ;******

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!

wtorek, 4 lutego 2014

3 rozdział ,,Challenge Accepted"

Dawid

Gdy tylko poczułem na swoim policzku muśnięcie pierwszego promyka słońca, przeciągnąłem się i ziewnąłem leniwie. Nigdy nie byłem typem osoby, która jest jak ,,ranny ptaszek”. Zawsze wolałem sobie pospać dłużej.. Tak z godzinę... Może dwie lub ewentualnie trzy. Tym razem jednak przetarłem oczy i przygładziłem nieco włosy. Chwyciłem się za czoło i nagle przypomniałem sobie wydarzenia z wczorajszego dnia. Powróciły do mnie gwałtowną falą, zalewając mnie wszystkimi wspomnieniami.
Uratowanie tej dziewczyny... Zaraz... Jak ona się nazywała..?
Łucja. Tak.
Wtuliłem głowę w poduszkę, chcąc poczuć te same emocje, które towarzyszyły mi wczoraj.
Niestety na próżno.
Czułem w swoim brzuchu dziwny ucisk, co było dosyć dziwne, szczególnie ze względu na to, że zaledwie kilka godzin temu nie wytrzymałem i zjadłem dosyć sporą liczbę słodyczy i pochłonąłem cały zapas świeżego kakaa wraz ze schłodzonym mlekiem.
Mimo wszystko nadal czułem ten ucisk. On zdawał się mnie obezwładniać, jak cichy zawodnik. Nigdy jeszcze nie czułem się taki... Słaby. To uczucie dochodziło nawet do moich kończyn, które zdawały się nie należeć do mnie. Były takie ciężkie i nieporęczne...
Co się ze mną dzieje?
Zdołałem cudem wyturlać się z łóżka, z ogromnym zdziwieniem zerkając na ścienny zegar, na którym wskazówki wskazywały dopiero siódmą rano. Nie wiem, jak zdołałem tego dokonać, ale doszedłem do toaletki, nad którą wisiało ogromne lustro. Oparłem się ciężko o blat i popatrzyłem na swoje odbicie. Wydawało mi się, że jest ono rozmazane i jakby... Przezroczyste.
Boże, kim ja jestem?
Nie poznałem swoich podkrążonych oczu i niewielkich, aczkolwiek widocznych zmarszczek obok nich. Odgarnąłem grzywkę do tyłu i nie uwierzyłem w to, co zauważyłem. Jedna wielka czerwona krosta, która pojawiła się znikąd, jeszcze bardziej mnie osłabiła. Nie, żebym był zbytnio przeczulony na tym punkcie. Po prostu wiedziałem, że wygląd w branży muzycznej także jest bardzo ważny. Dlatego dbałem o swoją cerę, by nie pojawił się na niej nieproszony intruz. Ale niestety los postanowił zrobić mi małą... Niespodziankę.
A tych w moim osiemnastoletnim życiu nie brakowało.
Znów przypomniałem sobie o Łucji.
Jak najszybciej potrafiłem, ogarnąłem się i poszedłem do kuchni. Ciocia Anna już krzątała się po pomieszczeniu, ustawiając na stole trzy zastawy. Zdziwiłem się, ponieważ wuja zmarł jakieś dwa lata temu i od tamtego czasu ona żyła całkowicie samotnie. Ja i moja rodzina byliśmy jedną z nielicznych, które po jego śmierci odwiedzaliśmy tą biedną, schorowaną kobietę. Wprawdzie była nieco zbzikowana, aczkolwiek można było z nią sobie swobodnie pogadać.
- Cześć, ciociu – powiedziałem i usiadłem do stołu.
- A, Dawidek, witaj, witaj. Jak minęła noc? Nie zauważyłam, o której wróciłeś... – odpowiedziała, rozsmarowując na chlebie masło.
Jasne włosy miała starannie spięte w wysoki kok, a na sobie założone miała wytarte dresy i luźną bluzkę. Patrząc na zdjęcia stojące na półkach, w młodości ciotka Anna musiała być nawet ładną dziewczyną. Wysoką, szczupłą blondynką, która niestety teraz miała twarz pooraną zmarszczkami. Mimo wszystko nadal posiadała ten uroczy, rozweselający uśmiech, którym z radością dzieliła się z innymi.
- A dobrze. Wiesz... Trochę się spóźniłem na umówioną godzinę i nie chciałem cię denerwować, więc położyłem się po cichu spać.
- Bez kolacji?! To chyba umierasz z głodu! Później swojej mamie jeszcze powiesz, że cię głodziłam!
- Ciocia! Mam osiemnaście lat, jakbym chciał, to sam zrobiłbym sobie jedzenie... – pominąłem fakt, że nad ranem złapała mnie ochota na słodkie i opróżniłem ciotce połowę lodówki. – Poza tym umiem o siebie zadbać... Przecież mam swoje własne mieszkanie w Wawie, zapomniałaś?
- Już dobrze, dobrze. Przecież wiesz, że ci ufam... Chcesz coś na śniadanie?
- Nie, dzięki, ale nie jestem głodny. Mam jednak pytanie... Dlaczego ciocia nakryła trzy miejsca przy stole, skoro tutaj jesteśmy tylko we dwóch?
- Oh! Zapomniałam ci powiedzieć! – wykrzyknęła ciocia Anna, niemalże wypuszczając z dłoni kromkę chleba. – Dzisiaj przyjeżdża do mnie Ola. A swoją drogą zastanawiam się, gdzie zniknęło całe schłodzone mleko i paczka kakaa..?
Udałem, że nie usłyszałem ostatniego pytania, podziękowałem jeszcze raz za troskę i wymknąłem się do pokoju. Popatrzyłem ze zdziwieniem na dekoder, który wskazywał godzinę i okazało się, że jest dopiero jedenasta, a ja już wstałem i się uszykowałem.
Zwykle nie wstawałem przed dwunastą, śpiąc tak długo, dopóki ktoś mnie nie wywalił z łóżka. W moim nowym mieszkaniu był to budzik, który sobie kupiłem specjalnie na tę okazję.
Ola była córką najlepszej przyjaciółki Anny. Z tego powodu, że ciotka nie miała swoich dzieci, opiekowała się od dzieciństwa Aleksandrą. Niegdyś, z tego, co pamiętałem, ta ładna dziewczyna przesiadywała u cioci całymi dniami i nocami, nazywając ją babcią. Ale ostatni raz widziałem ją kilka lat temu, więc nie miałem pojęcia, jak wygląda obecnie.
Wiedziałem tylko tyle, że była w moim wieku i że jakimś cudem odciągnęła moje myśli od Łucji Helszmit.

Łucja
Jedząc śniadanie nadal myślami byłam przy tamtym chłopaku.
Dawidzie Kwiatkowskim.
Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, co by było gdyby go nie było wówczas w tej godzinie i w tym parku. Gdyby nas nie zobaczył i nie zareagował. Wówczas miałabym dużo poważniejsze problemy na głowie, niż w chwili obecnej.
Oczywiście nie powiedziałam nikomu, co się stało. Kamil siedział przy stole w milczeniu i tylko moja kochana babcia Frania opowiadała nam o pogodzie i nowych odcinkach miłosnego serialu.
- Ty też oglądasz ten serial, Łucja, prawda? – zapytała, wyraźnie oczekując na odpowiedź.
- Tak, babciu, oglądam – odparłam, woląc nie dodawać, że moje życie jest jednym wielkim serialem, w którym jest dużo ciekawych wątków.
Kamil prychnął tylko na uboczu i skończył jeść swoją porcję jajecznicy.
- Babciu, jest jeszcze? – spytał ochrypniętym głosem, wskazując na patelnię.
- Zobacz, kochanie.
Brat podniósł się z krzesła i zajrzał do patelni. Gdy nic tam nie znalazł, burknął coś niemiło i poszedł do pokoju, który zajmował u babci. Jego ochrypnięty głos, wielkie wory pod oczami, sina twarz, mylny wzrok i spocone, ciemne włosy świadczyły o porządnej imprezie. Zresztą tak samo, jak wszystkie inne, na które uczęszczał.
Obejrzałam się za nim, gdy wychodził z kuchni.
Co się stało z moim troskliwym bratem, który dodawał mi odwagi do spełniania marzeń?
- Łucja, słonko, jakąś godzinę temu, gdy byłaś w pokoju, na telefon domowy dzwonił jakiś chłopak, który chciał się z tobą umówić – powiedziała babcia i połknęła kolejną porcję jajecznicy.
Moje serce zaczęło bić szybciej, niż zwykle. Czyżby to on? Dawid Kwiatkowski? Chłopak – Bohater? Mój książę z bajki?
Zaraz po tym skarciłam się za swoje niemądre myśli.
- Jak się nazywał? – spytałam, błagając o jedno, jedyne nazwisko.
- Ulinewicz Radek bodajże – odparła Frania i zaczęła zbierać puste talerze. – Nie chcesz już?
Spojrzałam na swój talerz, na którym i tak już miałam wszystko popaćkane i porozduszane przez moją wiecznie nudzącą się dłoń, do której jakimś cudem dostał się widelec.
- Nie.. To znaczy... Najadłam już się. Bardzo dziękuję – odparłam, czując się jak wywłoka.
Kompletnie wypompowana z energii, która przecież kilka sekund temu tak bardzo zaczynała mnie przepełniać!
Radek Ulinewicz był osobą w moim wieku. Całkiem ładny blondyn o niebieskich oczach i dobrze umięśnionym ciele, zabawny, miły, wesoły.
Nigdy nie zapisujący się w moim sercu na dłużej.
Nie wiedziałam, dlaczego, ale teraz cały czas myślałam o Dawidzie. I o tym, że on w moim sercu zapisał się na znacznie dłuższy okres.

Kamil
Moja siostra patrzyła na mnie wymownym wzrokiem przy śniadaniu. Zresztą tak samo było każdego ranka. Codziennie wyczuwałem jej badawcze spojrzenie i te emocje, które jej przy tym obserwowaniu towarzyszyły.
Było mi jej żal.
Oczywiście, że ją kochałem. Tak samo mocno, jak kiedyś, tylko teraz oduczyłem się tego okazywać.
Może w głębi duszy zawsze chciałem się zmienić?
Bynajmniej nadal wyczuwałem, kiedy moja siostra była poddenerowana lub coś ,,nie grało”. Teraz doskonale wiedziałem, że coś w jej zachowaniu się zmieniło.
Była taka cicha i spokojna... Nic nie mówiła, nie opowiadała, jak spędziła wczorajszy dzień, ani jaką nową piosenkę zaczęła pisać.
A ja bałem się zapytać.
Podszedłem do drzwi, zawachałem się przy klamce i w końcu nacisnąłem ją oraz wybiegłem z bloku.
Przeskoczyłem przez barierkę, która stała tuż obok drzwi, przebiegłem na tyły bloku i wziąłem w dłoń telefon.
Wybrałem numer i bardzo długo się wahałem.
Osunąłem się na ziemię i nadal wpatrzony byłem w telefon wielkimi oczami.
Kochałem moją małą siostrzyczkę, ale chciałem spełniać swoje marzenia.
Nacisnąłem zielony przycisk.

_______________________________________________________________________________
3 rozdział - wreeeszcie !! :) W ostatnich dniach miałam takiego ,,lenia", że kompletnie nie mogłam się zabrać za jego pisanie. Mam nadzieję, że będzie dla Was tak samo ciekawy, jak poprzednie :3

Aby Wam się lepiej czytało i byście bardziej wczuwali się w sytuacje, do każdego rozdziału będę dodawać do bloga inną... Hmm... Playlistę. Jeżeli jeszcze nie zauważyliście, to w prawym górnym rogu bloga jest ikonka, przedstawiająca poziome kreski. Jak na nie ,,klikniesz", wyświetli Ci się moja lista piosenek, pasująca do danego rozdziału.
Życzę miłego czytania, słuchania i zachęcam do komentowania!!