piątek, 30 maja 2014

19 rozdział ,,Nowy Początek''

,,Kiedy zgasną światła w mieście, będziesz dokładnie tam, lśniąc jasno. Jesteś gwiazdą, niebo jest granicą, a ja będę u Twego boku” ~ BTR

*Dawid*
Po wpadce na biwaku Łucja za każdym kolejnym spotkaniem wypominała mi moją niezaradność.
- Naprawdę nigdy nie rozkładałeś namiotu? – pytała, po czym słysząc moją negatywną odpowiedź i widząc kamienną twarz, głośno się śmiała.
To aż dziwne, że odkąd się poznaliśmy, spędzaliśmy ze sobą prawie każdą godzinę, nie licząc nocy, podczas których musieliśmy wracać do siebie, do domu. Nawet się nie zorientowałem, kiedy beztroskie dni zaczęły upływać mi coraz szybciej i zaczęła się końcówka sierpnia.
Z Olą nie miałem kontaktu już od dłuższego czasu i zastanawiałem się, co się z nią dzieje. Nie odpowiadała na moje telefony, a wiadomości na portalach społecznościowych nawet nie wyświetlała. W wolnej chwili poszedłem do jej babci i zapytałem, czy jest w domu, niestety otrzymałem negatywną odpowiedź. Swoją drogą miałem nadzieję, że nasze stosunki, które popsuły się znacznie odkąd zacząłem spotykać się z Łucją, kiedyś się odnowią i ponownie staniemy się nierozłącznymi przyjaciółmi z dzieciństwa.
Tego pięknego, słonecznego dnia, nie mogłem uwierzyć, że dałem się namówić Łucji na spacer do lasu, oddalonego od miasta o kilka kilometrów. Jednak gdy tylko z samego rana przysłała mi sms, pełen entuzjazmu, nie potrafiłem odmówić, pomimo braku chęci.
- Czy naprawdę musimy iść do lasu pieszo? Nie możemy wynająć jakiegoś miniautka, które by nas przewoziło pomiędzy drzewami? – pytałem, wchodząc za Łucją na leśną, wąską ścieżkę i odgarniając na boki gałęzie, która zdawały się mnie bombardować ze wszystkich stron. – To nie jest takie łatwe..
- Co nie znaczy, że musi być nieprzyjemne – odpowiedziała wymijająco siedemnastolatka, nadal idąc przed siebie. – Naprawdę jesteś aż takim leniem? To co ty robisz całe dnie, jak nie ma wakacji? Leżysz przed telewizją?
,,Ja w niej występuję” – pomyślałem, po czym potknąłem się o wystający z ziemi konar.
- Kurde! – zawołałem, gdy zaplątałem się w jakiś wyjątkowo uporczywy krzak.
Stanąłem przez chwilę w miejscu i zauważyłem wokół siebie coś naprawdę pięknego. Setki wiekowych drzew otaczało moją osobę, tworząc niezrównany cień ze swoich liści i gałęzi, na ziemi leżały szyszki i gdzieniedzie kwitły dzikie kwiaty, poprzeplatane z pojedynczymi grzybkami. Refleksy słoneczne pześwitywały przez gałęzie, muskając swoimi promieniami podściółkę. Spojrzałem na pobliskie drzewo i zauważyłem siedzącego na nim dzięcioła, który wybijał nieznaną mi melodię. Zamknąłem oczy i odetchnąłem głęboko świeżym, rześkim powietrzem, wdychając zapach mchu i paproci. Nie mogłem uwierzyć, że w blasku fleszy, fanów i sławy, piękno lasu umknęło zupełnie mojej uwadze.
Nagle przypomniałem sobie, jak za czasów dzieciństwa wędrowaliśmy z tatą, Michałem i Mateuszem po małym lasku i zbieraliśmy grzyby. Wtedy potrafiłem usiąść na ścieżce i zacząć dłubać znalezioną gałązką w trawie, wykopując grudki ziemi.
- Co robisz, młody? – pytał mnie wówczas Michał, podchodząc do mnie z zaciekawieniem, trzymając na rękach pełen koszyk nazbieranych grzybów.
Stawiał go zawsze obok mnie, przykucał i zamazywał moje bazgroły jednym ruchem ręki. Patrzyłem na niego z wyrzutem, pytając, dlaczego popsuł mój obrazek.
- Bo życie nie jest tylko obrazkiem, młody. Aby coś otrzymać, coś zdobyć, trzeba się naprawdę mocno postarać. Trzeba odnaleźć swoje powołanie, które posiadamy w głębi serca, trzeba brać z życia sto procent i nie marnować go na bezczynne siedzenie i rozdrapywanie ziemi.
Wtedy nie rozumiałem tych słów. Teraz jednak doskonale zdawałem sobie z ich znaczenia sprawę. Nie osiągnąłbym nic. Zupełnie nic, gdyby nie moja determinacja.
Niespodziewanie ocknąłem się z transu wspomnień i poszukałem wzrokiem Łucji. Nigdzie jej jednak nie zauważyłem. Zdenerwowany, zauważyłem, że zaczęły trząść mi się ręce i pocić czoło. Odgarnąłem grzywkę do tyłu i wypuściłem ze świstem powietrze z płuc.
- Łucja! – zawołałem, przykładając dłonie do ust.
Nikt mi jednak nie odpowiedział, chociaż tak bardzo starałem się usłyszeć.
Zaniepokojony, zacząłem iść wzdłuż ścieżki, dokładnie przeszukując otoczenie wzrokiem. Przeklinałem w duchu swoją nieuwagę i to, że założyłem dzisiaj krótkie spodenki i T-shirt. Poczułem już skutki swojej głupoty w postaci uciążliwych ukąszeń komarów.
Starałem się jednak to ignorować i nadal uporczywie szukałem Łucji.
- Łucja! – wrzasnąłem ponownie.
Tym razem usłyszałem w odpowiedzi cichy śmiech, dobiegający zza pobliskiego drzewa. Przejęty, nie wiedziałem, co o tym myśleć. Ostrożnie zboczyłem ze ścieżki i podąrzyłem w tamtym kierunku, starając się stąpać najciszej, jak potrafiłem. Uniemożliwiały mi to jednak płaskie podeszwy vansów, które absolutnie nie nadawały się na podobne terenowe wycieczki.
Zajrzałem z zaciekawieniem za drzewo i natychmiast tego pożałowałem.
Siedemnastolatka schowana za rośliną tylko na to czekała. Błyskawicznie oblała mnie wodą mineralną z butelki i , cały czas się śmiejąc, zaczęła uciekać przede mną, chowając się za pojedynczymi drzewami lub krzakami.
- Nigdy mnie nie złapiesz! – wołała rozbawiona i zgrabnie lawirowała pomiędzy przeszkodami.

*Łucja*
Czułam rozkoszny wiatr we włosach i miałam ogromną satysfakcję, że Dawid nie mógł mnie doścignąć. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że jest mieściuchem i postanowiłam ten fakt perfidnie wykorzystać.
Nagle obejrzałam się za siebie i zauważyłam, że Kwiat zniknął mi z oczu. Dobiegłam pospiesznie do miejsca, w którym widziałam go po raz ostatni i przewróciłam z niedowierzaniem oczami. Osiemnastolatek stał jakieś dwa metry niżej, pod skarpą, na której się znajdowałam i uroczo się uśmiechał.
- Zgubiłaś się, piękna? – zapytał, łobuzersko poruszając brwiami.
- Niestety tak... Pomoże mi pan dotrzeć do domu? – spytałam rozbawiona.
- Ależ oczywiście, tylko...
Zeskoczyłam pewnie ze skarpy i spadłam na ziemię, przewracając się do przodu. Spróbowałam wstać, ale poczułam przeszywający ból w kostce.
- Au! – syknęłam. – Myślałam, że będzie łatwiej.
- Nic ci się nie stało? – zapytał troskliwie Dawid i delikatnie pomógł mi wstać. – Że też zachciało ci się skakać z dwumetrowej skarpy...
- Boli mnie kostka, to wszystko.
- Usiądź na pieńku i ją rozmasuj, może przestanie boleć.
Postąpiłam zgodnie z intrukcjami chłopaka i niespodziewanie otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Zamarłam w bezruchu, wpatrując się w dal.
- Łucja.. Łucja! Co ci jest?! – wrzasnął przerażony Dawid i potrząsnął mną.
Odepchnęłam go lekko.
- Nic mi nie jest! – powiedziałam. – Po prostu zauważyłam w oddali jakąś przyczepę kempingową i myślę, że w niej byłoby wygodniej.
Zdziwiony chłopak, niepewny, czy aby nie mam zwidów, popatrzył w tym samym kierunku i także zamarł.
- Masz rację... Chodźmy. Może tam lepiej odpoczniesz.
Podał mi swoje ramię, a ja mocno się na nim uwiesiłam. Prowadzona przez wyspotowanego chłopaka, z łatwością dotarłam do przyczepy kempingowej.
- Czy ona jest opuszczona? – zapytałam, widząc, jak Dawid zerka przez zakurzone okienka.
- Na to wygląda – przyznał chłopak i mocno pociągnął za drzwi.
Te otworzyły się z przeraźliwym zgrzytem, niemalże wypadając z framugi. Kwiatkowski wszedł do środka i rozejrzał się. Po chwili wrócił do mnie i pomógł mi wejść do środka.
- Jest ok – powiedział, przymykając za nami drzwi.
Usiadłam ostrożnie na wysłużonym materacu i wyciągnęłam nogę przed siebie.
- Kostka przestaje boleć – powiedziałam po chwili z uśmiechem. – I całe szczęście, bo nie chcę mieć nogi w gipsie.
- Następnym razem lepiej zapytaj się, jak najłatwiej zeskoczyć – rzekł z przekąsem Dawid i usiadł obok mnie.
Stary, brudny materac lekko zaskrzypiał.
- Możemy iść dalej, czy musisz jeszcze chwilę odpocząć? – spytał chłopak.
- Lepiej jeszcze chwilę zaczekajmy – powiedziałam, rozglądając się po wnętrzu.
Niegdyś przyczepa ta musiała tętnić życiem, ponieważ na ścianach walały się jeszcze stare garnki, a panelowa podłoga była idealnie siwa i starta, zapewne przez częste użytkowanie. Mimo wszystko to miejsce wydawało się emanować spokojem. Było jakby odcięte od reszty świata.
Powietrze z każdą chwilą stawało się coraz gęstsze, więc Dawid wypchnął na zewnątrz niewielkie okienko i ponownie przysiadł obok mnie. Miałam wrażenie, jakby chciał mi coś powiedzieć. Wyczuwałam głębokie napięcie w jego mięśniach twarzy.
- Łucja... – zaczął niepewnie. – Spędzamy ze sobą tyle czasu.. I mimo, że nie znamy się długo, mam wrażenie, jakbym znał cię od zawsze. Teraz właśnie, w tej starej przyczepie kempingowej, poczułem, że coś do ciebie czuję... Nie wiem, czy to głupie. Ale to nie jest zwykłe uczucie. Kiedyś nie miałem pojęcia, że tak wszystko się potoczy. Że codziennie będę czuł twój zapach i patrzył w te oczy. Każda chwila z tobą jest dla mnie wszystkim! Gdy ciebie przy mnie nie ma, ja.. tracę zmysły.
- Dawid...
- Cii.. proszę... Wysłuchaj mnie. Dlaczego wciąż o tobie myślę..? Teraz mam odpowiedź. Bo to miłość. Owszem, to nie będzie łatwe, ale teraz jestem pewny... Jestem pewny swoich uczuć. I nie ważne, co będzie. Huragan, tornado, burza, powódź,tsunami, trzęsienie ziemi, koniec świata... Dla mnie liczy się to, co jest teraz. Ta jedna, obecna chwila z tobą – powiedział Dawid, patrząc swoimi ciemnymi oczami w moje tęczówki.
W jego głosie i wyrazie twarzy wyczuwałam tak wielką i prawdziwą szczerość, że do oczu napłynęły mi łzy.
- Tylko ty możesz sprawić, by zawirował dla mnie świat. Bo ty to ja. Bez ciebie nie ma mnie, jak bez miłości nie byłoby nas. Jesteś dla mnie wszystkim i nie ważne, jaką decyzję podejmiesz. Na zawsze będziesz w moim sercu i żałuję, że nie mogę dać ci więcej, jak tylko moją miłość do ciebie.
Poczułam, jak po policzkach spływają mi niekontrolowanie łzy, mocząc koszulkę. Pociągnęłam znacznie czerwonym nosem i starałam się opanować emocje.
- Wiesz.. – zaczęłam, chipiąc cicho. – Najtrudniejszym rodzajem odwagi jest przyznać się przed samym sobą, że darzy się drugą osobę prawdziwym uczuciem. A ty jeszcze potrafiłeś mi to wyznać. Teraz już wierzę, że nigdy więcej mnie nie opuścisz. Pozostaje pytanie: Gdzie byłeś przez całe moje dotychczasowe życie?
Ogarnięta emocjami, pozwoliłam, by osiemnastolatek położył mi dłonie na ramionach i złożył mi delikatny, aczkolwiek pełen szczerej miłości pocałunek na ustach. Nasze wargi złączyły się w jedno, a ja poczułam, że tak samo właśnie w tym momencie postępują nasze serca.

______________________________________________________________________________
Siemaa, po dwutygodniowej przerwie wracam do Was z niezwykle ważnym rozdziałem, od którego zaczną się wszystkie kolejne ważne wydarzenia w życiu głównych bohaterów – siedemnastoletniej Łucji i osiemnastoletniego Dawida. Bardzo się przy tej części starałam, aby wynagrodzić Wam poprzedni brak konkretnego rozdziału Pewnie zauważyliście, że ten rozdział jest dłuższy od poprzednich. TAK – DOBRZE MYŚLICIE. Od tej pory WSZYSTKIE rozdziały będą dłuższe, ponieważ widzę po reakcjach przyjaciółki Patrycji i jednej z fanek tego bloga, Magdzie (poznałyśmy się na asku ), że bardzo Wam na tym zależy
OK, to może coś o moim życiu w tym tygodniu ;)
Nie wydarzyło się nic godnego uwagi, poza tym, że, jak wiecie, byłam chora i w tym tygodniu już całkowicie dochodzę do siebie. W szkole, jak zwykle wydarzyło się kilka zabawnych akcji z moim udziałem. Obowiązkowo ataki głupawki w Sali polonistycznej (ona jest przeklęta!). Karolina siedząca ze mną w ławce się do mnie nie przyznawała, bo te ataki nabrały nowego wymiaru.. xD Ofiarami byli dwaj koledzy siedzący wówczas przed nami. Zostali popisani niebieskim cienkopisem xD Dodatkowo zostałam przerażona przez nauczyciela geografii na przerwie, ponieważ siedziałam na ławce, na korytarzu (tam jest jedna ławka pełniąca funkcję stoliku i dwa krzesła po bokach, taka a’la poczekalnia) i rozmawiałam z Patrycją i Karoliną, które siedziały po bokach, na krzesłach. Nagle ławka zaczęła się podnosić, a ja z piskiem spadłam na ziemię, obejrzałam się, a tam nauczyciel geografii mówi :,,Klaudia na ławce nie siedzimy!”. A ja takie zdziwwo i o co chodzi, przecież jak zwykle na tej ławce siadam, to żaden nauczyciel na poważnie nie zwrócił nigdy uwagi w taki sposób xD
Na lekcji wychowawczej otrzymaliśmy karteczki, które losowaliśmy, z jakimiś zdaniami. Mieliśmy uzasadnić, jak my je rozumiemy. Oczywiście wylosowałam ,,12. Najtrudniejszym rodzajem odwagi jest poskromienie własnej agresji.”. Właśnie. Jak Wy rozumiecie to zdanie?  
Zapraszam na mojego FB, zawsze można pogadać i podyskutować na temat bloga, opowiadania i nie tylko :  https://www.facebook.com/klaudia.jankowska.775

Ja teraz spadam, bo jesteśmy umówione z przyjaciółkami na wyjazd do sąsiedniej miejscowości, na majówkę, pociągiem  *.*
Paa!!


sobota, 24 maja 2014

E'lo E'lo 3 2 0

Sieemka Kochani! :-)
NA POCZĄTKU - DZIĘKUJĘ BARDZO ZA 112 OBSERWATORÓW I PONAD 20 000 WYŚWIETLEŃ. Jak na bloga z opowiadaniem to niezły wynik ;-)
Dziwicie się pewnie z powodu tego tytułu wpisu... Muszę Was zmartwić. Z powodu pewnych opóźnień, spowodowanych w ciągu tygodnia brakiem Internetu, jednodniowym szlabanem, podczas którego jak na złość Internet działał zajebiście, kilkudniową chorobą i PRZEPIĘKNĄ pogodą, w tym tygodniu nie poczytacie sobie nowego rozdziału. Chciałam zabrać się za pisanie wczoraj, na przekór sobie, ale zrezygnowałam.
Powód?
W środę byliśmy na wf-ie nad jeziorem i dostaliśmy pozwolenie, by trochę się pomoczyć... Taakk. Zapomniałam, że teraz są ,,opryski" na okolicznych łąkach i wszystko może spływać do wody, a ja mam z natury skórę podatną na takie rzeczy... I cierpiałam z wysypką, gorączką i zawrotami głowy przez czwartek i piątek.


Wyobraźcie sobie - miałam zaplanowany cały weekend!! Byłby taki chilling... No cóż, dziś się jeszcze nie ruszam. Planuję coś na jutro, chociaż może lepiej wypadłby spontan... OBY TYLKO POGODA SIĘ NIE SP******ŁA bo będę strasznie wściekła... Czekałam na ten weekend przez całe 5 dni w końcu!
-.-
Ale żeby coś dodać, żeby nie było, że zaniedbuję bloga, dodam dość krótki post o mnie. Może dzięki temu przybliżę Wam trochę swoją osobę i nie będziecie myśleć, że jest tu tylko ,,suche" opowiadanie ;-)
Widzicie? Myślę.
Przypadeq? Nie sądzę :D

Kim jestem?



Jedni znają mnie lepiej, drudzy gorzej, a inni nie znają mnie w ogóle, chyba że z prowadzenia tego bloga. Jestem Klaudia Jankowska, mam 15 lat, chodzę do drugiej klasy gimnazjalnej, mieszkam w niewielkiej miejscowości, w województwie wielkopolskim. Gdzie dokładniej? Wiecie, gdzie leży Poznań? Kojarzycie Stęszew? Nawet, jeżeli tak, to i tak nie będziecie mieli pojęcia, gdzie leży Wronczyn ;-)



Moje hobby?

Hobby Hobby tak mi się to dzisiaj dziwnie kojarzy z Hoplem .. Przypadeq..? Więc nie. To znaczy, tak w sensie że nie, że nie o to chodzi :-)
Uwielbiam szkicować architekturę, portrety, postacie, zwierzęta, przedmioty.. Ale nie krajobrazy. To akurat jest przypadek. Należy też dodać, że szkicuję TYLKO gdy mam na to ochotę, co się ostatnio zdarza mniej więcej.. Co miesiąc...? Średnio co dwa.








Ostatni Project :



Oprócz tego, jak się pewnie domyślacie, z chęcią piszę takie właśnie dłuższe opowiadania, co doprowadziło do tego, że piszę dla pewnej lokalnej gazety i naszej małej, szkolnej gazetki. Dodatkowo miałam szansę wydać własną książkę, a wydawnictwo zaproponowało, że pokryją połowę kosztów (ocenili, że moja ,,powieść" ma duży potencjał), ale nie pasowały mi warunki umowy i zrezygnowałam . Najlepiej xD Teraz truję się z blogiem, chociaż nie powiem, że nie sprawia mi to radości :-)
+ Jeżdżę na rolkach agresywnie, tj. kombinuję przy każdej sposobności i wymyślam nowe ,,tricki" :-)


A no i kolekcjonuję. Taak, kolekcjonuję plakaty z Dawidem Kwiatkowskim oczywiście :3
Iii graffiti :3






Plany na przyszłość?

Gospodyni domowa z fartuchem na brzuchu, kapciach na nogach, z dzieciakiem skaczącym po plecach i piątką innych biegających po domu, z mężem ,,ciężko" zapracowanym, leżącym przed telewizorem i oglądającym ,,Trudne Sprawy". 
KOSZMAR!
Never xD
Tak na serio, planuję iść w przyszłości do liceum o profilu humanistycznym, pomimo tego, że wszyscy mi to odradzają, a później kierunek na studiach, albo na dziennikarstwo, albo na prawo, chociaż ostatnimi czasy zastanawiam się nad ASP (Akademią Sztuk Pięknych w Poznaniu). Czemu to właśnie planuję? Planuję tak, aby się w przyszłości w jakiś sposób spełniać. Żeby robić to, co kocham, a nie to, co muszę, by przeżyć. Jak większość Polaków, którzy są do tego zmuszeni.
Ale jak na razie myślę o tym, by przyzwoicie napisać za rok testy gimnazjalne (matematyka będzie najgorsza, założę się!) :-)

Znaki szczególne?

Nie posiadam tatuaży, ani kolczyków w szczególnych miejscach (brwi, itp.), ale planuję. Jak ja wszystko planuję... Ale ok xD Z tatuażem jeszcze nie jestem pewna, ale co do kolczyków, to najprawdopodobniej w te wakacje, albo przy wardze, albo we brwi. Szalejemyyy, bo jesteśmy młodzii :-P

Rodzeństwo?

Dwie młodsze siostry, które mnie przerażają :o

Muzyka?

No zgadnijcie, jaka muzyka... Pop/Rap. Dawid Kwiatkowski / South Blunt System / Słoń&Mikser / Ola / . Takie typowe w niezwykłości ;-)

Coś dziwnego?

Jestem niepoprawną optymistką, ale też jednocześnie straszliwą pesymistką :O
Mam fazę na Transformers :O
I kaloszki :O
Lubię czysty sok z cytryny :O
Mam ścianę oklejoną Kwiatem i wiadomościami o nim w taki sposób, że gdy ktoś to pierwszy raz widzi, otwiera szeroko usta i oczy z przerażenia i żegna się lewą ręką :O
Jestem fanką Dawida od sierpnia zeszłego roku dzięki Sarze (<3) a nawet nie mam żadnej rzeczy ze sklepu #9893.pl bo nie mogę się przemóc, by stracić tyle kasy na koszulkę :O
I ostatnie. NIE JESTEM SASZANATOR XD
[bo większość fanek Dawida uważa, że automatycznie stają się też Saszanator, bo Kwiat się z nią przyjaźni. Mi osobiście jej muzyka nie wpadła w ucho ;-) ]

Przyjaciele i znajomi?

To Skarb. Ale nie ten z Rossmana xD
Karolina, Patrycja, Sara, Weronika, Druga Weronika, Julia, Marysia, Sandra, Paulina, Łukasz, Alan, Gerard, Natalia, Julia (..)








Od kiedy bloguję i ile mam blogów?

Ogólnie od ponad trzech lat bloguję. Ale przygodę z tym blogiem rozpoczęłam w styczniu tego roku :D Aktualnie regularnie prowadzę dwa blogi. Ten, z opowiadaniem i blog lifestyle z dwoma przyjaciółkami :* 

Ulubiony film?

O Boże... ,,Igrzyska Śmierci" najbardziej zapadły mi w pamięci po ,,Intruzie" , ,,3 metry nad niebem" i całej sadze ,,Zmierzch" :-)

To by było na tyle, nie chce mi się więcej pisać, ale ciii ;-)

Do Usłyszenia za tydzień i przypominam o LAJKOWANIU FANPAGE'A BLOGA! Link znajdziecie w prawym pasku bocznym.

Mam nadzieję, że trochę mnie poznaliście :-)
Klaudia






sobota, 17 maja 2014

18 rozdział ,,Niektórzy wiedzą więcej, niż my''

,,Ważne jest wnętrze człowieka. To, by być człowiekiem dla innych. Gdy się odmieni wnętrze człowieka, zmieni się wszystko, cały świat. Zła nie można przez zło naprawić. Ciemności nie można przez ciemność przepędzić. Potrafi to jedynie światło. Nienawiści nie można uleczyć nienawiścią. To może jedynie miłość.”

*Dawid*
Przed rozpoczęciem wakacji nie sądziłem, że będę potrafił tak bardzo się zrelaksować i zapomnieć o dotychczasowym zgiełku. Że przestanę logować się na portalach społecznościowych regularnie, że przestanę martwić się tym, co nastąpi kolejnego dnia. Wyłączyłem nawet telefon, bez wyrzutów sumienia. Znów czułem się wolny i miałem ochotę robić wszystkie głupoty, które wymyślałem będąc szesnastolatkiem.
Chciałem ponownie założyć sobie kolczyk i mieć ,gdzieś’ opinię innych. Chciałem palić w miejscach publicznych, pić i bawić się na okolicznych imprezach, poznawać nowych ludzi, kłamać, kochać, obgadywać, leniwić się do południa, plotkować, jeździć autostopem, wygrywać konkursiki małego znaczenia, minąć grupkę dziewczyn niezauważony, nagrywać bezsensowne filmiki z przyjaciółmi, leżeć skacowany i półprzytomny na krawężniku przed klubem mając świadomość, że nie podbiegną do mnie reporterzy lub fani i nie zaczną rozpowiadać ,,skandalu”.
Łucja sprawiła, że znów chciałem być kimś, kto skrył się podczas rozwijania mojej kariery głęboko w sercu.
Ta dziewczyna była niemożliwa. Od czasu spaceru w deszczu zaczęliśmy spotykać się codziennie, spędzając ze sobą wiele godzin. W międzyczasie pogodziłem się z Olą, której powoli weszło w nawyk spotykanie się z Damianem. Bynajmniej tak mi o nim opowiadała. Zdawałem sobie jednak sprawę, że cały czas ma mi za złe to, że ją wkręciłem w tę sprawę. Postanowiła jednak mi pomóc i zamieszkała na te niecałe dwa miesiące u swojej babci, piętro nad moją ciotką Alą.
Mijały kolejne niesamowite dni, podczas których czułem, że żyję. Łucja Helszmit nie zadawała mi więcej zbędnych pytań i starała się ukrywać swoje zainteresowanie moją osobą. Bardzo to ceniłem, rozkoszując się każdą wspólnie spędzoną chwilą.
Pewnego słonecznego dnia, w połowie wakacji, gdy minął miesiąc odkąd się poznaliśmy, Łucja po raz kolejny usiadła mi na kolanach, w pokoju u jej babci. Siedzieliśmy na dywanie, czekając, aż jej babcia przyniesie nam, jak zwykle, talerzyk ciastek i świeżą lemoniadę.
Nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich pomarszczona staruszka, o miłym wyrazie twarzy.
- Macie tutaj, kochani, wasz prowiant – powiedziała, trzymając w dłoniach wiklinowy koszyk i jakąś torbę.
Popatrzyliśmy na nią zdezorientowani i wstaliśmy z ziemi.
- Jak to.. Prowiant? I co to za torba, babciu? – spytała niepewnie brunetka, wpatrując się niebieskimi oczami w staruszkę.
Ta uśmiechnęła się tajemniczo i wyciągnęła do nas rękę. Za kobietą stał Kamil i przyglądał nam się badawczo.
- Pomyślałam sobie, że może mielibyście ochotę wybrać się pod namiot.. My z dziadkiem zawsze tak robiliśmy w weekendy, a wy jesteście jeszcze młodzi i powinniście się wyszaleć, szczególnie, że przecież jesteście parą..
Kamil parsknął śmiechem i poszedł do swojego pokoju. Łucja spięła się wyraźnie i uśmiechnęła się sztucznie.
- Babciu, to, że my spędzamy ze sobą tyle czasu, nie znaczy, że jesteśmy razem.. Jesteśmy przyjaciółmi.
- Czyli tak to się teraz nazywa? – zapytała i mrugnęła okiem, podając mi koszyk i torbę. – Weź, Dawidku, z pewnością się wam przyda.
Wyszła z pokoju, zamykając drzwi. Popatrzyliśmy po sobie z Łucją i zaczęliśmy się głośno śmiać.
Chociaż czy wizja naszego związku była aż taka śmieszna...?

*Łucja*
Niektórzy wiedzą więcej, niż my. Nawet osoby, których się nie spodziewamy, znają głębię naszych serc. Moja babcia była jedną z tych ,,niektórych”. Potrafiła mnie rozszyfrować od dzieciństwa, więc i teraz nie sprawiało jej to najmniejszych problemów.
Wiedziała, że czuję do Dawida coś więcej. Owszem, był bardzo tajemniczy, ale zdawałam sobie sprawę, że jest dobrym chłopakiem i że nie oszukałby mnie w ważniejszej kwestii. Bynajmniej musiałam mieć taką nadzieję. Spędzałam z nim tyle czasu, że mogłabym powiedzieć: ,,To mój brat”. Bałam się jednak używać tego stwierdzenia. Byłam pewna, że gdybym kiedyś nazwała go bratem, pozostałoby już tak do samego końca. Etap: ,,Brat –siostra”. Najgorsze, co może być i z czego nie idzie wybrnąć w żaden sposób.
Gdy szliśmy w stronę niewielkiej polanki na skraju lasu, liczyłam w myślach, że ta noc będzie przełomowa. Że zrobimy jakikolwiek krok w stronę przybliżenia naszych reakcji. Że odważę się i powiem temu osiemnastolatkowi, że mnie oczarował swoim poczuciem humoru i obezwładnił spojrzeniem tych ciemnych oczu.
Dawid przewiesił sobie przez ramię torbę z namiotem i przełożył na drugą dłoń wiklinowy koszyk. Zauważyłam, że musi być dość ciężki, skoro musi zmieniać rękę co jakiś czas.
- Może ci pomogę? – zapytałam z troską w głosie i położyłam mu dłoń na ramieniu.
- Nie, dam radę – odpowiedział hardo Dawid.
W jego wymodelowanym głosie rozpoznałam jednak nutę zmęczenia i bezsilności. Uśmiechnęłam się na myśl o jego uporze, dziękując Bogu, że pozwolił mi go poznać.
Na niebie wisiało pomarańczowe słońce, ogrzewając nas nieznośnie tak bardzo, że z chęcią musieliśmy skrywać się w cieniach okolicznych drzew, by odpocząć od upału.
Niebawem znaleźliśmy odpowiednie miejscena biwak, tuż obok dębu dającego rozkoszny cień. Dawid rzucił na ziemię torbę i delikatnie postawił koszyk w pewnej odległości od nas. Następnie odpiął zamek i wyciągnął z pokrowca olbrzymią szarawą płachtę i dziesiątki metalowych rurek oraz kilkadziesiąt śrubek, pare sznurków i młotek.
Osiemnastolatek wyglądał na nieco zmieszanego, gdy rozkładał wszystkie elementy na ziemi i zaczął im się przypatrywać.
Rozbawiona jego zachowaniem, starając się maskować śmiech, usiadłam na trawie i podparłam głowę na dłoniach. Wiatr odgarnął moje włosy do tyłu i sprawił, że zachciało mi się położyć na tej pięknej, zielonej trawce.
Ułożyłam się wygodnie na ziemi, kładąc dłonie na brzuchu i czekałam, aż Dawid rozłoży namiot.
- Ale ty napewno umiesz składać namioty? – spytałam, gdy po jakimś czasie usłyszałam huk i zgrzyt rozpadającej się metalowej konstrukcji.
- Ee.. Tak, jasne. Byłem na obozie, wprawdzie nocowaliśmy w hotelu, ale pamiętam, że chyba nas tego uczyli...
- Chyba? – zapytałam, gdy metalowe rurki ponownie runęły na ziemię, a szarawa płachta przykryła konstrukcję.
- Ja wtedy nie słuchałem. Rozmawiałem z przjaciółmi o tym, jak się wyrwać – wyjaśnił Kwiatkowski i ponownie usiłował poskładać namiot. – Uhh!
Kilka minut później otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą uśmiechniętą twarz Dawida.
- Nie wierzyłaś we mnie! – zawołał radosnym tonem. – Ale mi się udało! Poskładałem ten namiot! Wprawdzie w pewnym momencie przybiłem sobie gwoździem koszulkę i teraz mam dziurę, ale to nic... Mam inne bluzki.
Parsknęłam śmiechem, wypluwając z ust gumę, która prawie trafiła w zadowolonego chłopaka.
- Hahaha! Dawid... – zaczęłam, lecz w tym momencie zauważyłam, że obok krzywego namiotu leży sterta niewykorzystanych śrubek i kilka sznurków. Wskazałam na nie palcem. – A ta sterta rzeczy..? Czy to nie powinno być czasami wykorzystane w tej konstrukcji?
Kwiat zrobił zabawną minę i podrapał się w głowę.
- Nie – stwierdził po chwili zastanowienia. – Widzisz przecież, że namiot stoi. To chyba znaczy, że dali zapasowe części.. Tak. Z pewnością dali zapasowe części.
Pokręciłam z niedowierzaniem głową, ale chwyciłam w dłonie wiklinowy koszyk i weszłam do namiotu. Za mną przybył także Dawid, zamykając wejście.
- No, to czas coś przekąsić – powiedziałam.
- Nareszcie! – zawołał Kwiat i zaklaskał w dłonie.
Rzucił się do rozpakowywania kanapek, przyrządzonych przez moją babcię i ze smakiem zaczął pakować je sobie do ust. Wyglądał naprawdę zabawnie, z drobinkami jedzenia na ustach i wypchanymi policzkami.
- No czo? – spytał, sepleniąc z pełnymi ustami.
- Nic, nic – powiedziałam, śmiejąc się jeszcze głośniej.
- Czo we mnie zabawnego? ! – wykrzyknął chłopak z zabawną miną i starał się szybko połknąć wszystko, co miał w ustach.
Rozbawiło mnie to jeszcze bardziej, więc parsknęłam ze śmiechu i oparłam się o płachtę namiotu. W pewnym momencie usłyszałam cichy trzask i ponownie konstrukcja runęła z głuchym zgrzytem na ziemię, pogrążając nas w ciemności.
- Dawid! – krzyknęłam, głośno się śmiejąc i szamocząc pośród materiałów. – Chyba jednak te śrubki były potrzebne!
- No co ty nie powiesz? – zaśmiał się Kwiat i pomógł i wydostać się na zewnątrz.
- Może lepiej ja ci pomogę złożyć ten przeklęty namiot! – powiedziałam i zaczęłam zbierać rurki.

________________________________________________________________________________
Czeeść! :(
Ponury nastrój. Dlaczego? Bo Dawid Kwiatkowski odpadł wczoraj z Tańca z Gwiazdami. Kit z tym, jakby odpadł sprawiedliwie. Ale to było jasne dla wszystkich, że organizatorzy oszukiwali. Ostatnie dwie pary. Aneta Zając i jej partner. Dawid Kwiatkowski i Janja Lesar. Wiadomo, na kogo głosują setki tysięcy nastolatków i ich rodzice. Więc jakim cudem to Aneta przeszła dalej? Uważam, że sprawiedliwie wygrała tylko Joanna Moro, ale to tylko moja ocena. Pocieszę Was, że na oficjalnym fanpage’u Tańca z Gwiazdami, gdzie początkowo było ponad 210 tysięcy like, nagle, po odpadnięciu Kwiata, liczba ta zaczęła się drastycznie, z minuty na minutę zmniejszać. Wczoraj, około godziny 23 było już tylko 137 tysięcy like. DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZYŁOŻYLI SIĘ DO TEJ ,,AKCJI”
U mnie tydzień minął bardzo ciekawie i niezwykle szybko. W poniedziałek, od 16 do 22 byliśmy na Stęszew Youth Festiwal, gdzie spotkaliśmy takich artystów, jak Iluzjonista Y, zagraniczny zespół No Longer Music i Luxtorpeda. Nie zabrakło także skaterów i profesjonalnych tancerzy breakdance i street dance. Była naprawdę świetna atmosfera i wspaniała okazja, by spotkać się z wieloma osobami w swoim wieku.
Dzisiaj miałam jechać na urodziny koleżanki, ale niestety nie czuję się za dobrze, więc pozostałam w domu. Jestem także zaproszona na jutro, na rolki do kuzynki.
Więc już kończę i PAMIĘTAJCIE
Okazywanie swoich uczuć i wrażliwości nie jest zbrodnią. Bierzcie przykład z Dawida Kwiatkowskiego (choć do niczego nie zmuszam), który przy milionach widzów, wśród których pewnie byli też jego hejterzy, potrafił się popłakać i po programie nagrać filmik z podziękowaniami, na którym widać było, że jest roztrzęsiony.
Bay


sobota, 10 maja 2014

17 rozdział ,,Nic nikomu nie musisz udowadniać''

,,Miała nadzieję, że to uczucie przetrwa. Wiedziała jednak co nieco na temat słabości ludzkiej natury. Znów przyjdzie niepokój. Musi tak być. Smutek, strach, namiętność, najmroczniejsze tajemnice – nic nie trwa wiecznie. Może jednak jeśli nabierze powietrza w płuca i wstrzyma oddech, to uczucie pozostanie z nią, przynajmniej jeszcze przez chwilę” ~ H. Coben

*Dawid*
Kiedyś usłyszałem od ojca, że jedynym wrogiem w zdobywaniu marzeń jest nasz własny mózg. To on stwarza nam granice i każe udowadniać, ile jesteśmy warci. On z nas szydzi, wołając: ,,Pokaż, na co cię stać!”. To nasze wewnętrzne ,,ja” jest naszym nemezis. Wrogiem numer jeden, który należy poskromić.Wyeliminować.
Pokonać swoje ograniczenia ze świadomością, że nic nikomu nie muszę udowadniać.
Mijałem kolejne domy, z każdą chwilą zbliżając się do Łucji. Z niepokojem zerkałem w stronę nieba, z którego lada moment mógł spaść deszcz, jednocześnie przeklinając nadpływające chmury. Przyspieszyłem trochę, myśląc, że to przecież wszystko było do przewidzenia. Pogoda odkąd tylko pamiętam, zawsze krzyżowała mi plany.
Gdy tylko dotarłem na umówione miejsce, od razu zauważyłem wyczekującą Łucję. Początkowo mnie nie zauważyła, więc miałem szansę przyjrzeć się jej bliżej. Wyglądała na nieco zdezorientowaną i zniecierpliwioną. Co po chwilę zerkała na srebrny zegarek, znajdujący się na jej zgrabnej ręce. Od czasu do czasu, gdy zawiał mocniejszy wiatr, odgarniała ciemne włosy do tyłu, odsłaniając delikatne rysy twarzy i śliczne, łukowate wargi.
Po cichu przebiegłem za pobliskie drzewo, zdając sobie sprawę, że wyglądam w tej chwili jak pospolity podglądacz. Skarciłem się w duchu za takie zachowanie i bezszelestnie, poruszając się w rytm wiatru, okrążyłem nastolatkę, stając tuż za nią, przy murku, na którym siedziała.

*Łucja*
Zaczynałam się bardzo niepokoić, widząc, że na niebie te wszystkie ciemne, zwiastujące deszcz i na dobrą sprawę burzę, chmury. Wiedziałam, że Dawid powinien był już dawno do mnie dotrzeć. Z każdą kolejną minutą na myśl nasuwały mi się najgorsze i najmroczniejsze scenariusze.
Mógł zostać potrącony przez samochód. Albo lekarze nie zbadali go dokładnie i kolano ponownie zaczęło mu doskwierać.
Od dziecka znana byłam ze swojego pesymistycznego myślenia, co pozostało mi po dziś dzień i nie raz strasznie mi uprzykrzało życie.
W chwili, gdy ponownie zamierzałam zerknąć na godzinę, przeklinając niepunktualność osiemnastolatka, poczułam na swoich biodrach czyiś dotyk i nagle zostałam podniesiona kilka centymetrów nad ziemię.
- Aaa!! – pisnęłam, gdy nieokreślona osoba przewiesiła mnie sobie przez ramię, do góry nogami.
Zawartość żołądka zaczęła podchodzić mi do gardła, gdy nagle zorientowałam się, że śmiejący się chłopak, który mnie niósł, to Dawid.
- Postaw mnie na ziemię! – zawyłam, starając się nie zwymiotować.
- Ani mi się śni! – odpowiedział wesoło nastolatek i dodatkowo zaczął sobie podskakiwać.
- Błagam!
- A jeżeli nie? To co mi zrobisz? Nie chcę nic mówić, ale w tej sytuacji jesteś dość bezbronna.
Poczułam na swoim karku pierwsze wielkie krople letniego deszczu, które lada moment zamieniły się w ulewę.
- Puść! – wołałam, próbując przekrzyczeć szum deszczu.
Nie mogąc się nadziwić, jak nasza pogoda w Polsce potrafi się szybko zmieniać, nadal starałam się wyswobodzić od Dawida, jednocześnie powstrzymując wymioty i czując krew napływającą do głowy.
- Dawid.. – zawyłam, klepiąc go po plecach i wymachując bezradnie nogami.
Osiemnastolatek zaśmiał się głośno i postawił mnie gwałtownie na ziemi. Zakręciło mi się w głowie i cofnęłam się krok do tyłu, wpadając w głęboką kałużę.
- A.. – wyjąkałam, czując błoto w nowych butach.
- Haha.. Nie wiedziałem, że gustujesz w kałużach! – zawołał Kwiatkowski, zginając się w pół ze śmiechu.
Zrobiłam zaciętą minę, zamachnęłam się i chlapnęłam brudną wodą Dawida, szybko wyskakując z kałuży. Chłopak wyprostował się roześmiany, spojrzał na mnie i zrobił kilka kroków w moją stronę. Rozłożył ramiona i poruszył brwiami.
- Chodź, przytulę cię! – powiedział, zbliżając się coraz bardziej.
W strugach deszczu wyglądał bardzo zabawnie. Miał mokre włosy, wystające spod kapturu, nachodzące na twarz i całkowicie przemoczone ubranie. Ja z pewnością wyglądałam nie lepiej, biorąc pod uwagę dodatkowo pobrudzone buty.
- Nie, dzięki.. Naprawdę, nie musisz się poświęcać.. – parsknęłam śmiechem i zaczęłam się cofać.
- Ale to nie kłopot.. Chodź tu! – zawołał nastolatek, rzucając się za mną w pościg.
Starałam się uciekać jak najszybciej, jednak uniemożliwiały mi to całkowicie przemoczone buty, które człapały przy każdym kolejnym kroku. Gdy wydało mi się jednak w pewnym momencie, że Dawid mnie nie dogania, postanowiłam przystanąć i chwilę ochłonąć.

*Dawid*
Zauważyłem, że Łucja przystanęła, łapiąc oddech, więc ponownie do niej podszedłem, starając się nie wdeptywać we wszechobecne dziury i kałuże.
Czułem ciążące na mnie ubranie, ale starałem się nie zwracać na nie uwagi.
- Buu! – krzyknąłem dziewczynie do ucha i pochwyciłem ją w pasie, gdy ponownie, cała roześmiana, próbowała uciec.
Ulewny deszcz nie przestawał nam dawać się we znaki, co tylko wyostrzało nasze zmysły i rozbawiało nasze dusze.
- No, mała, no! Już mi nigdzie nie uciekniesz, kochana, nie ma takiej możliwości! – powiedziałem, kładąc swoją głowę na zagłębieniu w ramieniu Łucji, otulając ją swoim ciałem od tyłu i trzymając ręce na jej biodrach.
- Nie mam zamiaru uciekać – powiedziała nieco nieprzytomnie i wtuliła się we mnie.
Deszcz zdawał się chłodzić nasze ciała, opływając je, jakby były przeszkodą, która wyłamała się z ogółu. Nie zwracaliśmy uwagi na otaczający nas świat. Teraz wydawało nam się, że wszystko wokół zamarło. Że czeka na nasz ruch.
Nagle wielka, żółta błyskawica przecięła niebo, tuż nad nami. Łucja zatrzęsła się w moich ramionach i drżąc, odwróciła się do mnie przodem. Jej niebiański uśmiech całkowcie mnie rozbroił. W tamtym momencie, gdyby poprosiła, bym skoczył za nią do studni, z pewnością bym się zgodził. Figlarne ogniki, które pojawiły się w jej oczach, zdawały się przekazywać światu radość, jaką sprawiało dziewczynie moje towarzystwo.
Gdy druga błyskawica przepołowiła niebo z głośnym hukiem, nastolatka wzięła mnie za rękę i głośno się śmiejąc, zaprowadziła biegiem do pobliskiej budki telefonicznej, która jako jedna z nielicznych była cała osłonięta.

*Łucja*
Otworzyłam pospiesznie mokrymi dłońmi drzwi i wślizgnęłam się do niewielkiej budki telefonicznej, ciągnąc za sobą roześmianego Dawida. Nie mogliśmy przestać słać do siebie uśmiechów, gdy ścisnęliśmy się w malutkiej budce, stojąc zaledwie kilka milimetrów od siebie.
Patrzyliśmy się sobie w oczy, drżąc z zimna i podekscytowania. Z głów skapywała nam woda, spływając po policzkach i nosach.
Przypatrując się dłużej ciemnym oczom chłopaka, miałam ochotę się do niego zbliżyć i poznać wszystkie jego tajemnice. Wydawał się skrywać w swoim wnętrzu setki rzeczy, których nie chciał mi wyjawić, a które, miałam wrażenie, że są niezmiernie ważne.
- Wiesz co? Wydaje mi się, że cię nie znam – powiedziałam, czując, jak nasze oddechy wypełniały przestrzeń.
Szklane drzwi budki telefonicznej zaczęły zachodzić mgłą, co sprawiało niesamowite wrażenie, biorąc pod uwagę, że na zewnątrz padał rzęsisty deszcz i była burza.
- W jakim sensie? – spytał Kwiat, a ja zauważyłam, że w jego oczach pojawił się wyraz niepewności.
- Nie martw się. Nie chcesz o tym mówić, więc nie musisz. Przyjdzie jednak taki dzień, że mam nadzieję, że się przede mną otworzysz.. I mi zaufasz.
- Ale przecież ja ci ufam! Tylko, że...
- Wiesz, czego najbardziej nie lubię? Gdy ludzie mówią ,,tylko, że..”. Nie potrafią powiedzieć nic wprost. Unikają prawdy, jak komary ognia, kłamiąc na każdym kroku i wmawiając sobie, że NIE MOGĄ nic wyjawić. Złudzenie. Ufasz mi? Udowodnij.
W myślach Dawida zakołotało się jedno zdanie, które wpajał mu ojciec ,,Nic nikomu nie musisz udowadniać”.
- Jesteś nieznośna – wymamrotał Dawid, całkowicie zmieniając temat i wyszedł z budki telefonicznej. – Przepraszam, muszę wracać.

________________________________________________________________________________
Siemka! Oto i kolejny rozdział Mam nadzieję,że Wam się spodoba Starałam się nie przedłużać jednej sytuacji na kilka rozdziałów, co mam w zwyczaju, tylko opisać ją w jednej części. Co myślicie? Udało mi się to? Widzę, że jest Was Tutaj coraz więcej, co mnie niezmiernie raduje Szczególnie te liczne wyświetlenia bloga... 17 000 to niemały wynik, jak na opowiadanie To samo dotyczy ponad 100 osób, które obserwują tego bloga DZIĘKUJĘ (dla niewiedzących, rozdziały dodawane są co tydzień, w sobotę )
I teraz krótko o ostatnich dniach z mojego życia Nie działo się nic szczególnego, biorąc pod uwagę to, że dość często musiałam się uczyć. W tym tygodniu mieliśmy kilka sprawdzianów, a ja staram się o dobre oceny na koniec roku. Dlatego teraz popindalam xD Chociaż muszę napisać, że ostatnie dni były dość ,,owocne” w nowe znajomości Osoby, które poznałam, są naprawdę wspaniałymi ludźmi, z którymi, pomimo dzielącymi nas kilkoma kilometrami i brakiem czasu, utrzymuję kontakty poprzez Facebook =) Dziś w szkole napadł mnie atak głupawki na lekcji języka polskiego, ponieważ przypomniało mi się, że jeden kolega miał na sobie dzisiaj CAŁKOWITY mundur wojskowy i buty, a zapytany, dlaczego go ubrał, powiedział, że mama wyrzuciła mu wszystkie spodnie do prania xD Później okazało się, że jedną parę ma w plecaku, ale ok.... Więc ja nie mogłam powstrzymać śmiechu, aż oczy zaczynały mi łzawić z radości, a nagle w klasie zapanowała cisza i słychać było tylko mnie. To ja tak podniosłam wzrok na nauczycielkę, która się we mnie wpatrywała i też zaczynała się śmiać. Ponowny atak nastąpił później w środku lekcji, a pani zapytała Karolinę siedzącą obok mnie: ,,Co jej jest?” xD Naćpana powietrzem na na na na na na Wspomnę też coś o broni biurowej, którą na świetlicy skonstruowali moi koledzy i która potrafiła przebić karton! Kolega z niej trafiony krwawił XD Ja oczywiście przysiadłam się do tych kolegów, ciekawa, co robią i fotografowałam ich, niestety nie bez szkody xD Alan celował w Adama i trafił we mnie, na szczęście dość słabo naciągnął procę xD Jestem dumna, bo zdjęcie mojego autorstwa jest na fb :3 Jest ta moc!@
+ Gorrące pozdrowienia z zimnych dni dla Saryy :D
+Jutro wybieram się na Komunię do kuzynki, do Granowa :3









sobota, 3 maja 2014

16 rozdział ,,Czym jest świat i kim jesteśmy my''

,,Co sprawia, że mijasz trzydzieści tysięcy osób, nie zaszczycając ich drugim spojrzeniem, a kiedy spotykasz następną, wiesz, że nie oderwiesz już od niej oczu?” – J. Picoult

*Łucja*
Dawid, natychmiast po mojej propozycji, pobiegł, by przeprosić swoich przyjaciół i zaprosić ich do nocowania u swojej ciotki.
- Nie możemy... Pamiętasz chyba, że kiedyś ci opowiadaliśmy, że za dwa dni jedziemy na cały miesiąc do Włoch? – zapytała Kamila z podtekstem, którego nie potafiłam odczytać.
- Tak, pamiętam.. Pewnie musicie się przygotować.. – zaczął Dawid, lekko speszony zachowaniem przyjaciółki.
- Dokładnie. Musimy wracać, bo w końcu zależało nam tylko na tym, by odwiedzić starego kumpla i usłyszeć coś o nim bezpośrednio, a nie z ...
- Z wypowiedzi mojej mamy. Wiem, wiem, przepraszam. Bardzo was zaniedbałem. Postaram się to zmienić, gdy tylko wrócicie z Włoch...
Niebawem cała piątka pożegnała się ze sobą, a przyjaciele Dawida Kwiatkowskiego udali się na przystanek autobusowy. Widząc, ile bólu sprawia osiemnastolatkowi patrzenie na odchodzących przyjaciół, poczułam, że w sercu wzbiera mi się ogromny żal i smutek. Zupełnie, jakbym przejmowała od chłopaka emocje.
- Będzie mi ich brakować.. – wymruczał, wbijając wzrok w przestrzeń, gdzie już dawno zniknęli jego znajomi.
Słońce stało już wysoko na niebie, więc lekko szturchnęłam Dawida, by wybudzić go z transu. Nastolatek odwrócił posmutniałą twarz i popatrzył na mnie swoimi ciemnymi oczami, w których widziałam dokładnie swoje odbicie. Uśmiechnęłam się zachęcająco i chwyciłam go za ciepłą dłoń.
- Dzisiaj już nigdzie nie pójdziemy – zadecydowałam.
Osiemnastolatek zdziwił się moim nagłym uporem i stanowczością, ale nie dał tego po sobie poznać. Podniósł lekko brwi i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Czuję się całkiem dobrze – powiedział swoim melodyjnym głosem, z lekką chrypką.
Zauważyłam, że ma niewielkie dziurki przy wardze i brwi, najwidoczniej pozostałości po kolczykach. Zwróciłam uwagę na jego muskularne, chociaż szczupłe ciało i wysportowane nogi oraz na wypielęgnowaną, wręcz idealną twarz. Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nic nie wiem o chłopaku, który okazuje mi zainteresowanie. Jednocześnie bardzo się tym faktem zdziwiłam, ponieważ rzadko kiedy ludzie unikali moich pytań o swoją przeszłość. Zwykle byłam osobą bardzo przenikliwą i dociekliwą, ale Dawid.. On jakby potrafił uśpić moje zmysły i naturalne odruchy. Zmieniał mnie w kogoś, kogo nie rozpoznawałam.
- Całkiem dobrze nie zabrzmiało za dobrze – zaśmiałam się. – Zaprowadzę cię do domu, gdzie odpoczniesz i uspokoisz zmartwioną ciocię. A jutro, jeżeli tylko będziesz chciał, spotkamy się ponownie.
- Bez względu na pogodę?
- A co ma pogoda do nas?
Dawid spojrzał na mnie znacząco.
- Brzmi bardzo zachęcająco – odezwał się. – Ale i tak przecież nie mam wyboru. Pamiętasz, co ci obiecałem, gdy się poznaliśmy?
- Obiecaj mi, superbohaterze, że nigdy mnie nie zostawisz.
- Nigdy cię nie zostawię – dodał, po czym mocno przytulił mnie do siebie.
Czułam szybkie bicie jego serca, przyspieszony oddech muskał moją szyję, a przez tętnice czuć było przepływającą regularnie krew. Uśmiechnęłam się na myśl, że ten chłopak, tak, właśnie ten uczciwy, bardzo emocjonalny i szczery chłopak, mógłby być moją drugą połówką.
Ale nie teraz. Kiedyś, w przyszłości...
Jeżeli tylko los pozwoli.

*Dawid*
Po nocnym wywodzie ciotki Alicji kompletnie nie mogłem zasnąć. Przez dwie godziny, dosłownie, ciocia pilnowała mnie, bym zadzwonił i porozmawiał z moją mamą, moim tatą, managmentem i Olą. Straciłem na te rozmowy niezliczoną ilość pieniędzy z konta, przez co byłem przez resztę nocy niebywale naburmuszony.
Tak, jak się spodziewałem, od wszystkich, bez wyjątku, dostałem ,,ochrzan” i milion upomnień, że pomimo dorosłego wieku, zachowuję się jak dziecko. Doskonale o tym wiedziałem, ale co miałem zrobić. Taki już po prostu jestem i nie umiem być kimś odpowiedzialnym, przynajmniej na razie, kto by wszystko załatwiał od ręki.
Zresztą, jak każdy człowiek, mam prawo popełniać błędy. Powtarzałem to wczoraj tysiąc razy cioci, która jednak nie chciała słuchać, szlochając gorzko w mój rękaw. Błagała, bym więcej nie zostawał nigdzie na noc i bym jej nie zostawiał, bo ona po śmierci wuja okropnie boi się, że straci także i mnie.
Zrobiło mi się jej tak strasznie żal, że nie miałem serca, by powiedzieć jej o moim wypadku i pobycie w szpitalu. Jednym z kilku atutów bycia osobą pełnoletnią była możliwość zakazania informowania bliskich o stanie zdrowia pacjenta w szpitalu i możliwość wypisania się z niego na własną rękę.
Gdy spałem lekkim snem, słyszałem jak przez mgłę, że moja ciocia nadal siedzi pod drzwiami mojego pokoju i cichutko łka. Najwidoczniej niechcący przypomniałem jej śmierć wuja. Skuliłem się pod kołdrą, podciągając kolana pod brodę. Nie była to oznaka poddania się, tylko dalszej motywacji do działania.
Postanowiłem więc, że od samego rana zrobię cioci miłą niespodziankę i w ramach przeprosin uszykuję na śniadanie jajecznicę – jedno z ulubionych dań ciotki. Uśmiechnąłem się w ciemności sam do siebie, myśląc, że jest to dziedziczne.
*
Następnego dnia obudziłem się (co było niemałym wyczynem w moim wykonaniu) o samym świcie, przeciągnąłem się i niespodziewanie spadłem z łóżka. Lekko obolały, podniosłem się i pomasowałem pulsującą nogę. Szybko nakryłem materac kołdrą i zbiegłem w samych bokserkach , bez butów, do kuchni.
Stając przed szklaną szafką, zacząłem się niekontrolowanie śmiać, widząc swoją fryzurę w stylu ,,artystyczny nieład”. Sięgnąłem ręką po widelec, przyłożyłem go sobie do ust i zacząłem udawać, że ten przedmiot jest mikrofonem. Udałem się tanecznym krokiem na środek kuchni, wykonałem mój ulubiony ślizg na jedno kolano w stylu rockowego gitarzysty i otworzyłem szeroko usta, udając, że przechodzą przeze mnie ogromne emocje, wykonując wyimaginowany utwór mojej wyobraźni.
Wstałem i zacząłem zataczać kręgi po pomieszczeniu, stosując kilka figur, których nauczyła mnie Janja podczas Tańca z Gwiazdami. Ponownie przyłożyłem widelec do ust i wygiąłem się demonstracyjnie do tyłu, rozkładając drugą rękę na bok. Kochałem ten stan. Wówczas czułem się, jak król całego świata, chociaż nie jestem osobą egoistyczną z natury.
Gdy jednak usłyszałem, że drzwi pokoju ciotki otwierają się z cichym skrzypnięciem, przeklnąłem w myślach i szybko zabrałem się do przyrządzania śniadania. Wyciągnąłem z lodówki dwa jajka, wbiłem je na rozgrzaną patelnię i zacząłem smażyć główne danie.
W pewnym momencie zauważyłem, że nadal jestem w bokserkach, co mogłoby lekko przerazić moją ciocię. Sięgnąłem więc po pobliski ręcznik kuchenny i obwinąłem się nim w pasie. Następnie stwierdziłem, że ciotka nie będzie zachwycona, gdy zobaczy, że stoję na zimnych płytkach bez butów. Po cichu zacząłem więc skradać się do pokoju, gdzie pozostawiłem kapcie. Wsunąłem je pospiesznie na stopy i przechodząc przez korytarz, zobaczyłem swoje odbicie w lustrze.
Nie mogąc się powstrzymać, musiałem przystanąć w miejscu. Zacząłem naprężać muskuły, których nabawiłem się na siłowni i układać niesforną grzywkę. Wydawała mi się już stanowczo za długa. Zdawałem sobie sprawę, że będąc jeszcze młodym nastolatkiem, miałem strasznie dużą grzywę, która w niczym mi nie przeszkadzała. Z czasem jednak nie potrafiłem się do niej dostosowywać i musiałem ją ściąć. Od tamtej pory regularnie skracam ją u najlepszych, znanych mi fryzjerów.
Nagle poczułem niemiły zapach spalenizny. Zacząłem zastanawiać się, co tak śmierdzi, gdy niespodziewanie ciotka wybiegła ze swojego pokoju i pospieszyła do kuchni. Szybko pobiegłem za nią i natychmiast sobie przypomniałem.
Jajka, które były pozostawione długo bez opieki na patelni, stały się czarne, niczym węle, a patelni w ogóle nie było widać w obłokach czarnego dymu, który się z niej unosił. Schowałem się za drzwiami, bojąc się jak małe dziecko konfrontacji z ciotką.
Ona jednak nie wydawała się być zła, ani nawet przerażona dymem. Myśląc racjonalnie, zachowała względny spokój i wyłączyła kuchenkę. Zestawiła patelnię z gaźnika i włożyła ją pod strumień lodowatej wody. Następnie, jak gdyby nigdy nic, zaparzyła wodę na poranną kawę i bez słowa zabrała się za przygotowanie kanapek.
Nie mogąc w to uwierzyć, krytykując własną głupotę, poszedłem po cichu do pokoju, gdzie pospiesznie się ubrałem i uszykowałem na wyjście z Łucją. Postanowiłem, że przeproszę ciotkę słownie, po czym zapewnię, że ze wspólnego spaceru wrócę przed zmierzchem.
Przemknąłem się z powrotem do kuchni, gdzie udałem, że dopiero wstałem, głośno ziewając i przeciągając się. Usiadłem przy stole i położyłem głowę na blacie.
- Cześć, ciociu, jak minęła noc? – zapytałem, udając senny głos.
- Na pewno minęła lepiej, niż tobie wyszło gotowanie jajecznicy – odparła ciotka i uśmiechnęła się delikatnie. – Nie musisz udawać, że dopiero wstałeś. Widzę, że gdzieś wychodzisz.
- Tak, chcę iść na spacer z Łucją Helszmit, tą dziewczyną która..
- Dobrze, Dawidku, tylko proszę, pamiętaj, czym jest świat i kim jesteśmy my – powiedziała ciocia i pocałowała mnie w czoło.
Poczułem się okropnie niezręcznie, gdy wstałem wreszcie od stołu nie jedząc śniadania i stanąłem w drzwiach.
- Wrócę przed zmierzchem! – zawołałem na odchodne i wybiegłem z bloku.

_________________________________________________________________________________
I jest rozdział! Bardzo się cieszę, ponieważ powróciła mi wena i chęć do pisania :D
Nie wiem, czy jest to spowodowane niezbyt przyjemną pogodą, czy przeżyciami ostatniego tygodnia. Wolę się w to nie zagłębiać
Ważne, że z tym rozdziałem się wyrobiłam i że, co ważniejsze, wydaje mi się o niebo lepszy od poprzedniego. Przynajmniej nie stoję w martwym pukncie
Wczoraj byłam u mojej kuzynki Pauliny, ale niestety pogoda sprzysiężyła się przeciwko nam i na spacerze wytrzymałyśmy bodajże 3, 4 godziny xD Po drodze kupiłyśmy sok żurawinowy, który nie miałyśmy pojęcia, jak smakuje. To był zakup w ciemno, ale opłacało się Pomińmy fakt, że kartonik się nieco zmieżdżył przez upuszczanie na ziemię. Zaliczyłyśmy kilka odpałów podczas spaceru i było naprawdę zabawnie Jednym z przykładów jest nasz pobyt na placu. Zaczęłam nas ,,kręcić” na karuzeli i nieszczęśliwie się złożyło że wdepnęłam w jedyną kałużę dookoła karuzeli, i to jeszcze dość głęboką. No cóż, moje trampki w tym momencie przeżyły Utopię xD
Ten tydzień ogólnie był bardzo ciekawy, pomijając oczywiście poniedziałek We wtorek byliśmy ze szkołą w jakimś tam Nadleśnictwie na Dniu Ziemi. Jednak chodzenie po lesie, gdzie było pełno komarów nie było szczytem marzeń moich, ani koleżanek marzeń. Xd
OK ok, nie zanudzam, zostawiam Was z rodziałem
a